„Don Kichot z Manczy” Miguela de Cervantesa jest tragikomiczną powieścią o tęsknocie za światem bezinteresownej odwagi, na którą stać już być może jedynie szaleńca. Ale jest to też opowieścią o sile wyobraźni i dającej radość fikcji, nawet jeśli czasem zgubnej – w 410. rocznicę śmierci autora pisze Przemysław Poznański.

„Don Kichot”, czy raczej, idąc śladem tłumaczy Anny Ludwiki Czerny i Zygmunta Czernego „Don Kichote”, który to tytuł bliższy jest oryginałowi (Quijote), znany jest dziś częściej z popkulturowych odniesień niż z lektury utworu, który wyszedł spod pióra Cervantesa. A szkoda, choć przyznać trzeba, że wydana na początku siedemnastego wieku powieść, to historia (szczególnie tom pierwszy) mocno dygresyjna, pełna osobnych, rozpisanych nierzadko na kilka rozdziałów opowieści, zaszytych w większej narracji, snutych przez postaci poboczne, choć – jak się ostatecznie okazuje – mających istotne znaczenie dla głównej osi fabuły.
Kto jednak zdecyduje się na tę lekturę, odkryje fascynującą opowieść o zgubnym szaleństwie, podszytym wiarą w cuda, w baśnie, ale i w wielką, idealną miłość, wyrosłym na glebie literatury w złym smaku. A przecież „Don Kichot” jest zarazem utworem szczerym w chęci walki o dobro, sprawiedliwość, prawdę. Ta ostatnia zresztą pada tu ofiarą jako pierwsza – ignorowana przez autorów romansów rycerskich i siłą rzeczy przez głównego bohatera utworu Cervantesa, staje się zakładniczką w rękach tych, którym nie starcza wyobraźni.
Siła wyobraźni, siła fikcji
Bo „Don Kichot” – niezależnie od zmieniających się przez wieki obowiązujących interpretacji dzieła, ale i od przesłania samej powieści nadanego mu przez autora (co widzimy w zakończeniu tomu drugiego) – jest opowieścią o sile wyobraźni i sile fikcji. Cervantes daje nam rozprawę z pustką nastawionej tylko na chwilową rozrywkę kultury pulpowej, z romansami rycerskimi pozbawionymi przesłania, zaludnionej postaciami pozbawionymi psychologicznej głębi, historiami stawiającymi na sensacyjność dla sensacyjności i opisami miłości, pozornie wzniosłej, w istocie jednak wydumanej i pozbawionej kontekstu. Rozprawa to czasem dosłowna, jak wówczas gdy Balwierz i Pleban, przy pomocy gospodyni, palą księgi z biblioteki Don Kichota, ocalając tylko nieliczne dzieła, w tym „Galateę” niejakiego… Miguela Cervantesa.
Ale to właśnie taka pulpowa literatura zawładnęła umysłami czytelników tamtego czasu kształtując ich wyobraźnię. I to ona poruszyła młyny wyobraźni autora „Don Kichota”, chcącego swą satyrą wykpić niewyrobione gusta, co doprowadziło w rezultacie do powstania dzieła skrzącego się od prawdziwych i wyimaginowanych przygód, dzieła demistyfikującego schematyczność romansów rycerskich, zarazem ukazującego wielką siłę marzeń.
W imię pięknej Dulcynei

Zręby samej opowieści z grubsza są znane niemal każdemu – oto z ust nieznanego nam narratora, który próbuje na podstawie różnych źródeł odtworzyć historię bohatera, dowiadujemy się, że „w prowincji Mancza, w pewnym miasteczku, którego nazwy przypominać teraz nie chcę”, mieszkał zbliżający się do pięćdziesiątki hidalgo, „kompleksji silnej, pociągły na twarzy, kościsty w sobie, do rannego wstawania bardzo skory”. Zwał się Kichada, Kichana lub Kesada, lecz sam nadał sobie przydomek Dom Kichot z Manczy, na wzór „Amadisa z Walii” (1508) i na swym kościstym koniu, przezwanym Rosynantem, u boku mając giermka Sanczo Pansę, wyruszył w świat, by jako błędny rycerz zasłużyć na względy pięknej Dulcynei z Toboso.
Wszystko to jednak dzieje się głównie w wyobraźni Kichany – sama wyprawa jest faktem, lecz zbroja po przodkach, którą wdziewa, jest przerdzewiała, a hełm ma przyłbicę dorobioną z tektury. Piękna Dulcynea to tak naprawdę Aldonza Lorenzo, pulchna i niestroniąca od flirtu z mężczyznami wieśniaczka, a wierny rumak jest lichą szkapą. Punktem wyjścia opowieści jest więc kłamstwo, co musi mieć konsekwencje – najczęściej opłakane w skutkach. Don Kichot zajazd bierze za zamek, każe się karczmarzowi pasować na rycerza i odmawia zapłaty za posiłek i nocleg, bo „nigdym bowiem w żadnej historii nie czytał, by którykolwiek z błędnych rycerzy miewał je [pieniądze] przy duszy”.
Z kretesem stracił rozum
Cervantes nie broni bohatera, mówi nam przecież już na początku, że wszystko rozpoczęło się w chwili, gdy Kichana „wreszcie stracił z kretesem rozum”. Nic dziwnego, że wszelkie – w zamyśle samego bohatera chwalebne – czyny Rycerza Posępnego Oblicza są tak naprawdę szkodliwe. Dla niego samego, ale i dla innych. Walka z wiatrakami, wziętymi za olbrzymy, kończy się dla hildalga mocnym poturbowaniem, spotkanie z kupcami z Toledo kończy się ich pobiciem i rozpędzeniem, podobnie jak starcie z zakonnikami i jezdnymi eskortującymi damę biskajską do Sewilli, których Don Kichot bierze za czarnoksiężników uprowadzających księżniczkę. Podziurawienie bukłaków z winem, wydających się bohaterowi olbrzymami, to przy tym drobiazg.
Don Kichot nie jest jednak człowiekiem kierującym się złymi zamiarami. Wprost przeciwnie – na tym polega największa niejednoznaczność tej postaci, której wcale nie da się do końca polubić, ale i nie da się jej znienawidzić. Może dlatego większość jego czynów niewłaściwych, głupich lub zwyczajnie złych (uwolnienie więźniów prowadzonych na galery), uchodzi mu mimo wszystko płazem. Autor, ale i fikcyjne postaci, osoby bliskie Kichanie, robią wszystko, by błędnego rycerza sprowadzić ze złej drogi w sposób jak najmniej dla niego dotkliwy, wiedząc, że jest de facto chory i nie odpowiada za swoje czyny.

Duet marzycieli
„Don Kichot” jest jednak opowieścią rozpisaną na dwie postaci pierwszoplanowe. Sanczo Pansa – często przedstawiany jako postać kontrapunktowa dla bohatera tytułowego, też ulega sile wyobraźni. Owszem – widzi rzeczy takie, jakimi są: wiatrak to wiatrak, a karczma to karczma. A przecież jednocześnie rozumie idę świata bardziej sprawiedliwego (nawet jeśli głównie dla Sancza), daje się Don Kichotowi przekonać do jego racji, pozwala wmawiać sobie, że to jego zwodzi wzrok i słuch, przede wszystkim jednak idzie na lep obietnicy, że dzięki wędrówce u boku swego pana stanie się zarządcą wyspy i opływać będzie w bogactwa (co w drugim tomie po części staje się faktem).
Cervantes tworzy więc duet marzycieli, przeciwstawiając go ludziom twardo stąpającym po ziemi. Ośmiesza ich, ale wytyka też wady świata, w którym przyszło im żyć. Konfrontuje idealizm z realizmem, wyobraźnię z namacalną prawdą, która nie zawsze bywa przyjemna. Zmagania błędnego rycerza i jego giermka wymykają się prostej ocenie, a ich perypetie każą zastanowić się nad sensem i celem również naszych aktywności. Bo choć marzenia Don Kichota wyrastają tak naprawdę z niezgody na codzienną nudę, to już marzenia Sancho Pansy mają podwaliny w biedzie, niedostatku, chęci dorównania komfortem życia tym, którzy żyją dostatniej. „Don Kichot z Manczy” staje się więc opowieścią o złu, które trzeba zwalczyć. A przynajmniej znaleźć w sobie odwagę, by wyruszyć mu na spotkanie.
Oryginał i aporkryf

„Don Kichot” (El ingenioso hidalgo don Quijote de la Mancha) jest uważany za jedną z pierwszych powieści nowożytnych i jako taki wywarł ogromny wpływ na narrację europejską. Pierwsza część ukazała się w 1605 roku, ale istnieją teorie, że krótsza wersja tej powieści istniała już wcześniej. Ten rękopis, o ile rzeczywiście został stworzony, zaginął jednak. Za to w kilka lat po publikacji dzieła Cervantesa, w 1614 r., ukazała się apokryficzna druga część utworu stworzona przez autora posługującego się pseudonimem Alonso Fernández de Avellaneda. Jego prawdziwa tożsamość po dziś dzień pozostaje nieznana. Wybitny badacz Cervantesa, Martín de Riquer, podejrzewa, że był to Jerónimo de Pasamonte, żołnierz i towarzysz Cervantesa, który czuł się pokrzywdzony publikacją pierwszej części, w której pojawia się jako galernik Ginés de Pasamonte. Możliwe nawet, że czerpał inspirację z kontynuacji pisanej już wówczas przez Cervantesa.
W 1615 roku ukazała się kontynuacja opowieści o Don Kichocie w wersji Cervantesa, zatytułowana „Segunda parte del ingenioso caballero don Quijote de la Mancha” . W tej opowieści powieściopisarz bawi się faktem, że bohater dowiaduje się, o tym, że czytelnicy zaczęli już czytać pierwszą część jego przygód, w której on i Sancho Pansa zostali wymienieni z imienia, a także o istnieniu fałszywej części drugiej. Cervantes jako narrator homodiegetyczny, czyli taki, który interweniuje jednocześnie jako narrator i postać, przypisuje (w rozdziale IX) autorstwo drugiej części arabskiemu autorowi (ma nim być Cide Hamete Benengeli, fikcyjny historyk) i informuje, że znalazł ją przypadkiem podczas spaceru po Toledo.
Adiós, żarty
Cervantes czerpał przy pisaniu „Don Kichota” z własnego, dość awanturniczego życia. Był szambelanem na dworze Acquavivy, wsławił się odwagą w bitwie pod Lepanto, ale w drodze z Włoch do kraju, został wzięty do niewoli przez berberyjskich korsarzy, którzy sprzedali go bejowi Algieru. W niewoli spędził pięć lat, nim wreszcie w 1580 rodzina Cervantesa uzbierała 500 eskudów i pisarz został wykupiony – w ostatniej chwili, tuż przed planowanym wysłaniem go do Konstantynopola. Po kilku bezowocnych próbach zatrudnienia się na dworze Filipa II zrezygnował z dworskiej kariery i postanowił żyć wyłącznie z literatury, ale jak się okazało pod tym względem i on sam okazał się niepoprawnym marzycielem. Cervantes monarsze odpłacił pięknym za nadobne publikując po śmierci króla w 1598 r. satyryczny sonet „Na katafalk Filipa II w Sewilli”, w którym pochwała wspaniałych uroczystości pogrzebowych skrywa gorzką kpinę. Upragniony sukces wydawniczy obu części przygód Don Kichota przyszedł późno i nie zdążył zapewnić ich autorowi spokojnego i beztroskiego życia.
Ostatnie miesiące życia upłynęły mu na pracy nad powieścią „Niezwyczajne przygody Persilesa i Sigismundy” (Los trabajos de Persiles y Segismunda). Zaledwie na cztery dni przed śmiercią, świadomy, że jego życie się kończy (co podkreślał, cytując wiersz „Już nogę mając w strzemieniu”), Cervantes podpisał dedykację skierowaną do księcia de Lemos, w której pożegnał swego protektora. W napisanym nieco wcześniej „Prologu” umieścił natomiast melancholijne zdanie: „Adiós, żarty, adiós, drwiny, adiós, weseli przyjaciele…”. Powieść została opublikowana w 1617 r.
Na Parnasie

Cervantes zmarł w Madrycie 22 lub 23 kwietnia 1616 roku (niektóre źródła wspominają o 22 kwietnia jako o faktycznej dacie śmierci, dzień później miał on być pochowany), w wieku 68 lat, zaledwie 12 lat po opublikowaniu pierwszej części „Don Kichota” i rok po opublikowaniu drugiej części tego dzieła.
W opublikowanym w 1614 żartobliwym utworze „Podróż na Parnas” (Viaje del Parnaso) autor przygód błędnego rycerza na wezwanie Apolla włącza się w obronę Parnasu przed kiepskimi poetami. Cervantes włączył samego siebie w grono obrońców Parnasu, a w autoironicznej scenie, zaproszony przez boga poezji, by „złożył swój płaszcz i usiadł na nim” u jego boku tłumaczy, że nie może tego uczynić, bo jako poeta jest tak biedny, że nawet nie ma płaszcza. Czyż jednak i tu nie ma nutki ironii w słowach Cervantesa, bo przecież autor „Don Kichota z Manczy” osiągnął wyżyny literackiej sławy na wieki zajmując należne mu miejsce pośród wielkich ludzi pióra, choć się nią nie zdążył nacieszyć.
Korzystałem z wydania:
Miguel de Cervantes Saavedra, Przemyślny hidalgo Don Kichot z Manczy (El Ingenioso Hidalgo Don Quijote de la Mancha)
Tłumaczył Edward Boyé
Ksiażka i Wiedza, Warszawa 1952

