„Nad morzem” Abdulrazaka Gurnaha to rozgrywająca się w świecie postkolonialnego chaosu opowieść o roszczeniu sobie praw do tego co cudze: domu, imienia, losu – pisze Przemysław Poznański.

Dwóch mężczyzn, dwóch uchodźców, dwa losy, które splotły się przypadkiem w przeszłości i splotą znowu – w innym świecie, po wielu latach noszenia w sobie wzajemnych pretensji. Saleh Omar i Latif Mahmud wychowali się w jednym mieście, w jednym kraju. Ich opowieść chronologicznie zaczyna się w Zanzibarze, na przełomie epok, gdy Brytyjczycy opuszczając ten kraj, obdarowali go wolnością, ale też zostawili „na pastwę chaosu i przemocy”. Początkiem powieści jest jednak ich spotkanie w ponad trzy dekady później, w Wielkiej Brytanii – jeden z nich będzie profesorem literatury, drugi proszącym o azyl uchodźcą, starszym mężczyzną, używającym skradzionego nazwiska Radżab Szaaban.
Ten punkt wyjścia wyznacza odbiór powieści Gurnaha, która okaże się szybko być historią o zachłanności, rozumianej tu na bardzo wiele sposobów, w tym także w tak nieoczywisty, jak nadmierne kumulowanie w sobie złości, do tego stopnia, że odrzuca się przyjęcie pomocy zaoferowanej przez kogoś, kogo uznało się za wroga. Autor „Nad morzem” daje nam bowiem opowieść psychologicznie złożoną, eksplorującą poczucie krzywdy, wstydu, poniżenia, wplecioną w obejmującą dziesięciolecia historię sporu na tle tyleż finansowym, co uczuciowym, a nawet politycznym. Historię kłamstw, oszustw i uwiedzeń.
Opowieść o domu
Gurnaha interesuje wpływ historii na losy zwykłych ludzi. W „Powróconych” Noblista splatał trudne losy bohaterów z historią kolonialnej przemocy i poniżenia, oferując im szansę na przezwyciężającą te doświadczenia miłość. W „Raju” dawał nam opowieść o trudnym dojrzewaniu, rozgrywaną w cieniu kolonializmu. „Nad morzem” to opowieść, w której kolonializm jest odległym (choć istotnym) tłem dla opowieści o ludziach, których losy zależą wprawdzie od ich własnych wyborów, dyktowanych tyleż rozumem, co emocjami, ale nie jest dla nich obojętne i to, co zostawił po sobie okres brytyjskiej dominacji w regionie, w tym ksenofobię i nacjonalizm.
Osią opowieści – snutej, co ważne, z perspektywy emigracji, mieszkania w „cudzym domu” – staje się prawo do własności pewnej nieruchomości w Zanzibarze, przechodzącej tu z rąk do rąk w imię długu, którego źródłem jest nadmierne zaufanie, może nawet zauroczenie. Czyj jest dom – pyta Gurnah. Tego, kto ów dom postawił, czy tego, kto go przejął? Czym w ogóle jest prawo własności i jak wpływa na ludzkie losy? Czy przejmując dom można sprzedać bezkarnie jego zawartość, znajdujące się w nim przedmioty, mające dla poprzedniego właściciela wartość sentymentalną, czy można bez konsekwencji uwieść czyjąś żonę, albo syna, czy – wreszcie – można (a jeśli tak, to w jakich okolicznościach) użyć czyjegoś imienia, przejąć czyjąś tożsamość, albo zakłamać własną?
Przeczytaj także:
Opowieść Saleha. Opowieść Latifa
Opowieść ta – w oczywisty sposób dotykająca problemu straty – ma dwóch narratorów. Pierwszym z nich jest Saleh, niegdyś kupiec, sprzedawca antyków, potem uchodźca, który szybko ustąpi tu miejsca Latifowi. Ten drugi, wprowadzając nas w realia lat 60. XX wieku, zaoferuje nam niespieszną opowieść o perskim handlarzu imieniem Husajn, którego ugoszczenie w domu przynosi rodzinie powiew wielkiego świata, ale i naznaczy z czasem jej życie wielką traumą. Wpleciona w tę opowieść historia homoseksualnego uwiedzenia oraz niespłacalnego długu, a potem historia wyjazdu Latifa do bratniego NRD, staną się jednak tylko punktem wyjścia do opowieści właściwej, która ułożona zostanie dopiero z tych fragmentów, jakie wniosą do niej obaj bohaterowie.
Nie ma bowiem w powieści Gurnaha prostego rozstrzygania o winie, nie ma jednoznaczności, może poza tą, jaką wniesie polityka, wplątująca się w życie bohaterów pod postacią kobiety używającej dla własnych celów romansu z prominentnym członkiem nowych władz. Cała reszta jest tu grą subtelnych zależności, urazy, egzaltacji, nietrafionych osądów, pochopnych decyzji, zwykłych nieporozumień, nadszarpniętej dumy – wszystkiego tego, co urasta do zbyt wielkiej rangi, by możliwe było jeszcze porozumienie.
Opowieść o wyborze i braku wyboru
Konflikt narasta w powieści Gurnaha warstwa po warstwie, przywdziewając maski, mamiąc blichtrem, uwodząc prezentami, przekupując, kłamiąc. Tak widziane „Nad morzem” staje się głęboko osadzoną w ludzkich słabościach opowieścią o skłonności do naginania prawdy w imię własnych korzyści – tych czysto materialnych, ale i tych zakorzenionych w emocjach. I o równie powszechnej skłonności do wiary w słowa bez pokrycia, w obietnice lepszego życia, w całą tę grę pozorów, która ma nas omamić.
Śledzenie rozgrywających się na przestrzeni wielu lat losów obydwu bohaterów pozwala nam także na obcowanie z opowieścią znacznie większą, wykraczającą poza historię zwaśnionych rodzin, poza losy tej dwójki emigrantów. Doświadczamy bowiem przede wszystkim opowieści o życiu, które nie zawsze zależy od naszych wyborów, lub zależy od nich w niewielkim stopniu, bo wtłoczone zostaje tak w plany innych ludzi, jak i w wielką historię.
Abdulrazak Gurnah, Nad morzem (By the Sea)
Przełożyła Jaka Gucio
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 15 maja 2024
ISBN: 9788368045932
In someone else’s house | “By the Sea” by Abdulrazak Gurnah is a story, set in a world of postcolonial chaos, about claiming what is other people’s: home, name, fate, reviews Przemyslaw Poznanski.

