Zupełnie Inna Opowieść ma już 10 lat. Dużo? Mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnia dekada, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Manula Kalicka.

– Czego oczekuję od literatury? Krasickiego oczekuję. Uczyć i bawić. Mnóstwo czytam, coraz więcej i czasem pozostaję w zachwyceniu. Czasem w zamyśleniu. To lubię – mówi Manula Kalicka, pisarka, właścicielka agencji literackiej Manuskrypt, była dziennikarka „Polityki”. Debiutowała w roku 2002 powieścią „Tata, one i ja”, która w konkursie zorganizowanym przez Klub Świata Książki i magazyn Elle, zdobyła nagrodę Złote Pióro 2002. Jest autorką m.in. powieści „Szczęście za progiem”, „Wirtualne zauroczenie”, „Kochaj i tańcz. 20 lat wcześniej”, „Na rozkaz serca” (jako Adela Wyrwał), „Gdzie jest głowa Emily Kay?”, „Dziewczyna z kabaretu”, ‘Tutto Bene” „Wszystkie kochanki naszego taty”, „Koniec i początek” oraz „Jej drugie życie”. W lutym ukaże się kolejna książka „Między tobą a mną”. Pierwszą recenzję jej książki opublikowaliśmy 23 lutego 2018 roku, a 31 sierpnia 2019 roku zamieściliśmy wywiad z pisarką.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Manula Kalicka: Och, filozofia. Prowadzi, ale też wiedzie na manowce. To już dekada, gdy działacie, pomyślałam, po przeczytaniu pytania. Minęło jak jeden dzień. Tak się mi w życiu złożyło, że zadebiutowałam z różnych przyczyn przynajmniej o 10 lat za późno. Dekadę, Czego bardzo żałuję. Pisarz rozwija się z czasem, rzadko przychodzi gotowy.
Wspomniałaś, że zaczęłaś pisać za późno. Dlaczego?
– Pisać chciałam zawsze. Ale jak mówił Macky Majcher: „Warunki nie sprzyjały mu”. Dziennikarstwo skończyłam w momencie kiedy wszystkich moich znajomych wywalano z pracy. Mojego męża też. Miałam iść na jego miejsce? Na studiach zaczęłam robić ciuchy do pierwszych wtedy powstających butików, więc skupiłam się na tym i tak przebujałam cały stan wojenny. Potem poszłam do pracy, do biblioteki. A później otworzyłam małą księgarnię.
Debiutowałaś w roku 2002. Dziś jesteś autorką kilkunastu powieści i wielu opowiadań. Z czym kojarzy ci się ten czas? Dostrzegasz jakieś istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– Policzyłam, i napisałam 10 powieści od 2002 roku. Jak na dzisiejsze standardy żałośnie mało (śmiech). Niedawno pewna recenzentka zapytała: dlaczego o tej autorce tak mało słychać. No właśnie, dlatego? Weszłam na rynek w momencie fenomenu „Bridget Jones”. Od zawsze czytałam wszystko, więc wiedziałam, co chwyta za serce czytelniczki, sama nią byłam. Dzięki temu wygrałam Złote Pióro za „Tata, one i ja” i sprzedałam te 21 tys. egz. na dzień dobry. Wtedy to były Himalaje.
Potem, w miarę, szybko napisałam kolejne powieści, kupiłam sobie komputer, dostałam propozycje od TVN na dwie książki. Jedną, pamiętam, pisałam w Szwecji o świtaniu, co było dość zabawne, koleżeństwo spało, ja stukałam. Wszystkie książki odniosły sukces i były na listach bestsellerów, a ja przestawiłam kompletnie życie. Po to by pisać. Nawet dom wynajęłam. Ale, rzecz jasna, nie chciałam pisać tylko tzw. literatury komercyjnej, lecz spróbować czegoś ambitniejszego.
Cztery lata zajęło mi napisanie „Rembrandta, wojny i dziewczyny z kabaretu”, która sprzedała się gorzej od wszystkich poprzednich książek. Taki los kataryniarza. I tak działa rynek. Gdy ją pisałam, przyświecała mi idea pożenienia postu z karnawałem (śmiech). To się udało. Wciąga, bawi i uczy. Każdy fakt historyczny jest prawdziwy. Jestem z niej zadowolona. Potem miałam perturbacje z wydawcą i w zasadzie blok pisarski. Nie mogłam kontynuować historii ambitnie zamierzonej na kilka tomów z powodu zmiany wydawcy.
Machnęłam więc ze Zbyszkiem Zawadzkim „Tutto Bene”, idealny produkt rynkowy i zaczęłam współpracować z „Polityką”, gdzie zadebiutowałam po wielu latach od skończenia studiów dziennikarskich. W końcu się wszystko ułożyło. Wznowiono „Rembrandta”, dopisałam kolejne części, które są nie tylko igraniem z historią, ale i z gatunkiem. Tego na oko nie widać, ale każda z tych książek jest nieco inna gatunkowo, co mnie cieszy. Nie umiałabym pisać w kółko tego samego, nie jestem maszyną do robienia kasy.
Uważam, ze osiągnęłam więcej niż śmiałam marzyć. Oczywiście, chciałabym napisać książkę, która chwyci czytelników za serce, będzie bestsellerem i nie będzie głupia. Zawsze lubiłam literaturę popularną i uważam, ze to niedoceniony u nas gatunek.
Czy gdybyś mogła cofnąć czas, zmieniłabyś coś w swoim pisarskich decyzjach (inne gatunki, tematy)?’
– Oczywiście, wcześniej bym zaczęła i inaczej. Ale jest jak jest i mam wrażenie, że względnie ok.
Dokończ: Gdybym jednak nie została pisarką, to byłabym…
– Gdyby mi dano kolejne życie, zrobiłam doktorat i może bym była nauczycielem. Może akademickim.
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– Tak, uważam, że osiągnęłam więcej niż śmiałam marzyć. Oczywiście, chciałabym napisać książkę, która chwyci czytelników za serce, będzie bestsellerem i nie będzie głupia. Zawsze lubiłam literaturę popularną i uważam, że to niedoceniony u nas gatunek. Teraz się Józefa Hena wielbi, ale pisarze, których teraz nikt nie czyta, mówili i pisali o nim z lekceważeniem. Taki mamy kraj i klimat. Hen to idealna, godna literatura popularna. Jednak ta literatura ostatnio zepsuła się nam do końca. Jest jeden Miłoszewski i nie mam nic do czytania. Żartuję, ale coś w tym jest.
Przeczytaj także:
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Krasickiego oczekuję. Uczyć i bawić. Mnóstwo czytam, coraz więcej i czasem pozostaję w zachwyceniu. Czasem w zamyśleniu. To lubię, że zacytuję klasyka. Ale to obca mnie częściej zachwyca. My niszczymy literaturę. Jeśli wymaga się od pisarza dwóch, trzech książek rocznie, to sorry.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) cię ukształtowały – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– No, właśnie. Skąd się wzięłam. Oczywiście z książek, jakby inaczej. Gdy byłam mała – tak się ta bajka zaczyna. Tata mi czytał Mickiewicza do snu. Czemu? W domu mieliśmy niewiele książek. Kiedy ojciec złamał igłę robiąc mi zastrzyk, wyłam jak opętana, więc osłodził mi ból „Powrotem Taty”, a potem „Leszkiem i Mieszkiem”. Zakochałam się w Mickiewiczu, choć to może brzmi dziwnie. Słucham „Pana Tadeusza” nawet na rowerze, często do niego wracam. Kocham też Sienkiewicza, ostatnio nawet obu (śmiech), Prusa, Orzeszkową. No, wariatka.
Kiedyś książki mąciły w głowach, szlachetni chłopcy z placu Broni, różne Pollyanny, Słoneczka, Anie, dzielny Winnetou. To mnie wychowało i to byli moi bohaterowie.. Kocham kryminały. Sąsiad z domu obok miał przyjemną biblioteczkę. Gdy ją zobaczyłam, serce mi skoczyło tak jak Indianin z powieści: na dwie stopy w górę. Zatonęłam.
Oczywiście, byłabym infantylna, gdyby na tym poprzestała. Ale mieliśmy w domu dzieła zebrane Żeromskiego, lokator miał Kraszewskiego, a 300 metrów od domu znajdowała się biblioteka. Bajkowa, w drewnianym ciemnym domu, z piecykiem, w którym bibliotekarka paliła drewnem, ale nigdy nie było to miejsce ogrzane, ponieważ pokój był wielkim, wysokim, salonem. Bibliotekarka dawała mi (w matinkach) wszystkie książki, które chciałam i w ilościach jakich chciałam.
Tak się tworzy człowieka zachłannego na wiedzę, ale to były miłe czasy: jednego, dwóch programów tv. Książki były światem.
Kiedyś książki mąciły w głowach, szlachetni chłopcy z placu Broni, różne Pollyanny, Słoneczka, Anie, dzielny Winnetou. To mnie wychowało i to byli moi bohaterowie.. Kocham kryminały. Sąsiad z domu obok miał przyjemną biblioteczkę , gdy ją zobaczyłam, serce mi skoczyło tak jak Indianin z powieści: na dwie stopy w górę. Zatonęłam.
Kiedy nie piszę, to….
– Się szwendam. Tu i ówdzie. Czytam, przeważnie literaturę faktu i masowo oglądam filmy, też cenię dokumenty. Takie czasy, miłe.
Nad czym teraz pracujesz?
– Nad niczym. Skończyłam książkę i myślę co dalej. Nie podpisałam nawet umowy. Lubię wolność. Mnóstwo mam pomysłów, ale czy potrafię zrealizować je tak jak chcę? To pytanie zadaję sobie przed każdą książką.
A teraz dziękuję wam za te pytania i proszę, odpowiedzcie na nie, wy też. W końcu stuknęła wam dekada. Tylko szczerze, bo tylko szczerość ma wartość – tak mówi bohater „Wieloryba” i ma rację i nie ma. Dodałabym jeszcze dobroć, ona też się liczy.

