felieton

Jak nie zwariować w czasach szaleństwa | Felieton Dawida Kornagi | #przerwanysenkornagi

Na pewno widoczne dla nas przyspieszenie historii, także „dzięki” C-19, skutkować będzie nową falą aktywności i twórczości. Grafomani ze świata literatury, poezji, filmu czy nawet reklamy już dziergają swoje błyskotliwe twórcze artefakty o kondycji „konającego” któryś raz z rzędu świata. Wątpię, by pomogło nam to nie zwariować w czasach wzmożonego szaleństwa. Potrzebujemy innych patentów, by siebie ocalić. Swoje bańki, enklawy, rezerwaty, w których żyjemy – pisze Dawid Kornaga.

Też to macie? Taki przypływ wkurwu, że normalnie chciałoby się wyjść z domu, podpalać, zabijać, ogólnie rozdawać krzywdę na lewo i prawo, zwłaszcza na prawo. Można strajkować, dziergać kolejne transparenty, przeprowadzać wszelkie dozwolone i niedozwolone akcje demokratyczne, nie zmienia to faktu, że kiedy widzisz, że to nic nie daje, albo daje, ale nie na tę chwilę, to jednak czujesz frustrację.

I myślisz sobie, jak tu naprawdę nie zwariować w czasach szaleństwa?

Jeśli przy okazji jesteś poetą czy prozaikiem, czy kreatorem szeroko pojętych fabuł, to przynajmniej masz okazję, by się wyżyć w swoich dziełach. Dowalić jak trzeba tym czy tamtym, bez znaczenia, byle poczuć ulgę. Jeśli jednak nim nie jesteś, a jesteś równie wartościowym człowiekiem, to co czynić, by nie zwariować w czasach szaleństwa?

Drogą na skróty jest odreagowanie.

Stąd od stuleci wciąż aktualne zjawisko szeroko pojętego terroryzmu. Gdyż jest terror zły i jest, choć zabrzmi to pokrętnie, terror dobry. Spece od historii łatwo to podsumują. Ci, co ją gwałtem zmieniali, a im się udało, zostali uznani za dobrych. Ci, którym się nie udało, dołączyli do tych złych. Terror pozwolił im być sobą, zachować wierność swoim poglądom, nie dał za to gwarancji, że będą wspominani jako ci dobrzy, ci po prawdzie wartościowi, a nie gwałtownicy i udawacze.

No dobrze, ale pytam się, jak nie zwariować tak po ludzku w czasach nieludzkiego szaleństwa, kiedy nawet wirusy chcą nam dowalić bardziej niż hitlerowcy?

Ważne jest samo działanie, bezkompromisowe, nieustępliwe nawet o krok. O ile kilka lat temu uznano by to za hołubiącą przemoc przesadę, dzisiaj jest pieśnią przyszłości, która ma wysadzić to dziadostwo i dziaderstwo na tor boczy. Narobiło się bowiem sporo bałaganu. Do władzy w wielu krajach doszły orki populizmu. Wgryzły się w system i ani myślą go opuścić. Coraz bardziej syte, pierdzące co rusz swoimi obietnicami bez pokrycia. Szczęśliwie, w Ameryce wreszcie naprawdę dobra zmiana. Pozostało jednak wielu innych do wymiany: w Brazylii, Białorusi, na Węgrzech. A w Polsce to już hurtowo.

Chciałoby się powiedzieć do tych mentalnych miernot: Musicie pozdychać, inaczej zatrujecie nam powietrze na kilka dziesięcioleci. Życie jest za krótkie, zwłaszcza w dobie intensyfikującej się digitalizacji, by miały kierować nami przestarzałe do szczętu aplikacje, odporne na jakąkolwiek aktualizację i nowy design.

Pytanie, co jeszcze można przedsięwziąć, by nie zwariować w czasach…

Na pewno widoczne dla nas przyspieszenie historii, także „dzięki” C-19, skutkować będzie nową falą aktywności i twórczości. Grafomani ze świata literatury, poezji, filmu czy nawet reklamy już dziergają swoje błyskotliwe twórcze artefakty o kondycji „konającego” któryś raz z rzędu świata. Wątpię, by pomogło nam to nie zwariować w czasach wzmożonego szaleństwa.

Potrzebujemy innych patentów, by siebie ocalić. Swoje bańki, enklawy, rezerwaty, w których żyjemy.

Śmiem twierdzić na podstawie doświadczeń własnych: ważne jest podtrzymywanie przyjaźni i znajomości. Nawet jeśli irytują nas czasem owi znajomi, których widzimy obecnie częściej na ekranie niż przy stoliku w ulubionym barze, to bądźmy dla nich wyrozumiali. Też mają ciężko. Jak coś chlapną, wybaczajmy. Jak coś chlapniemy, czekajmy, aż oni zrobią to samo. Tylko bliski krąg przyjaciół i nam życzliwych sprawi, że mamy szansę na przetrzymanie. I wytrzymanie. Rodzina rodziną, pewnie, jeśli wszystko się w niej układa, okazuje się najcenniejsza. Mimo to nasi znajomi, nasi nabyci w wyniku różnych przypadków koledzy i koleżanki wcale nie są mniej wartościowi, drugoplanowi.

Na początku usilnie „gromadzimy” ludzi, by stworzyć z nich krąg zarówno towarzysko realny, jak i cyfrowy. Nie mieć znajomych to jak być Kononowiczem sociali i w ogóle życia, co nie ma niczego i nikogo. Podtrzymujemy relacje, żeby mieć kogo zapraszać i być zapraszanym. Udzielać się w cudzym życiu, lecz i wymagać tego samego od tych, którym się asystowało przy ich, proszę bardzo, ślubach, rocznicach oraz wszelkich innych śmiałych balangach. Gdzie nie tylko prosecco i cava. Także wódka i wino. I wiele ważnych słów oraz wyznań. To bezcenne jak milion reklam MasterCard. Pewnego dnia, zazwyczaj po czterdziestce, choć nie ma reguły, dociera do nas, że dobrze tak na zaś mieć kogoś, kto w razie niechybnej śmierci będzie tworzył zwarty tłum żałobników nad naszą trumną czy urną.

Mało kto przyzna się do tak rozbrajającego pragmatyzmu. Nie czarujmy się, z biegiem lat lepiej mieć przyjaciół i kolegów niż ich niepotrzebnie redukować jak bankrut swoje konto. W końcu zostaną nam tylko członkowie rodziny. Zdarza się, że „obcy”, z którymi wiąże nas wyłącznie czysta przyjaźń, doceniają nas bardziej niż pozornie fajowi kuzyni czy wyluzowani wujowie, których na weselu no do kieliszka przyłóż. Kiedy zaś dochodzi do podziału majątku czy odmiennych deklaracji politycznych, niejedna ciocia czy siostrunia jako argumentu użyje kuchennego noża.

Nie chodzi o to, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Owszem, są patofamilie, które lepiej zaznaczyć i skasować raz na zawsze. Żadna terapia nie pomoże w ich zaakceptowaniu, bo jak są mocno zwichrowani, zazwyczaj pozostaną tacy do swojego kresu. Są również zgrane, cudowne rodziny. Jeśli taką mamy, wspaniale. Mimo to w ramach egzystencjalnej polisy nie zaszkodzi polegać wyłącznie na niej.

Jest szansa, że wtedy nie zwariujemy w czasach dodatkowego szaleństwa. Na koniec, wbrew sobie, powiem: nie samymi znajomościami żyje człowiek. Potrzebuje używek, przeróżnych wariacji. „Darksajdów”, innych niejednoznacznych projekcji. Tylko tak zróżnicowany konglomerat daje jako taką siłę. Spacery, koncepty, projekcje — co sobie wymyślisz, dobrze wymyślisz. Byle cokolwiek robić, to jest twój dodatkowy patent na przetrwanie. Nie warto się łudzić, że kiedyś będzie lepiej. Lepiej samo się nie zrobi, wymaga naszego konkretnego udziału. Plus ci prawdziwie bliscy, bo są prawdziwie blisko nas.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: