Reklamy
książki

Własny koniec świata | Salcia Hałas, Potop

Salcia Hałas tworzy w „Potopie” wizję końca świata w skali mikro, tym bardziej poruszającą, że rozpadowi opowiadanego świata towarzyszy rozpad frazy, która służy do opisywania zdarzeń. Rozpad, co istotne, wynikający nie z formalnej zachcianki, lecz z fizjologicznych ograniczeń narratorki. Bo to jednostka – jej słabość i powolne odchodzenie – znajduje się w centrum tego eschatologicznego psalmu.

Koniec świata jest nieunikniony. Ba, nawet już trwa, bo przecież nie będzie jedną wielką katastrofą, lecz ciągiem mniejszych, choć i tak uciążliwych epilogów. Nic nas przed nim nie ochroni, skoro gdzieś tam zmarł właśnie ostatni biały nosorożec, a na gdyńskim osiedlu Pekin płoną domy, płynie strugą woda z przerwanych rur, w ogródkach tworzą się zaś leje, pewnie aż do środka Ziemi, których nie da się zasypać gruzem z MOPS-u. Tu więc cudu nie będzie, bo „cud, aby wyrosnąć, potrzebuje nadziei (…)”, a ta w Pekinie dawno umarła. Zanim jednak wypełni się przeznaczenie i morze zaleje Kaszuby i Kiribati, warto pochylić się nad codziennymi problemami innych i rozwiązać drobne może w skali świata, ale istotne w rozmiarze mikro dylematy codzienności. Owszem, martwią się tu – i to nie na żarty – globalnym ociepleniem i przeludnieniem, wymieraniem gatunków, cierpieniem zwierząt hodowanych na rzeź i uzależnieniem młodych od komputerowych gier. Ale skupiają się też na tu i teraz, na tym, że złamało śliwę, więc trzeba nazbierać ostatnich owoców i, póki się da, zrobić powidła. A może lepiej nalewkę, skoro świat się zmienia i wszyscy teraz na diecie?

O tym co ważne, wiedzą trzy, które Wiedzą. A jedna z nich – Halina – nam o tym opowiada. Wiedźmy, Wieszczki, Pytie, ale już nie Kasandry, bo choć czytają znaki, to nie przestrzegają – to, co ma się dokonać, dokona się i tak. Zadba o to Natura, zadba też Przedstawiciel skupiony na uprzykrzaniu życia mieszkańcom osiedla przeznaczonego do rewitalizacji przez likwidację. Ten wątek przenosi nas zresztą na moment do pozaliterackiej rzeczywistości. Pekin to bowiem miejsce autentyczne, teren prywatny, dziesięciolecia temu zabudowany na dziko przez robotników wznoszących Gdynię. Dziś zaniedbany, ale wciąż zamieszkany przez kilkadziesiąt rodzin, przy tym jednak niezwykle atrakcyjny inwestycyjnie. Lecz choć odnajdziemy w „Potopie” ślady autentycznej historii tego miejsca, którego administracyjną nazwą jest Wzgórze Orlicz-Dreszera, to Pekin opowiedziany przez Salcię Hałas jest impresją, a nie reportażem. To świat na poły magiczny, przesiąkający co prawda wszystkim tym, co wokół, zanurzony w meandrach polskiej historii i  podlegający prawom fizyki, w tym prawom czasu, lecz jednocześnie oddzielny, skupiony na sobie, do tego stopnia, że znany jest tu każdy kot. Salcia Hałas tworzy więc rzeczywistość odrębną, także dzięki temu, że buduje ją nie tyle z desek, blachy, cegieł i rozstępującej się gleby, lecz z języka.

Co oczywiste, znamy ten mikroświat wyłącznie z relacji Haliny. I jest to opowieść nie tylko, co oczywiste, subiektywna, lecz także przefiltrowana przez język właśnie, który z leksykalnego punktu widzenia podlega naturalnym ograniczeniom wynikającym z intelektualnego zasobu narratorki, a – to ważniejsze – pod względem formalnym wynika wprost z jej fizjologii, ograniczeń oddechu i słabości serca. Rozpad opowiadanego świata porusza więc także dlatego, że rozpadowi podlega również użyta do tego fraza, zdanie. Konsekwencją tego jest fakt, że choć „Potop” to proza, to już w zapisie zostaje ona pozrywana do formy wiersza. Nie ma tu jednak niedokończonych zdań, nie może ich być, skoro świat wciąż trwa i każda myśl może zostać jeszcze wypowiedziana, ale czas na złapanie przez Halinę oddechu podzieli zdanie na trzy, może więcej wersów lub każe powtórzyć daną frazę jak refren. Dzięki temu to narratorka, a więc jednostka, lecz także inni bohaterowie – ich słabości i powolne odchodzenie – to właściwy temat tego eschatologicznego psalmu, gdzie istotne jest, że pewnie zniknie Pekin, zniknie Gdynia i zniknie pod wodą spora część świata, ale na razie martwimy się tym jak wyleczyć Zośkę z depresji i czy galaretki, które przepisał lekarz, pomogą na bolące stawy. 

Salcia Hałas, Potop

W.A.B. 2019

Reklamy

jeden komentarz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: