książki

Samotna położna | Meg Elison, Księga bezimiennej akuszerki

Świat się skończył. Może nie cały i niezupełnie, ale na pewno skończył się świat, w którym to człowiek nadawał wszystkiemu ton. Ludzkość została niemal wytrzebiona. Została tylko samotna położna – o książce Meg Elison „Księga bezimiennej akuszerki” pisze Jakub Hinc.

Koniec przyszedł nagle i nieomal z dnia na dzień usunął ludzi z powierzchni Ziemi. Nie zaatakowała ludzkości obca wojownicza rasa pozaziemskich istot poszukujących dla siebie przestrzeni życiowej. Czas człowieka nie przeminął w blasku ognia wybuchu jądrowego. Ludzi wykończył niewidzialny wróg. Niewidzialny, ale nie mniej przez to groźny. Wielomiliardowa populacja z dnia na dzień niemal przestała istnieć na skutek tajemniczej gorączki, której przyczyn nie udało się ustalić. Może byłoby to możliwe i może dałoby się uratować chorych, ale ani naukowcom pracującym w sterylnych laboratoriach, ani lekarzom w przychodniach i szpitalach, po prostu nie starczyło na to czasu.

W ciągu zaledwie kilku tygodni przestały funkcjonować po kolei: rządy, wojsko, a potem na raz zaopatrzenie i usługi. Ci, co przetrwali musieli zdobyć jedzenie i wodę. Możemy tylko sobie wyobrazić jaką to musiało być gehenną w świecie, w którym nagle nie ma prądu, nie działają wodociągi, nie ma służb zapewniających wcześniej bezpieczeństwo mieszkańcom. Z powierzchni Ziemi w ciągu zaledwie kilku tygodni zniknęli niemal wszyscy mężczyźni i prawie sto procent kobiet. Ale to było dopiero preludium hekatomby, która miała się stać udziałem tych, co przeżyli. Bo – jak zawsze –  przetrwali najsilniejsi, co nie oznacza, że najlepsi.

Zanim tajemnicza pandemia zamieniła się w totalne pandemonium, które niemal zmiotło ludzkość z powierzchni planety odnotowano pierwsze symptomy choroby. Kobiety nie były w stanie utrzymać ciąży, a jeśli jakimś cudem dotrwały do dnia porodu, to na świat przychodziły martwe płody. Niedoszłe matki umierały w gorączce na łóżku porodowym lub trawione tajemniczą śmiertelną gorączką podążały wkrótce po porodzie za swoimi dziećmi.

Akcja książki przenosi nas do San Francisco, gdzie w miejskim szpitalu lekarze, pielęgniarki i całym zespół medyczny porodówek stara się wspierać osieroconych niedoszłych rodziców, a jeszcze częściej świeżo owdowiałych mężczyzn, którzy właśnie szykowali się do roli ojca. Wśród tych osób znajdujemy i naszą akuszerkę. Mimo, że dość długo opierała się chorobie, w końcu i dla niej nadszedł dzień, gdy dosięgła ją tajemnicza gorączka. Z przykutej do szpitalnego łóżka, wysoka temperatura powoli wysysała siły życiowe, aż wreszcie pozbawiła ją przytomności.

Położna odzyskała świadomość, ale świat który znała już zniknął. Być może czas, gdy chora, pozostawiona sama sobie, leżała w opuszczonym szpitalu okazał się dla niej błogosławieństwem. Nie była świadkiem dantejskich scen, jakie musiały rozgrywać się na ulicach miasta. Nie stała się też łupem dla garstki mężczyzn, którzy przetrwali pandemię i w których pozostały tylko najbardziej prymitywne potrzeby: jedzenia, picia i zaspokajania żądzy. Nie złapali jej i nie zniewolili handlarze żywym towarem, dla których kobieta była towarem deficytowym. Zyskała też czas na to, by zorientować się w nowej rzeczywistości.

Choć świat nie zginął w cieniu grzyba atomowego, to codzienność bohaterki naznaczona została postapokaliptyczną wizją rzeczywistości z popadającymi w ruinę budynkami, z konsumpcyjnym społeczeństwem skazanym na szaber i brutalną walkę o żywność. Wyludnione ulice, które przemierzały sporadycznie nieliczne hordy napędzanych testosteronem agresywnych samców, okazały się dla tych kobiet, które jakimś cudem przeżyły epidemię, śmiertelnym zagrożeniem. Tak samo zabójczym jak tajemnicza gorączka, tyle, że bardziej upokarzającym i upadlającym. Złapane, trzymane na łańcuchach, stawały się seksualnymi niewolnicami, okaleczanymi i wykorzystywanymi do ostatniego tchnienia. 

Ocalała kobieta ucieka z miasta i dla bezpieczeństwa przyjmuje tożsamość mężczyzny, co podkreśla strojem i zachowaniem. W ten sposób po raz pierwszy posłuży się innym imieniem. Odtąd zawsze, w każdej życiowej sytuacji będzie przyjmowała inne imię. Imiona staną się dla niej tarczą, odzieniem, za którym lub w którym się ukryje. Jej własne imię pozostanie ukryte. A dla tych, którzy po latach odnajdą jej pamiętniki pozostanie bezimienną akuszerką. Kobietą, która w czasie wędrówki pomagała każdej napotkanej ciężarnej urodzić i o ile to w ogóle było możliwe – przeżyć poród.

Wątek postapokaliptycznej wizji świata nie jest obcy literaturze. O świcie po zagładzie nuklearnej traktuje na przykład „Kantyczka dla Leibowitza” autorstwa Waltera M. Millera z roku 1959 czy nieco późniejsza „Deus Irae” Philipa K. Dicka i Rogera Zelazny’ego z 1976 roku. Bliski „Księgi bezimiennej akuszerki” jest „Bastion” Stephena Kinga z 1978 roku często uznawana za jego opus magnum. Powieść ta traktuje o broni biologicznej, której skutki, podobnie jak tu, prowadzą do niemal całkowitej depopulacji rodzaju ludzkiego. Podobnie jak Elison, o niemal całkowitej eksterminacji ludzkości, opowiada też Margaret Atwood w „Roku potopu” z roku 2007. W obu powieściach bohaterowie przemierzają nowy świat szukając z niego ucieczki lub sposobów jego ocalenia.

„Księga bezimiennej akuszerki” Meg Elison, przewidziana jako pierwszy tom trylogii, trzyma się wiernie gatunkowego wzorca, zgodnie z którym fabuła rozgrywa się zazwyczaj po kataklizmie, jakim jest wojna jądrowa, pandemia lub katastrofa ekologiczna. Ziemia ukazywana w tych utworach jest – lub właśnie staje się – niegościnnym pustkowiem, gdzie niedobitki ludzi egzystują w oparciu o pozostałości zniszczonej cywilizacji i nawet często wbrew logice. Wiadomym jest wszak, że świat się skończył – przynajmniej ten, który był im znany, starają się przetrwać i przystosować do niesprzyjających warunków.

W konwencję „postapo” wpisywało się też wielu twórców obrazów filmowych z wiodącym prym kultowym Mad Maxem z 1979 r. w reżyserii George’a Millera, którego akcja dzieje się na postnuklearnym pustkowiu przemierzanym przez hordy zwyrodniałych macho. Do tego grona zalicza się też „Logan: Wolverine” Jamesa Mangolda z 2017 r., którego bohaterowie ukrywając się, by w spokoju dożyć swoich dni na zdegradowanym ekologicznie świecie. Alternatywą dla pustyni jest wieczna zmarzlina, jaką widzimy w ekranizacji komiksowej serii „Snowpiercer. Przez wieczny śnieg” stworzonej przez Jacques’a Loba (scenariusz) i Jeana-Marca Rochette’a (rysunki). Twórcy tego nurtu starają się przestrzec nas przed niebezpieczeństwami wynikającymi ze zdewastowania środowiska naturalnego, czego skutkiem może być stopienie się czap lodowych na biegunach i potop, jak w „Wodnym świecie” w reżyserii Kevina Costnera i Kevina Reynoldsa z roku 1995, gdzie cały świat znalazł się pod wodą. Albo świat, który stara się jeszcze  trwać, jak w powieściowej „Ameryce w ogniu” Omara El Akkada z roku 2018, mimo, że powoli zalewają go wody z topniejących lodowców i targany jest wojną domową. Realia „Księgi bezimiennej akuszerki” przywołują też poniekąd wizję postapo z powieści P. D. James z 1992 roku „Ludzkie dzieci”, która została zekranizowana w 2006 przez Alfonso Cuaróna. Tu i tam ludzkość utraciła zdolność do reprodukcji.

Wydawałoby się, że wszystkie katastroficzne wątki zostały już zagospodarowane. Tymczasem Meg Elison znalazła wolną przestrzeń, w której nie tylko umieściła akcję swojej powieści, ale też zawarła ważne przesłanie. Opisany przez nią w roku 2014 futurystyczny, postapokaliptyczny świat, z tajemniczym wirusem dziesiątkującym ludzkość, jako żywo przypomina widziane przez nas w marcu i kwietniu 2020 r. wyludnione ulice w czasie lockdownu wywołanego pandemią SARS CoV-2/COVID-19.  I choć dziś wydaje się, że skutki epidemii wywołanej koronawirusem mogą nie być aż tak dramatyczne, jak w świecie wyłaniającym się z kart „Księgi bezimiennej akuszerki”, to jeśli nie chcemy, by stał się on naszą rzeczywistością, powinniśmy dołożyć wysiłków dla ochrony przyrody i naprawy relacji międzyludzkich.

Meg Elison, Księga bezimiennej akuszerki (The Book of Unnamed Midwife)
Przełożyła: Maria Smulewska
Rebis, Poznań 2020

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: