ZBRODNIA, KARA I CAŁA RESZTA. Mirosław Tomaszewski, Marynarka

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Zbrodnia wymaga kary, kara jednak rodzi kolejną zbrodnię. Nawet próba zadośćuczynienia za zło przepada w końcu w gąszczu nienawiści. A wszystko dlatego, że bohaterowie „Marynarki” Mirosława Tomaszewskiego żyją w świecie, który wciąż nie jest w stanie podnieść się po traumie Grudnia 1970 roku na Wybrzeżu, jednej z mroczniejszych kart historii PRL-u.

marynarkaAdam – były lider punkowego zespołu, Karol – znany przedsiębiorca, Nina – ambitna dziennikarka, Jan – niespełniony pisarz, Witek – menedżer bez skrupułów. I jeszcze koperta ze zdjęciami, dla której niektórzy są gotowi zabić. Brzmi jak przepis na thriller? Owszem, ale „Marynarka” Tomaszewskiego thrillerem nie jest. Jest czymś znacznie więcej – powieścią o kompleksach, bólu, poczuciu krzywdy. Negatywne emocje pochłaniają bohaterów także dlatego, że są postaciami zdecydowanie niejednoznacznymi, trójwymiarowymi, ale przyszło im żyć w świecie narastających czarno-białych podziałów. Nie ma w tej książce bohaterów zdecydowanie dobrych lub zdecydowanie złych. Każdy z nich mógł wyrządzić innym krzywdę, ale każdego stać też na odrobinę dobra. Morderca żałuje swojego czynu i cały poświęca się próbie zadośćuczynienia. Nie ochroni go to jednak przed zemstą, być może słuszną, ale wymierzoną jednak przede wszystkim w imię chciwości. Choć i chciwość nie jest tu bezpodstawna, bo wynika z chęci zapewnienia ukochanej rodzinie lepszego życia.

Zaczyna się od morderstwa na warszawskiej Saskiej Kępie, potem obserwujemy zmagania Karola z Witkiem, który chce przejąć firmę, w końcu stajemy się świadkami zawiązania intrygi, gdy Jan otrzymuje od Witka propozycję napisania książki o Grudniu.

Tomaszewski dokonał rzeczy arcyciekawej: nie tracąc nic z trójwymiarowości postaci i jako punkt wyjścia przyjmując komunistyczne zbrodnie, skonstruował powieść o strukturze sensacyjnej. Może nie tak wciągającą jak książki Dana Browna, ale za to inteligentną. Jeśli prowokuje, to nie spiskowymi teoriami, ale tym, że nie ocenia, nie staje po żadnej ze stron, nie moralizuje, a tylko pokazuje złożoność polskiej rzeczywistości, karząc się nam zastanowić nad tym, czy to, co uważamy za słuszne, lub niesłuszne, zawsze takie będzie, bez względu na sytuację.

CZYTAJ TAKŻE:

Tim Krabbé, Złote jajko (Het gouden ei). O CIEKAWOŚCI (I) ŚMIERCI

Jacek Kaczmarski, Autoportret z kanalią. PNĘ SIĘ W GÓRĘ, W NIC NIE WIERZĘ

OFIARY W MOICH KSIAŻKACH SĄ ZWYKLE CZYMŚ WTÓRNYM – rozmowa z Piotrem Bojarskim

Mirosław Tomaszewski, pisarz, dramaturg, scenarzysta, ale i wynalazca w dziedzinie budowy maszyn, jest gdynianinem. Pewnie dlatego jego książka rozgrywa się w Trójmieście i dotyczy Grudnia’70. Ale to powieść uniwersalna: nie trudno wyobrazić ją sobie z tłem historycznym umieszczonym w Poznaniu, w Czerwcu’56, czy w grudniu 1981 roku w kopalni „Wujek”. Mimo historycznego kontekstu książka nie jest bowiem rozliczeniem z PRL-em, a tym bardziej z konkretnym wydarzeniem. Jeśli w ogóle coś rozlicza, to współczesność.

Mirosław Tomaszewski

Marynarka

W.A.B. 2013