Opowiadał o Dywizjonie 303, zabierał nas do amazońskiej dżungli, nad Ukajali, Orinoko, albo na prerię. Był jedną z najbarwniejszych postaci swoich czasów – w 130. rocznicę urodzin o Arkadym Fiedlerze pisze Jakub Hinc.

Na wielu fotografiach zobaczyć możemy szczupłego, wysokiego mężczyznę ubranego w wojskową kurtkę w kolorze khaki. Taki obraz Arkadego Fiedlera mam i ja przed oczami, bo dane mi było go spotkać. Nie pamiętam tylko czy miało to miejsce w czasie wycieczki do jego domu-pracowni w podpoznańskim Puszczykowie, czy w pracowni, którą miał w Poznaniu na ostatniej kondygnacji Arkadii, czy też w czasie spotkania autorskiego z młodymi czytelnikami, gdy odwiedził moją podstawówkę. W czasie gdy zaczytywałem się książkami opowiadającymi o Amazonii, ich autor był już w podeszłym wieku, choć gdy opowiadał o tych egzotycznych miejscach, w jego oku pojawiał się młodzieńczy błysk.
Ten błysk pojawiał się też w oczach młodych czytelników, dla których wyprawa do obu Ameryk czy na Antypody jawiła się czymś podobnym do lotu komicznego, bo Polska w czasach PRL-u znajdowała się za Żelazną Kurtyną, która uchylana była przez władze tylko nielicznym. Dlatego właśnie podróżnicze książki Fiedlera były tak cenione – jako okno na świat, przez które można było zajrzeć tam, gdzie nie można było pojechać. Pewnie podobne doświadczenie miało wielu czytelników jego książek, moich rówieśników, ale i tych wszystkich, którzy sięgali po nie tak przed wojną, jak i po niej.
Z ojcem pod Rogalińskimi Dębami
Doskonałą biografię Fiedlera – „Fiedler. Głód świata” – napisał kilka lat temu Piotr Bojarski. Biograf podróżnika naszkicował z dużą znajomością ówczesnych realiów geopolitycznych obraz poznańskiego domu rodzinnego i otoczenia, w którym Fiedler przyszedł na świat 28 listopada 1894 r. Z dużą znajomością tematu i niemal detaliczną drobiazgowością, znaną czytelnikom powieści historycznych tego autora i jego reportaży, ukazuje Bojarski przyjaciół i znajomych rodziny Fiedlerów w całym otoczeniu epoki, rekonstruując okres połowy lat dziewięćdziesiątych XIX wieku i dwóch pierwszych dziesięcioleci XX wieku.
Młodego Artka z ojcem, Antonim, łączyła szczególna więź. Znalazło to swoje odbicie w książce „Wiek męski – zwycięski” i niemniej ważnej „Mój ojciec i dęby”, w których opisane są wspólne wyprawy obu Fiedlerów nad Wartę w okolicach Puszczykówka i pod słynne dęby rogalińskie. To właśnie idąc tym śladem, wspólnego wędkowania i łapania motyli, pierwszych zauroczeń przyrodą i przygodą poszukiwać można źródeł nieposkromionego pragnienia podróżowania Arkadego w dorosłym życiu.
Cztery poty życia
W życiorysie Fiedlera można wyróżnić cztery okresy. Pierwszy to czas dorastania, zapatrzenia w ojca i fascynacji naturą. Drugi etap życia przypada na czasy dwudziestolecia międzywojennego i nieprawdopodobnej popularności, jaką zdobył wówczas młody podróżnik. Trzeci wiąże się z czasem II wojny światowej, a ostatni, to życie Fiedlera w PRL.
Młodość Fiedlera przypadła na przełom wieków i odradzanie się polskiej państwowości, więc nic dziwnego, że pojawiają się w jego otoczeniu nazwiska znanych poznańskich społeczników i ludzi kultury w tamtych latach bywających u Fiedlerów. Byli to jednak bardziej znajomi i przyjaciele rodziców przyszłego podróżnika, niż osoby związane z nim samym. Ten okres życia Fiedlera kończy Powstanie Wielkopolskie, w którym brał udział i dosłużył się stopnia porucznika. Został też wybrany do Komitetu Jedenastu Polskiej Organizacji Bojowej Zaboru Pruskiego i był kierownikiem Działu Organizacyjnego w Dowództwie Żandarmerii Krajowej.
Czas debiutów i wielkopolska żona

Debiutował jeszcze przed Powstaniem, w roku 1917, na łamach poznańskiego dwutygodnika „Zdrój” cyklem wierszy „Czerwone światło ogniska”. Ale właściwy debiut miał miejsce niemal dekadę później, bo w 1926 r., gdy wydał pierwszą książkę „Przez wiry i porohy Dniestru”. Zanim jeszcze ukazała się ta książka, Fiedler ożenił się z Janiną z Ritterów. Dwa lata później wyjechał w pierwszą większą podróż do południowej Brazylii, z której przywiózł bogate zbiory zoologiczne i botaniczne, bezinteresownie przekazane przez niego m.in. Muzeum Przyrodniczemu i wrażenia, które opisał w książkach „Bichos, moi brazylijscy przyjaciele” i „Wśród Indian Koroadów”.
Jednak drzwi do literackiego świata szeroko otworzyły Fiedlerowi wydane w 1935 r. „Ryby śpiewają w Ukajali”. Literacki sukces przypadł jednak na trudny okres w jego osobistym życiu. Właśnie wtedy zaczął się rozpad pierwszego małżeństwa Arkadego z Janiną i śmierć ich córki Basi, nastąpiło też zerwanie więzi z dotychczasowymi przyjaciółmi, których autor „Zwierząt z lasu dziewiczego” obarczał przynajmniej częściowo winą za dotykające go nieszczęścia.
Żony polinezyjskie i malgaskie
Te doświadczenia pozwoliły jednak Fiedlerowi zerwać z dotychczasowym życiem i wyrwać się z mieszczańskiego Poznania. Ale za egzotycznymi podróżami Fiedlera od czasu do czasu stał też rządowy patron. Tak było z książkami „wojennymi” oraz pierwszą wyprawą na Madagaskar, która przyniosła czytelnikom reportaży podróżniczych aż cztery książki, samemu Fiedlerowi zaś… aż dwie tamtejsze „żony”.
Nie może więc być zaskoczeniem dla nikogo, że autor „Jutro na Madagaskar” wracał tam i po wojnie – w latach 60. – choć, jak się zdaje, przyjazd na wyspę nie okazał się już dla niego powrotem do przeszłości, jak zapewne chciałby autor „Wyspy kochających lemurów”. Tymczasem wybuch II wojny światowej zastał Fiedlera na Tahiti, a pisarz spędził na archipelagu Wysp Towarzystwa trochę czasu z tahitańską „żoną”. Jego zauroczenie smagłoskórymi pięknościami zaowocowało osobną książką pod znamiennym tytułem „Kobiety mej młodości”.
Dywizjon 303 i włoska żona

Egzotyczne wyprawy przerwała II wojna światowa. Czas ten stał się zarazem cezurą odcinającą przedwojenne doświadczenia Fiedlera od tych powojennych, jak i osobnym rozdziałem w jego życiu. Fiedler został wcielony do wojska we Francji, a po jej klęsce tego kraju ewakuowany do Wielkiej Brytanii. Właśnie wtedy napisał dwa znakomite reportaże. Słynny „Dywizjon 303” opowiadający o losach polskich lotników, którzy w czasie „bitwy o Anglię” toczyli bohaterskie boje z Luftwaffe i może mniej popularny, ale nie mniej doskonały reportaż o trudach pracy na statkach handlowych w czasie wojny, czyli „Dziękuję ci, kapitanie”, otworzyły, co też potwierdza biograf podróżnika, możliwość jego powrotu do powojennej Polski i pozwoliły na późniejsze podróże.
W czasie wojny poznał Fiedler też swoją drugą żonę, mającą włoskie korzenie Marię Macciarello i został ojcem Arkadego Radosława i Marka. Maria przyjechała za Arkadym do Polski, ale komunistyczne władze stworzyły dla niej nieprzekraczalne bariery, utrudniając, a nawet uniemożliwiając jej kontakt z rodziną, która pozostała we Włoszech.
PRL i jeszcze jedna „żona”

Powojenne losy Fiedlera są dość nieszablonowe. Dość powiedzieć, że cudem uniknął ubeckich kazamatów, a w okresie stalinowskim w ogóle nie mógł opuszczać kraju. Wtedy właśnie napisał powieści dla młodzieży „Mały Bizon”, „Wyspa Robinsona” i „Orinoko”. Jednakże potem, w okresie „Polski Ludowej”, odbył dwukrotnie więcej wypraw niż przed wojną i w jej czasie, i do o wiele większej liczby miejsc. I to mimo, że wyjazdy zagraniczne, nie mówiąc już o wielotygodniowych czy wielomiesięcznych wyprawach, były ściśle reglamentowane. W archiwach IPN nie ma jednak żadnych obciążających Fiedlera dokumentów, które świadczyłyby, że paszport dostał za „zasługi” dla komunistycznych władz. Pewnym wyjaśnieniem może być to, że Fiedler znał w tamtym czasie kilka osób, jeszcze sprzed wojny, które mogły mu pomóc w zdobyciu paszportu.
Pisarz znany był z promocji książek w iście zachodnim stylu. Dziś nie budzi żadnego zdziwienia seria spotkań literackich, odczytów i udział pisarzy w festiwalach, ale w Polsce Ludowej nie było to rzeczą zwyczajną. Tymczasem Fiedler przez całe życie jeździł po Polsce, odwiedzał szkoły, spotykał się młodymi czytelnikami swoich książek. W czasie jednego z takich wyjazdów poznał kolejną kobietę, która została matką Macieja, jeszcze jednego jego syna.
Raz jeszcze Rogalińskie Dęby, zakole Warty
Powojenna, a może raczej peerelowska część biografii podróżnika staje się też w pewnym momencie opowieścią o kolejnym pokoleniu Fiedlerów, których Arkady zabierał nad Wartę i do Rogalina. Uczył zachwycać się fauną i florą. To tam, gdzie na nadwarciańskich łęgach Antoni – nestor rodziny – zabierał na spacery Arkadego, chodził podróżnik ze swoimi synami. A potem z Arkadym Radosławem odbył kilka zagranicznych podróży, z Markiem z kolei wspólnie napisał dwie książki.
Arkady Fiedler zmarł 7 marca 1985 roku w Puszczykowie, gdzie został pochowany na miejscowym cmentarzu. W Muzeum-Pracowni Literackiej Arkadego Fiedlera, utworzonym za namową czytelników w 1974 roku, można podziwiać m.in. przywiezione przez podróżnika motyle. W gablotach eksponowane są też inne pamiątki z jego wypraw i kolejne wydania książek w kilkunastu językach świata. A napisał ich 32, przetłumaczono je zaś na 23 języki. Warto wybierając się do dawnej stolicy Polski zarezerwować sobie jeszcze jeden dzień, na wypad do Puszczykowa, do owego domu-pracowni i okalającego go Ogrodu Kultur i Tolerancji.

