recenzja

Rejs ku przeszłości | Maciej Hen, Tratwa z pomarańczami [recenzja]

„Tratwa z pomarańczami” Macieja Hena to autobiograficzny bildungsroman: słodko-gorzka opowieść o dojrzewaniu w niezwyczajnym domu, wpisana zarazem w echa Zagłady, jak i narastający Gomułkowski antysemityzm – pisze Przemysław Poznański.

To bez wątpienia jest jednak opowieść bardziej o doświadczeniu miłości, niż doświadczeniu nienawiści. Może także dlatego, że snuta z punktu widzenia dziecka – nierzadko bardziej zdziwionego otaczającym go światem, niż potrafiącego go bez reszty zrozumieć, a tym samym się nim rozczarować. Dostajemy co prawda wspomnienie pisane przez autora dojrzałego, z perspektywy czasu, ale dalekie przecież od pokusy uczynienia pierwszoosobowego narratora wszechwiedzącym i przewidującym. Starające się raczej odnaleźć emocje kilku-, kilkunastolatka, przywołać a jego sposób rozumowania, dotrzeć do napędzających go pasji.

Nie jest to jednocześnie, bo być nie może, opowieść o losie powtarzalnym. Dostajemy wszak opis doświadczeń chłopca z pokolenia połowy lat 50., lecz przecież jednocześnie syna sławnego pisarza, scenarzysty, a zarazem Żyda. Historia – ta pisana przez wielkie H – w przypadku takiego domu, domu Henów, nie toczy się za oknem, lecz tuż obok, w przestrzeni czterech ścian, przez którą przewinie się cała galeria znanych postaci, świadków, a najczęściej uczestników istotnych dziejowych zdarzeń – kulturalnych czy politycznych.

Rzeczy pierwsze

Jedno z pierwszych wspomnień narratora dotyczy piosenki „Rock! Rock! Rock everybody!”, by jednak szybko ustąpić tym, które niejako nadają rytm całej późniejszej opowieści. To z jednej strony wspomnienie świąt, nienazywanych w tym domu Bożym Narodzeniem i zarazem poznanych kilka lat później w szkole słów kolędy, ocenzurowanych jednak przez komunistyczne władze z Boga i pasterzy. To też wspomnienie kupionej przez matkę po znajomości mąki macowej – towaru z wielu przyczyn deficytowego. „Tratwa z pomarańczami” jest przecież opowieścią ściśle wpisaną w PRL-owską rzeczywistość lat 60. i początku lat 70. z jej „deficytami”, programowym ateizmem i często ukrywanym, ale istniejącym i narastającym antysemityzmem.  

Hen waży jednak doskonale to, co przynależy do historycznego tła, a to, co jego własne, osobiste, dziecięce. I tak choćby obok odwołań do nie tak przecież dawnej wówczas Zagłady, do rodzinnych doświadczeń obozów koncentracyjnych, egzekucji, a więc ciążących choćby na jego rodzicach doświadczeń śmierci najbliższych, dostaniemy tu opowieść o podwórkowych zabawach, o pierwszych lekturach, o pierwszym papierosie, o pierwszych muzycznych fascynacjach (Beatlesami), o aktorskich doświadczeniach przy realizacji filmu „Bitwa o Kozi Dwór” do scenariusza ojca, a także – prawem bildungsromanu – o pierwszych miłościach.

Przeczytaj także:

Radości i smutki

Nie zabraknie tu też humoru – tego, który wynika z nieposkromionej wyobraźni dziecka, a także tego, który w sposób oczywisty pojawia się, gdy dziecko dopiero uczy się świata, gdy próbuje przykładać do niego własną, nieprzystającą miarę. Jak choćby wtedy, gdy na pytanie o to, czy jego rodzina gra w tenis, odpowiada, że ojciec umie grać, ale nie może, bo „musi” pisać książki”. Albo wówczas, gdy w cyrku – podczas pokazu akrobatycznego – zakrzyknie, że i on tak potrafi, tylko „na mniejszym trzepaku”.  

To opowieść o takich chwilach radości, ale, co dziwić nie może, też o bólu. Fizycznym – gdy niespodziewanie zostanie pobity przez dobrego dotąd kolegę za to tylko, że jest Żydem, albo psychicznym – gdy atmosfera nagonki po Marcu 1968 roku przełoży się wprost na krąg jego znajomych i rodzinę: gdy nagle bliscy „podają na wyjazd” i znikają z dnia na dzień, gdy pracę straci matka, nauczycielka, a ojciec doświadczy ostracyzmu i nagle przyblokowana zostanie publikacja jego słynnej potem powieści (wydanej dopiero w latach 90.) „Nikt nie woła”.

Opowieść o dojrzewaniu

Każde z doświadczeń – niezależnie od jego wagi i powagi, a nawet przypadkowości – układać się będzie w książce Hena w opowieść o dojrzewaniu: do bycia mężczyzną, do uświadomienia sobie własnej tożsamości i tego, z czym się ona wiąże, ale i do bycia w przyszłości pisarzem. To opowieść, w której przeplata się pierwszy erotyczny sen, bezwiedne rysowanie Gwiazdy Dawida i przepisywanie książki ojca, uświadamiające wagę każdego pisanego słowa.

Maciej Hen zaprasza nas w podróż, a właściwie w rejs po falach wspomnień, ku swojej przeszłości. Jeśli zdecydujemy się wsiąść z nim na ową tytułową tratwę, czeka nas wyprawa, podczas której znajdzie się miejsce i na przygodę, i na zachwyt, i zdziwienie nad tym, co właśnie odkryte, co w życiu narratora pierwsze, ale też będzie to rejs między rafami, po falach wzburzonych, gdy tratwa raz po raz zderzy się z dziejową skałą, odciskając na życiorysie bohatera niejednokrotnie trwale bolesny ślad.

Maciej Hen, Tratwa z pomarańczami
Wydawnictwo Filtry, 27 sierpnia 2025
ISBN: 9788368180619  

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej