– Jeśli miałabym komuś podarować tę książkę, to osobie, która jest w momencie życiowego przełomu i musi rozpocząć nowy etap – mówiła Kim Keum Hee, autorka książki „Rok wśród kwiatów. Dziennik koreańskiej miłośniczki roślin”. Byliśmy na spotkaniu.

Kim Keum He to jedna z najbardziej znanych i utytułowanych współczesnych pisarek południowokoreańskich. „Rok wśród kwiatów” (przeczytaj fragment) to druga książka non-fiction autorki i pierwsza przetłumaczona na język polski.
– Zaczęło się od cyklu esejów, pisanych w przekonaniu, że rośliny, którymi się zajmuję na co dzień, pozwalają mi szczerze wyrazić siebie – przekonywała pisarka. I dodawała: – Jest to dla mnie książka o szczególnym znaczeniu, gdyż w trakcie jej pisania poznałam swoje własne kwiaty jeszcze lepiej, znalazłam wiele nowych informacji na ich temat i jeszcze mocniej się z nimi zaprzyjaźniłam.

Takie drobiazgi jak nowy liść
Słowo „przyjaźń” nie wydaje się być na wyrost. Pytana o to czy rozmawia z roślinami pisarka przyznawała, że tak. – Cały czas do nich mówię, przekonuję, że są śliczne, że są superroślinkami. Robię to tak często, że mój mąż się o mnie martwi – śmiała się Kim Keum Hee. Jej książka to relacja z obcowania z kwiatami, troski o nie, ale to także książka o nadziei, jaką dają rośliny, jaką daje zajmowanie się nimi, a nawet patrzenie na nie. – Napawa mnie nadzieją ten moment, gdy widzę jak dzięki dobrej opiece na łodydze pojawia się młody zielony liść. Czy nie o to chodzi w życiu, żeby zachwycać się takimi drobiazgami? – pytała autorka.
Często rozmawia o roślinach w gronie znajomych. Gdy tylko zahacza o ten temat, wyraz twarzy rozmówcy zmienia się. – Widzę, że to coś, co ludzi ciekawi, uważają moją pasję za coś fajnego. Inna sprawa, że choć mocno się staram, żeby tą pasją zarazić innych, to akurat to nie wychodzi mi tak, jakbym chciała. Ale sam fakt, że chcą rozmawiać o kwiatach, że ich to interesuje, sprawia mi dużą przyjemność – mówiła pisarka.

Rośliny pokazują nasz charakter
Autorka pisze w książce, że usposobienie człowieka widać po tym, w jaki sposób opiekuje się roślinami. – Taką mam obserwację – potwierdzała Kim Keum Hee. – Gdy ktoś na przykład ciągle martwi się czy jego rośliny mają dość wody i wciąż kompulsywnie podlewa kwiaty, to prawdopodobnie sam czuje się zagrożony. Opieka nad roślinami obnaża naszą osobność, nasze radości, nasze rozterki – mówiła.
Zaznaczała, że troska o kwiaty to nie tylko domena kobiet. – Rozmawiałam o opiece nad roślinami ze sprzedawczynią z pobliskiej kwiaciarni i dowiedziałam się, że przychodzi do niej wielu mężczyzn, choć robią to po kryjomu i przyznają się do swojej pasji pielęgnowania roślin. Co jednak ciekawe, często nie chcą się do tej pasji przyznać. Unikają nawet płacenia w kwiaciarni kartą, żeby nie pozostał ślad na wyciągu bankowym. Wolą za pieniążka (pilea peperomioides) płacić pieniążkiem – żartowała pisarka.

Życie jako cel sam w sobie
Szczególne miejsce w jej kolekcji zajmuje bugenwilla kupiona dwa lata temu, akurat w chwili, gdy chora na raka matka pisarki szczęśliwie zakończyła leczenie i pokonała chorobę. – W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że zbyt mocno powiązałam tę roślinę z mamą i jej stanem zdrowia. Wręcz uzależniałam samopoczucie mamy od stanu rośliny i zamartwiłam się, gdy z bugenwillą działa się coś niedobrego – opowiadała.
Najczęściej jednak rośliny pozwalają nam uzyskać dystans do samych siebie, do naszych problemów. – W pewnym momencie zauważyłam, że spędzamy bardzo wiele czasu na zastanawianiu się jak czują się inni ludzie, czy są zadowoleni, czy coś ich nie zasmuciło. To dla nas źródło rozterek, przez które tracimy spokój. Tymczasem wystarczy spojrzeć na rośliny: celem ich życia jest wzrost, wystawianie się na promienie słońca. Wydają się być przy tym bardzo spokojne, bo nie dążą do żadnego celu. Ich życiowym celem jest samo życie – tłumaczyła pisarka. I dodawała, że zawsze gdy czuła się wewnętrznie roztrzęsiona, ukojenie znajdowała w przyglądaniu się swoim roślinom. – Ich obserwacja pomagała mi się uspokoić, zyskać ten wewnętrzny spokój.

Na nowy etap życia
To także spokój potrzebny w procesie twórczym, który z natury rzeczy jest procesem samotnym. – Pogodziłam się z tym. Nie da się na tę samotność nic poradzić. Najważniejsze, że samo przelewanie tekstu na papier, urzeczywistniania tego, co zrodziło się w mojej głowie, sprawia mi olbrzymią przyjemność – przekonywała autorka. Poza tym pisanie – także pisanie o roślinach, które w koreańskim mają często poetyckie nazwy (np. głogówka baldaszkowata to „drzewo bliskości”) oznacza zabawę słowem. – Lubię to, czerpię z tego radość, także dlatego, że język koreański ma wiele słów o podwójnym znaczeniu.
Na końcu książki Kim Keum Hee zamieściła literacki przewodnik po swoich ulubionych roślinach, opisujący sposoby ich pielęgnacji. – Bardzo mi zależy, żeby po przeczytaniu tej książki czytelnicy sprawili sobie rośliny – tłumaczyła. Przekonywała, że gdyby miała komuś swoją książkę podarować, to byłaby to osoba, która potrzebuje w życiu zmiany lub jej właśnie doświadcza i musi rozpocząć nowy etap. – To książka dla kogoś, kto musi odnaleźć siebie – mówiła.

Spotkanie z Kim Keum Hee w Warszawie | Festiwal Literatury Azjatyckiej
Muzeum Azji i Pacyfiku
15 listopada 2025
Rozmowę z autorką poprowadziła Aleksandra Pakieła
Tłumaczyła Zuzanna Bal

