Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Elżbieta Łapczyńska.

– Właśnie skończyłam pracę nad projektami scenicznymi i daję głowie odpocząć, bo już nic bym z niej ciekawego nie wycisnęła. Marzę o chwili, gdy zerwę się z fotela z okrzykiem „daj mi coś do pisania”, a to, co zapiszę, będzie mięsiste i pociągnie mnie dalej – mówi Elżbieta Łapczyńska, pisarka, dramaturżka, laureatka programu „Debiuty prozą” Biura Literackiego oraz Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO, półfinalistka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej oraz finalistka konkursu dla młodych reżyserów i reżyserek Papaya Young Directors. Publikowała opowiadania w antologiach i czasopismach literackich, m.in. „Wyjustowani”, „Ludzie ze stacji”, jest autorką opowiadania „Wszystko, czego nie powiedziałem dziewczynie spod okna” w antologii „Nikomu się nie śniło”, powieści „Bestiariusz nowohucki” (Nagroda Conrada, nominacje m.in. do Nagrody Nike i Nagrody Literackiej Gdynia) oraz „Mowa chleba”. Pierwszą recenzję jej książki opublikowaliśmy 18 lutego 2021 roku, a 3 kwietnia 2017 roku opublikowaliśmy recenzję antologii zawierającej je opowiadanie.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Elżbieta Łapczyńska: Dziesięć lat temu bałam się pisać. Z tej perspektywy – dużo.
Debiutowałaś jako autorka powieści w 2020 roku, ale wcześniej publikowałaś opowiadania. Z czym kojarzy ci się ten czas? Czy dostrzegasz istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– To był czas, kiedy pisałam szorty, mikroprozę. Wysyłałam opowiadania na konkursy i nabory, czasem coś się trafiło, ale najczęściej nic. Kiedy pracowałam już nad „Bestiariuszem nowohuckim”, trafiam na warsztaty pisania dla teatru i stały się one dla mnie nowym otwarciem, zaczęłam pracę mocniej w języku, w tekście zrobiło się bardziej polifonicznie, runęły jakieś ściany.
Czy gdybyś mogła cofnąć czas, zmieniłabyś coś w swoich pisarskich decyzjach?
– Pisałabym więcej w pierwszej osobie głosem kobiecej narratorki. Nie umiałam się do tego zabrać aż do tamtych warsztatów dramatopisarskich. We własnych myślach pisałam np. jak Bukowski albo Roth, bo tych facetów się naczytałam, nic dziwnego, że kobieca perspektywa nie chciała mi się ułożyć na papierze.
Jak zaczęłaś pisać? I dlaczego?
– Zaczęłam jako nastolatka, pisałam ołówkiem na kartkach albo na komputerze u mamy w pracy. Nie mam pojęcia dlaczego, musiała stać za tym jakaś decyzja. Pewnie wpadłam na jakiś popieprzony pomysł i uznałam, że należy go napisać. Do końca liceum napisałam 5-6 opowiadań, wysłałam je do jednego wydawnictwa pod pseudonimem, taka byłam harda. Na studiach miałam przerwę od literatury. Im dłużej ona trwała, tym bardziej kwestionowałam swoje prawo do pisania, i kiedy wreszcie zabrałam się za to na serio, to z pozycji mocno niepewnej siebie, przestraszonej osoby.
Gdybym mogła cofnąć czas, pisałabym więcej w pierwszej osobie głosem kobiecej narratorki. Nie umiałam się do tego zabrać aż do warsztatów dramatopisarskich. We własnych myślach pisałam np. jak Bukowski albo Roth, bo tych facetów się naczytałam, nic dziwnego, że kobieca perspektywa nie chciała mi się ułożyć na papierze.
Dokończ: Gdybym jednak nie została pisarką, to byłabym…
– Wokalistką
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– O rany, w sumie nie wiem, czym jest pisarskie marzenie. Czy marzę o pomyśle, który mnie zaskoczy, jakby nie był z mojej głowy. Może tak.
Przeczytaj także:
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Momentów, kiedy nie wiesz co się dzieje, ale mocno coś czujesz. Otwierania jakichś zapieczonych włazów w wyobraźni.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) ukształtowały cię – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Miałam swoje nastoletnie odkrycia, jednym z nich był Günter Grass i jego Trylogia Gdańska, szczególnie „Kot i mysz”. Pamiętam z tej książki różne obrzydliwości, czuję zapachy. To właśnie drugoplanowa bohaterka trylogii, Tulla Pokriefke, jest dla mnie wzorcową bohaterką. Była bezwstydną cielesnością, mocno w niej coś szwankowało, niosła zgubę.
O rany, w sumie nie wiem, czym jest pisarskie marzenie. Czy marzę o pomyśle, który mnie zaskoczy, jakby nie był z mojej głowy.
Kiedy nie piszę, to…
– Czytam. Albo tańczę afro – azonto z Ghany, coupé décalé z Wybrzeża Kości Słoniowej czy afro house z Angoli.
Nad czym teraz pracujesz?
– Właśnie skończyłam pracę nad projektami scenicznymi i daję głowie odpocząć, bo już nic bym z niej ciekawego nie wycisnęła. Marzę o chwili, gdy zerwę się z fotela z okrzykiem „daj mi coś do pisania”, a to, co zapiszę, będzie mięsiste i pociągnie mnie dalej.

