artykuł

„Poeta czasem wzruszający, niekiedy trafiający w samo sedno” | 130 lat temu urodził się Antoni Słonimski

„Jego poezja wybuchała mi w prozie” – zwierzał się Witold Gombrowicz, a Stefan Kisielewski dodawał: „polemista błyskotliwy, poeta czasem wzruszający, niekiedy trafiający w samo sedno”. 130 lat temu urodził się Antoni Słonimski.

Antoni Słonimski, fot. Aleksander Janta / Wikimedia Commons

„Jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie” – powtarzał często słowa usłyszane niegdyś od ojca. Tak starał się żyć, nawet jeśli niejednokrotnie przypłacał to konfliktem z władzą i zakazem publikacji dzieł. Opowiadał się za ideą Polski wielokulturowej i tolerancyjnej, opartej na zasadach wolności i równości. Sprzeciwiał się zarówno postawom Narodowej Demokracji, jak i komunizmowi, hołdując racjonalizmowi i demokracji.

Antoni Słonimski urodził się 15 listopada 1895 w Warszawie w rodzinie pochodzenia żydowskiego, jako wnuk pisarza i astronoma Chaima Zeliga Słonimskiego i prawnuk Abrahama Jakuba Sterna, zegarmistrza i prekursora cybernetyki. Był poetą dramatopisarzem, prozaikiem, felietonistą i tłumaczem, współzałożycielem kabaretu „Pod Picadorem” i grupy literackiej „Skamander”.

Grafik i poeta

W 1917 roku ukończył Szkołę Sztuk Pięknych w Warszawie. Organizował wystawy swych prac plastycznych oraz współpracował z czasopismami artystycznymi, m.in. z miesięcznikiem Pro Arte, a także „Sowizdrzałem”, gdzie pracował jako grafik, opatrując rysunki satyryczne humorystycznymi podpisami. Jego debiutem poetyckim był opublikowany w piśmie „Złoty Róg” „Wiersz o poecie” (1913), choć on sam uważał za właściwy debiut sonety ogłoszone w roku 1918 na łamach „Kuriera Warszawskiego”: „Michał Anioł”, „Botticelli” i „Leonardo”.

Niepomny, że nadchodzą już zmierzchu godziny,
Marzy, błądząc rękami wśród mroków półtonu,
Jako ptak zawieszony pod niebem palfonu,
Michał Anioł, samotny stoi na szczycie drabiny.

Chmurny czasem i pyszny jako Serafiny
Groźną ręką strącone w głąb boskiego tronu,
Przy jękliwej modlitwie wieczornego dzwonu,
Oczy mrużąc, przystaje u wejścia Sykstyny.

I gdy piosenką zadzwoni idący z drużyną
Młody pan w aksamitach, Rafael z Urbino,
Albo skłoni się hardo przechodzący prymas,

Dumny starzec do ziemi karki by im zgiął,
Twarzą pożółkłą w bolesny układając grymas,
Gdy mu słońce w pierś rzuca złoty puginał.

[Michał Anioł]

Skamandryta

W tym samym roku Słonimski – wraz z Julianem Tuwimem i Janem Lechoniem – wpadł na pomysł założenia warszawskiego kabaretu literackiego „Pod Picadorem”. Celem było stworzenie nowej formy komunikacji literackiej dzięki prezentacji poezji bezpośrednio odbiorcom i dyskusjom literackim. Dwa lata później, w 1920, wokół miesięcznika poetyckiego „Skamander” powstała grupa poetów o tej samej nazwie. Antoni Słonimski był jednym z nich. Postulatami Skamandrytów były prezenteizm – programowe powiązanie sztuki z teraźniejszością oraz witalizm – pochwała życia ludzkiego we wszystkich jego przejawach.

W latach międzywojennych poeta współpracował także z „Kurierem Polskim” i „Wiadomościami Literackimi”, jego teksty wykorzystywały m.in. kabarety „Czarny Kot”, „Qui Pro Quo”, „Cyrulik Warszawski”, „Tip Top” oraz rosyjski awangardowy „Niebieski Ptak”. „Bóg mi powierzył humor Polaków’ – miał mówić, parafrazując słowa księcia Józefa Poniatowskiego. Znany był z ciętego Języka. O „Rocie” Marii Konopnickiej pisał: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz. Jest to dość minimalne jako program polityczny, oznacza to bowiem, że każdy inny może nam pluć w twarz, aby nie Niemiec, i że Niemiec też może pluć, aby nie w twarz”, a o Leśmianie żartował: „Zajechała pusta dorożka, z której wysiadł Leśmian”.

Torpeda czasu

Stworzył w okresie międzywojennym kilka utworów scenicznych: „Wieża Babel” (dramat wierszem), „Murzyn warszawski” (komedia), „Lekarz bezdomny” (komedia), „Rodzina” (komedia), a także powieści „Teatr w więzieniu”, „Dwa końce” oraz fantastycznonaukową: „Torpedę czasu”, drukowaną w odcinkach w drugiej połowie 1923 roku na łamach „Kuriera Polskiego”.

To opowieść o profesorze Panktonie, żyjącym w XXII wieku naukowcu, któremu udało się zbudować torpedę czasu, maszynę pozwalającą na odbycie podróży w czasie. Bohater, kierowany szlachetną intencją, wraz z towarzyszami postanawia wyruszyć do XVIII-wiecznej Francji, aby zapobiec wojnom napoleońskim, umocnić demokrację i przyspieszyć rozwój ludzkości. Udaje mu się odsunąć od władzy Napoleona, jednak w wyniku nieprzewidzianych wypadków i reakcji współczesnych nie realizuje on swojego planu. Jednym z głównych problemów, które Słonimski poruszył w „Torpedzie czasu”, jest dyskusja na temat wpływu jednostki na bieg dziejów.

„Uwaga! Uwaga!”

W 1934 roku ożenił się z Janiną Konarską. To wraz z nią, kilka dni po wybuchu II wojny światowej, 5 września 1939 roku, opuścił Warszawę i przekroczył granicę w Zaleszczykach – na zaledwie kilka godzin przed zajęciem tej miejscowości przez Armię Czerwoną. Wkrótce dotarł do Paryża, gdzie m.in. podjął współpracę z Polskim Radiem. To na radiowej antenie odczytano w Boże Narodzenie 1939 roku jego wiersz „Alarm”.

"UWAGA! Uwaga! Przeszedł!
Koma trzy!"
Ktoś biegnie po schodach.
Trzasnęły gdzieś drzwi.

Ze zgiełku i wrzawy
Dźwięk jeden wybucha rośnie,
Kołuje jękliwie,
Głos syren - w oktawy
Opada - i wznosi się jęk:
"Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy!"

(…)

Ruiny, gruzy, zwaliska,
Ulice i domy znajome z dziecinnych lat,
Traugutta i Świętokrzyska,
Niecała i Nowy Świat.

I płynie miasto na skrzydłach sławy,
I spada kamieniem na serce. Do dna.
Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy.
Niech trwa!

[Alarm]

„Dlaczego zaraz na dobre?”

Po upadku Francji Słonimski pojechał do Londynu. Współpracował tam z rozmaitymi periodykami emigracyjnymi. Po zakończeniu II wojny światowej kierował do 1948 roku sekcją literatury UNESCO, następnie był do roku 1951 dyrektorem podlegającego władzom komunistycznym Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. W 1948 roku wziął udział we wrocławskim Światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju podpisując jego rezolucję przyjętą po opuszczeniu kongresu przez część zachodnich intelektualistów. Kilka lat wcześniej, jeszcze w Londynie, pisał: „ Chcemy żyć w zwyczajnym kraju. Nie na szańcach, na bastionie, nie na barbakanie, nie na przedmurzu, ale w zwyczajnym kraju. Nie chcemy ani misji dziejowych, ani przewodnictwa, nie chcemy mocarstwowości, ani imperializmu”. A jednak w 1951 roku powrócił na stałe do kraju, rządzonego przez zależne od Kremla władze komunistyczne.

„– Czy to prawda, że pan wrócił na dobre? / – Dlaczego zaraz na dobre? Powiedzmy: na średnie. A raczej na dobre i na złe” – pisał. Po powrocie potępił pozostanie Czesława Miłosza na emigracji i w zasadzie akceptował status quo Polski Ludowej.

Słów nam potrzeba co budują,
Co dźwięczą sierpem, dzwonią młotem,
Trzeba nam słów do tej melodii (…)

W ostatnich dwóch latach stalinizmu był prezesem Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich. Pisywał artykuły, wiersze i felietony do wielu gazet ogólnopolskich, m.in. do „Nowej Kultury” (1950–1962), „Szpilek” (1953–1973) i „Przeglądu Kulturalnego”. Ale w 1954 poddał ostrej krytyce ówczesne podręczniki do historii literatury, przez co jego dzieła zostały wycofane z obiegu. Rok później został jednym z założycieli Klubu Krzywego Koła – grupy dyskusyjnej mającej charakter wolnomyślicielski i krytyczny względem władz komunistycznych.

„Wykręcał się dowcipem”

Na fali odwilży w 1956 roku został wybrany na prezesa Związku Literatów Polskich. Funkcję tę pełnił do roku 1959. Znowu jednak podpadł władzy i został odsunięty od sprawowania funkcji publicznych. Poświęcił się wtedy działalności na rzecz rozmaitych inicjatyw opozycyjnych. W marcu 1964 roku wraz z Janem Józefem Lipskim zainicjował tzw. List 34 przeciwko polityce kulturalnej partii. Krytykował władze w związku z antysemicką nagonką po marcu 1968 roku. „Ja rozumiem, że Polak może mieć tylko jedną ojczyznę, ale dlaczego to ma być Egipt?” – komentował słynne przemówienie Gomułki skierowane przecie Polakom żydowskiego pochodzenia.

W 1975 roku był jednym z sygnatariuszy Memoriału 59 oraz Listu 14 w proteście przeciw planowanym zmianom w konstytucji PRL. Z powodu działalności opozycyjnej jego dzieła już po raz kolejny wpisano na listę cenzorską. Jego nazwisko znalazło się na specjalnej liście, na której umieszczono autorów pod szczególnym nadzorem peerelowskiej cenzury. Tak jego życiorys podsumowywał w „Abecadle Kisiela” Stefan Kisielewski: „Płyciarz był, wykręcał się dowcipem, ale polemista błyskotliwy, poeta czasem wzruszający, niekiedy trafiający w samo sedno. Walczył o różne rzeczy: o pacyfizm (bez sensu – przed Hitlerem), o racjonalizm dość prymitywny, niby o „socjalizm”. Miał swoją piękną kartę przed samą wojną, był odważny, walczył. Ale potem – czort wie co. Trochę komunizował, siedział w UNESCO z łaski Polski Ludowej, kiedy wrócił do kraju, mocno był niejasny. Dopiero po Październiku [1956] zaczął być „heroldem wolności”.

„Mistrz w organizowaniu hecy”

Antoni Słonimski zmarł 4 lipca 1976 roku w Warszawie w wyniku powikłań po wypadku samochodowym. Jechał z opiekującą się nim Aliną Kowalczykową z Warszawy do Obór, gdy na skrzyżowaniu ich maluch zderzył się z dużym Fiatem. Został pochowany z żoną na cmentarzu leśnym w Laskach. Testamentem zapisał autorskie prawa majątkowe do swych utworów Zakładowi dla Niewidomych w Laskach.

„Jego poezja wybuchała mi w prozie, z kronik w Wiadomościach [Literackich] – tam ciskał sobą na wszystko i wszystkich i bawił się, mistrz w organizowaniu hecy, której sam był bohaterem. Śmieszne porównywać jego wpływ z wpływem Sienkiewicza, Żeromskiego? A ja twierdzę, że na nim wychowało się pokolenie, tak to niekoniecznie trzeba być bogiem, aby mieć wyznawców – pisał o nim w „Dziennikach” Witold Gombrowicz.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej