Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Lilia Łada.

– Każda kolejna wydana książka jest spełnionym marzeniem, ale – jak wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia… – mówi Lilia Łada, pisarka, długoletnia dziennikarka poznańskich mediów informacyjnych, przez dwa lata pracowała w biurze prasowym prezydenta Poznania. Autorka powieści „Zabójstwo z urzędu” i „Wizażysta”. Pierwszą recenzję jej książki opublikowaliśmy 31 lipca 2018.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Lilia Łada: Hmmm… To naprawdę trudne pytanie! No bo na przykład dla geologa to będzie śmiesznie mało, dla archeologa – trochę więcej, ale w mediach ten czas płynie znacznie, znacznie szybciej. I tu wszystko zależy od tego, jak się ten czas wykorzysta – a Zupełnie Inna Opowieść wykorzystuje go doskonale, efektywnie i co do sekundy! Chwilami aż przytłacza mnie spektrum tematów i autorów, którzy się tu pojawiają i zastanawiam się, kiedy wy w ogóle sypiacie, bo przecież poza rozmowami w sensie fizycznym trzeba się jeszcze do nich przygotować, w przerwach pojechać na jeden czy drugi festiwal, targi książki czy inną imprezę… Podsumowując: 10 lat w waszym wydaniu to cała epoka, zmieniająca rynek książek na lepsze. Oby tak dalej!
Debiutowałaś jako autorka powieści w 2018 roku. Z drugą powieścią czekałaś siedem lat. Z czym kojarzy ci się ten czas od debiutu? Czy dostrzegasz istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– Siedem lat czekania miało bardzo prozaiczne powody: pracę! Po wydaniu pierwszej książki uruchomiliśmy z synem własny miejski portal informacyjny i on pochłaniał wszystkie nasze moce przerobowe. Przypomnę, że po drodze trafiła się pandemia, która była trudnym czasem dla wszystkich firm, także tych medialnych… Nie miałam zwyczajnie sił, żeby zająć się szukaniem wydawcy do książki, która już była wtedy gotowa – powstała praktycznie zaraz po pierwszej. Paradoksalnie potrącenie przez samochód, które zdarzyło mi się w ubiegłym roku, związany z tym pobyt w szpitalu i długa rekonwalescencja w domu dały mi czas na zajęcie się wydaniem własnej książki.
Wyznaję zasadę, że wszystko się dzieje we właściwym czasie, tylko nie zawsze to dostrzegamy, albo nie zawsze doceniamy.
Czy gdybyś mogła cofnąć czas, zmieniłabyś coś w swoich pisarskich decyzjach?
– Pewnie nie czekałabym tak długo z wydaniem „Wizażysty”, chociaż, z drugiej strony, skoro książka ukazała się dopiero teraz, to znaczy, że właśnie teraz miała się ukazać. Wyznaję zasadę, że wszystko się dzieje we właściwym czasie, tylko nie zawsze to dostrzegamy, albo nie zawsze doceniamy.
Jak zaczęłaś pisać? I dlaczego?
– Pisałam od zawsze! Jak ostatnio mi wypomniała koleżanka z podstawówki, pierwsze powieści napisałam w piątej klasie szkoły podstawowej, dzieląc się fascynującymi historia o potworach z częścią klasy. O ile dobrze pamiętam, na topie była wtedy Godzilla… Potem oczywiście pisałam wiersze jako zbuntowana nastolatka. Praca w mediach to już kolejny poziom i zupełnie inne teksty, ale też doskonała szkoła pisania, bo – ponieważ zaczęłam pracę zawodową w latach 90. – przeżyłam tę rewolucję medialną, jaka wtedy zaszła, na własnej skórze. Od pierwszych prywatnych rozgłośni radiowych poprzez telewizję, gazety aż do portali internetowych. Ale żeby pisać coś swojego – trzeba mieć najpierw pomysł, a potem czas. Podczas pracy w mediach czasu zawsze brakuje, więc mimo tego, że pomysły miałam i wcześniej, pierwszą książkę napisałam dopiero wtedy, gdy odeszłam z jednej pracy i zanim zaczęłam drugą. Ten miesiąc wolnego zaowocował powstaniem „Zabójstwa z urzędu”.
Przeczytaj także:
Dokończ: Gdybym jednak nie została pisarką, to byłabym…
– Sobą! Ja zawsze i wszędzie jestem sobą!
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– Oczywiście, że nie! Wydałam dopiero dwie książki, a bardzo chciałabym, żeby było ich znacznie więcej. Oczywiście każda kolejna wydana książka jest spełnionym marzeniem, ale – jak wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia…
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Przede wszystkim tego, żeby była dobrze napisana: starannie, bez błędów językowych i rzeczowych, a także językiem zrozumiałym dla odbiorcy, do którego jest skierowana. I to bez względu na to, czy mówimy o książce mającej dostarczać wyłącznie rozrywki, czy o takiej niosącej głębokie przesłanie. To kwestie podstawowe, bo już akcja, tematyka, gatunek – tu upodobania są bardzo indywidualne i każdego zainteresuje co innego. Ale solidny warsztat językowy to podstawa, nawet w pracach naukowych.
A czego ja sama oczekuję od książki, po którą sięgam? Pogłębienia wiedzy z przeróżnych dziedzin, poznania innego punktu widzenia na sprawy dla mnie ważne, no i oczywiście rozrywki.
Wydałam dopiero dwie książki, a bardzo chciałabym, żeby było ich znacznie więcej. Oczywiście każda kolejna wydana książka jest spełnionym marzeniem, ale – jak wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia…
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) ukształtowały cię – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Takich książek było naprawdę całe mnóstwo, w zasadzie większość zawartości półek Biblioteki Miejskiej w Stargardzie, mieście, z którego pochodzę! Potem swoje dołożyły studia – jestem absolwentką filologii rosyjskiej i filologii bułgarskiej, więc i literatura rosyjska, i bałkańska są do dziś mi bardzo bliskie. Fiodor Dostojewski, Antoni Czechow, Mikołaj Gogol, Iwo Andrić, Bogomił Rajnow, Dubrawka Ugresić, Momo Kapor, Elin Pelin – po książki tych pisarzy sięgam do dziś i chętnie do nich wracam. Oczywiście ważna jest też literatura kryminalna – mistrzyni Aleksandra Marinina, mistrz Boris Akunin zajmują wiele miejsca w mojej bibliotece. Zawsze też wracam do klasyki, z nieśmiertelną Agathą Christie, Dorothy Lee Sayers i Arthurem Conan Doylem na czele.
Bohaterowie? Z pewnością jednymi z ulubionych są Erast Fandorin Akunina, komisarz Faber Craiga Russela, no i oczywiście cudowna panna Marple Agathy Christie.
Ale bezdyskusyjnie książką mojego życia, do której regularnie wracam i która nadal mnie bezgranicznie zachwyca, jest „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa.
Kiedy nie piszę, to…
– Gotuję, morsuję, spaceruję i chodzę na rehabilitację – skutki wypadku ograniczyły moje możliwości, jeśli chodzi o aktywność fizyczną. Ale też dzięki temu więcej eksperymentuję w kuchni, co owocuje przede wszystkim niezliczoną ilością egzotycznych dań, które muszą potem zjadać moi przyjaciele… Ostatnim pomysłem był deser z własnoręcznie upieczonych orzechowych ciastek, kremu czekoladowego, kajmaku i wiśni nasączonych alkoholem. Podobno się udał, choć, jak mówią moi przyjaciele, najlepsze robię jagodzianki…
Nad czym teraz pracujesz?
– Kolejna książką z podkomisarzem Młotkowskim! Co prawda tym razem to nie on będzie grał pierwsze skrzypce, a intryga będzie się rozgrywała w środowisku mediów, co, jak mam nadzieję, sprawi, że będzie jeszcze bardziej ciekawie. Oczywiście niczego więcej nie zdradzę, ale obiecuję nieoczekiwane zwroty akcji. No i że trup będzie się ścielił gęsto…

