felieton

Zdolniachy | Felieton Dawida Kornagi

Pewnie wielu z was to zauważyło, że wokół nas jest dużo zdolnych, nieprzeciętnych ludzi. Rozsadza ich twórcza energia. Oryginalność i wyjątkowość to ich drugie imiona. Równocześnie piszą powieści, opowiadania, scenariusze, sztuki sceniczne. Ale to jeszcze nic, to dopiero prequel ich możliwości – pisze w listopadowym felietonie Dawid Kornaga.

Dawid Kornaga, fot. Rafał Meszka

W dalszej części sagi o swoich zdolnościach i przeznaczeniu do bycia wielkimi malują, rysują, deklamują, nagrywają, śpiewają, komponują, analizują. Recytują napisaną przez siebie poezję, wysyłają na portale swoje piosenki, stand-up’y czy fristajle. Produkują TikToki, YouTube’y, wielominutowe reelsy. Robią wykłady o sprawach szczególnych i tematach niezbędnych. Biorą udział w castingach do filmów, gdzie często grają drugoplanowe postaci, a czasem i samych protagonistów! Do tego siedzą non stop w socialach, gdzie mówią o swoich wrażeniach, empatii i kreowaniu nowej sztuki. Pokazują siebie w 3D, z każdej wrażliwej strony. Mają niesamowitą siłę tworzenia kontentu o sobie. Nawet gdy nic się nie dzieje, to według nich zawsze się coś dzieje. Kiedy opowiadają o kimś innym, to zawsze w finale o sobie. Są dla siebie celem samym w sobie. Przeznaczone im castingi do czegokolwiek, urodzeni wojownicy sukcesu.

Aż wstyd z kimś takim się porównać. Robić z nim bruder- czy szwesterszafty. Strach podejść, zapytać, co u ciebie, a jednocześnie opowiedzieć coś o sobie lub domagać się od niego tego samego. Stoi przed tobą, on/ona, monument przyszłego sukcesu, nic więcej. Trwoga wysłać mu/jej zaproszenie do znajomych. Automatycznie pozycjonujesz się wtedy jako ktoś niższy, ledwo co aspirujący do zadań wyższych. Bez opcji spełnionego proroctwa jak w „Diunie”. To on/ona jest wybrańcem, a ty, no niestety, wyrobnikiem.

Gdyż jesteś skromnym muzykantem. Albo tłumaczem. Albo aktorką w radiu, więc cię nie widać, choć słychać ze względu na twoje wokalne możliwości. Ba, to i tak wysokie progi, ponieważ równie dobrze możesz pracować w bibliotece, w muzeum, w domu kultury lub ostatecznie na kasie. Nic cię nie uratuje przed tymi, którzy narcyzują. A ty myślisz sobie, jak to tak, stać cię w końcu na więcej. Ale nie, ty się ograniczasz, bo z maniacką przekorą robisz tylko w recenzjach książek, dłubiesz jakieś nicnieznaczące grafiki, lepisz garnki, dziergasz na drutach sweterki. Zaś w chwilach heroizmu pojawiasz się niczym awatar swojego skromnego ego na wernisażach sztuki nowoczesnej i nie śmiesz wychylić się z krytyczną opinią na temat obejrzanego przed chwilą bohomazu.

Podsumowując, czujesz, że przytłacza cię ogrom zdolniachów, którym, mimo swoich zdolności czy ambicji zwyczajnie na dłuższą metę nie dasz rady. Więc lepiej w ogóle im nie podskakiwać. Przy okazji zaczynasz mieć ogromne pretensje do swoich przodków, że przez odziedziczone geny nic więcej nie wskórasz. Stopniowo pojawiasz się coraz rzadziej na ich grobach, a jeśli już kupujesz dla nich znicze, to tylko w dyskontowej promce. Zaczynasz postrzegać siebie jako samochód hybrydowy, który zamiast ustalać elektryczne rekordy na długich dystansach, ostatecznie spala coraz więcej benzyny i pogrąża twój budżet. Przeżywasz frustrację, niemożność rozwalenia sufitu do sukcesu jako takiego.

A teraz na poważnie: ciężko na dłuższą metę zadawać się z ludźmi-narcyzami. Coś ich pcha niczym owady do światła, że muszą produkować się kompulsywnie na wielu płaszczyznach. Nadawać o sobie na nieskończonej ilości kanałów. Promować wręcz wściekle siebie i wyłącznie siebie. Jak pisał Gombrowicz, poniedziałek ja, wtorek ja, środa ja… Może on mógł, lecz czy warto być mizernym naśladowcą Gombrowicza? Zawsze lepiej tworzyć własną markę, nawet mniej znaczącą… Jednak własną.

To wydaje się prawie niemożliwe w świecie sociali, żeby pozostać przy swojej skromności i nie dać się innym. Każdy dzień nas ostro czelendżuje. Wielu z nas to przeżywa na poważnie i naprawdę się boi. Traci pewność siebie. Prywatnie staram się unikać ludzi, którzy postrzegają siebie jako pępek świata. Szanuję artystów, nie znoszę jednak tych narcystycznych. Nie ma opcji, żeby z nimi współpracować – jak to mówią wizjonerzy z Doliny Krzemowej – by zmieniać świat na lepsze. Z narcyzami, owszem, będziemy zmieniać świat. Lecz tylko na ich narcystyczną modłę. Takich zdolniachów nie potrzebujemy.

Przeczytaj także:

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej