Agnieszka Holland odkleja z Franza Kafki grube warstwy „kafkowskich” etykiet, dając nam biografię narracyjnie, ale i formalnie, niejednoznaczną. Kpiącą przy tym – w ślad za jej bohaterem – z tego, co nadaje rzeczywistości rys absurdu i groteski.

To jest biografia – przynajmniej w takim zakresie, w jakim Holland i jej scenarzysta, Marek Epstein, zaspokoją ciekawość widza co do losów jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku, umieszczając go w adekwatnych dekoracjach i w otoczeniu ważnych w jego życiu osób. I zarazem nie jest to biografia, jeśli mierzyć tę konwencję jedynie sukcesywnym odhaczaniem kolejnych faktów i zdarzeń.
Może nie ma tu tej wielkiej umowności, jaką dał nam swego czasu w „Caravaggiu” Derek Jarman, ale – podobnie jak choćby w teatralnej biografii Maksa Factora Agaty Bliziuk – los bohatera jest tu tylko punktem wyjścia do opowieści większej. Opowieści obnażającej człowieka z całą jego wrażliwością, nieprzystosowaniem, poszukiwaniem, pokazującej go przy tym na tle świata, w którym przyszło mu żyć. Ale i opowieści, która zderza prawdę z mitem.
Kafka i Kafka
Zobaczymy Kafkę (Idan Weiss) w sytuacjach w sposób szczególny pokazujących jego emocjonalną złożoność. Holland prowadzi opowieść (często jednak ignorując chronologię) od dzieciństwa i młodości w rodzinnym domu, którym rządzi apodyktyczny ojciec (Peter Kurth), przez literackie salony, gdzie podczas lektury opowiadania „Kolonia karna” z początku łamie mu się głos, po alkowy burdeli, ciasne ściany Zakładu Ubezpieczeń Robotników od Wypadków, po sanatoria. Zobaczymy relację z przyjaciółmi, z matką (Sandra Korzeniak), z siostrą Ottlą (Katharina Stark), narzeczoną Felice Bauer (Carol Schuler), czy przyjaciółką i kochanką Mileną Jesenską (Jenovéfa Boková).
Jest jednak w filmie Holland Kafka i Kafka. Jest człowiek i pisarz z prawdziwie „kafkowskim” odbiorem rzeczywistości, zapewne trudny do uchwycenia w pełni geniusz, ale ukazywany z szacunkiem dla osobowości złożonej, rozpiętej między depresją a chwilami radości (jak wtedy, gdy z wyraźnym dystansem do tekstu, a wręcz śmiechem, czyta przyjaciołom fragmenty „Procesu”). I jest zderzony z tym obrazem karykaturalny wręcz powidok pisarza na gadżetach, łatwy do przyswojenia erzac, „kafkowski” w pojęciu obiegowym, sprowadzony do kilku frazesów – wytrych, a nie klucz.

Ulubione hamburgery
Agnieszka Holland idzie bowiem w swoim filmie jeszcze dalej niż tylko wymagałoby ukazanie życia jej bohatera przez pryzmat nie tylko faktów, ale i autentycznych emocji. Przekracza granice opowieści zakotwiczonej w konkretnym miejscu i czasie, dzięki czemu da nam też choćby obraz nas samych i naszego świata – świata łatwych osądów i łatwych wzruszeń. Świata, w którym turyści we współczesnej Pradze poznawać i podziwiać będą nie tyle twórczość Franza Kafki, ile (skądinąd rzeźbiarsko niezwykłą) ruchomą rzeźbę jego głowy autorstwa Davida Černý’ego (w Poznaniu możemy zobaczyć jego Golema), albo – i tu wkraczamy już na pole absurdu – jeść będą „jego ulubione hamburgery” (sic!) czy wylegiwać się na ulubionym miejscu pisarza nad rzeką.
Te dwa pryzmaty, przez jakie obserwujemy bohatera, stanowią o oryginalności tej opowieści. Choć nie tylko one. Holland bowiem decyduje się także na ryzykowny mariaż stylów, uciekając się raz po raz do konwencji mockumentu, w którym usłyszymy opinię o Kafce z drugiej ręki – wyrażaną wprost do kamery – poznamy związane z autorem „Przemiany” emocje jego bliskich, w tym Maksa Broda (Sebastian Schwarz), przyjaciela i pisarza, powiernika twórczości Kafki, który uratował jego rękopisy, sprawiając de facto, że Kafka może dziś istnieć tak w literaturze jak i w zbiorowej świadomości.

Jeden do dziesięciu milionów
Znajdziemy w filmie scenę rozgrywającą się współcześnie, w której porównuje się objętość dzieł Kafki zgromadzonych w muzeum z tym, co o nim napisano. „To stosunek jeden do dziesięć milionów” – usłyszymy. Holland nie zamierza do tego stosu dokładać swojego filmowego woluminu. Nie uczy nas Kafki. Nie powtarza tego, co napisano w owych milionach esejów i opracowań. Zamiast tego daje nam choćby opowieść w opowieści – poruszającą „ekranizację” wspomnianej „Kolonii karnej”, gdzie groteskowa, wymyślna maszyna do tortur, „wypisuje” na plecach skazańca definicję jego winy.
Daje nam też reżyserka sceny wykraczające poza realizm opowieści, narzucające nam wizję świata widzianego oczami bohatera. Może się więc zdarzyć, że wyrośnie mu między palcami błona (jak u Leni w „Procesie”), może też trafić do sanatorium, gdzie w ramach ćwiczeń tężyzny fizycznej linę między sobą przeciągają nadzy kuracjusze skryci pod maskami zwierząt.

Z dala od encyklopedii
Nie staje się więc Holland jedną z tych osób, których wykrzywione twarze zaglądają ciekawsko przez okienka mieszkania przy Złotej Uliczce, by – co jest tu jednym z momentów przekraczania granic czasu – zobaczyć samego Kafkę, ogarniętego paniką na widok obserwującego go tłumu. Jej Kafka nie jest podglądany i opisywany, lecz sam nadaje rytm opowieści. I wtedy, gdy przytłacza go klaustrofobiczna przestrzeń i wtedy, gdy rozpycha historię i dopasowuje ją do siebie – jak choćby w scenie tańca na emporze świątyni, czy scenie awansu, gdzie patos chwili zostaje ośmieszony przez kapiącą z dziurawego sufitu wodę.
Bohater czuły, a może nawet uczulony na tego rodzaju absurd, wymyka się więc absurdowi, jakim z założenia jest próba opowiedzenia w ograniczonych ramach filmu (czy nawet książki) biografii człowieka – ze wszystkim jej niuansami i pozornymi sprzecznościami. Holland zrywa grube warstwy przez lata naklejanych etykiet nie po to, aby umieścić w tym samym miejscu swoją nalepkę, ale odsłonić nam Kafkę. Wie bowiem doskonale (i dzięki temu daje nam film doskonały), że tak jak nie da się naświetlać wrzodów na żołądku wkładanym do gardła lusterkiem odbijającym światło słoneczne (jedna ze scen), tak nie da się ukazać pisarza, geniusza, a przede wszystkim człowieka, w lustrze najlepiej nawet zredagowanej encyklopedycznej notki.
Franz Kafka (Franz), reż. Agnieszka Holland
Scenariusz Marek Epstein, Agnieszka Holland
Czechy, Niemcy, Polska 2025
Premiera w Polsce 24 października 2025
Dystrybucja Kino Świat
Truth versus labels | Agnieszka Holland peels away the thick layers of “Kafkaesque” labels from Franz Kafka, giving us a biography that is ambiguous both narratively and formally. In doing so, she mocks—following in the footsteps of her protagonist—the absurdity and grotesqueness that characterize reality. Reviewed by Przemysław Poznański.

