filmy

Aby ocalić | Zimna wojna, reż. Paweł Pawlikowski

Bohaterowie „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego próbują za wszelką cenę ocalać – siebie, swoje uczucia i swoje wartości. Ale w świecie, w którym żyją, wymaga to kompromisów, na niektóre nie chcą się godzić.

Zaczyna się dokumentalnie – od scen ocalania tuż po wojnie niematerialnego dziedzictwa – ludowych pieśni.Mają one posłużyć do stworzenia repertuaru nowego zespołu folklorystycznego „Mazurek”.Tego, co materialne, uratować się przecież nie dało, w każdym razie nie w całości,jak choćby cerkwi, przy ruinach której na chwilę zatrzymuje się ekipa. Świątynia jest tu zresztą symbolem, możliwym do odczytania na wielu poziomach. I tym politycznym, w którym budowanie socjalizmu nie idzie w parze z odbudowywaniem symboli religijnych, i tym znacznie szerszym, jako oznaki niemożności odtworzenia tego, co raz legło w gruzach. W tym takiego modelu życia, który odpowiadałby poczuciu wartości bohaterów.

Zula (Joanna Kulig) i Wiktor (Tomasz Kot), ale w pewnym sensie też drugoplanowa postać Ireny (Agata Kulesza) – doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że żyją w świecie kompromisów.Ale robią wszystko, by nie być jak aparatczyk Lech Kaczmarek (Borys Szyc),który dla kariery zrobi wszystko, który nie tylko wypełnia wolę Partii, ale i antycypuje jej ewentualne zalecenia i pragnienia. Kaczmarek nie jest przecież antysemitą,w każdym razie nie dostajemy żadnego sygnału, by był. A jednak budzi jego niepokój ciemniejsza karnacja jednej z członkiń „Mazurka”, tak jakby zastanawiał się zawczasu czy nie podpadnie towarzyszom, jeśli zespół, którego działalność nadzoruje, nie będzie dość „słowiański”.   

Jest w filmie świetna scena przyjęcia po koncercie zespołu, gdy Wiktor i Irena stoją pod lustrzaną ścianą, w której odbija się zabawa – niby zadowoleni z wyników swojej pracy, a przecież nie do końca wpasowani, odcinający się od lekko nieostrego tła. Gdy podchodzi do nich Kaczmarek, a gdzieś w tle słyszymy znaną piosenkę ludową ze słowami: „I choć padało i było ślisko, to się przywlekło to świniorzysko”, Irena się oddala. Na ten kolejny kompromis nie może sobie już pozwolić.

W życiu Zuli i Wiktora kompromisy też muszą się zdarzyć, bo czasy nie znoszą bezkompromisowości. Ale w ich przypadku pójście na nie musi skończyć się za każdym razem klęską. Wszystko, co robią – a szczególnie to, co robi Zula – ma mieć w sobie intensywność, włożyć trzeba w to całe serce. Takie podejście do związku, do tworzenia, do życia nie pozwala więc na odstępstwa, nawet drobne. Dlatego nagranie piosenki z tekstem, do którego nie ma się przekonania, nie przyniesie artystycznego spełnienia (Zula nazwie płytę „bękartem”), a życie na obczyźnie tylko po to, by wyrwać się zza Żelaznej Kurtyny, nie może być wystarczające. Dlatego zabawa w dyskotece musi się skończyć tańcem na ladzie, a pielęgnowanie miłości – zgodą na największe poświęcenie.  

Jeśli więc w przypadku Zuli któryś z kompromisów przerodzi się w sukces, to tylko tern, który od początku do końca jest cyniczną grą ze światem, grą w imię uczucia. Ocalenie go wiąże się ze zgodą na wyrzeczenie się części siebie, ale zamiast umniejszać, wywyższa to bohaterkę, bo i w tym czynie widać jej siłę i niezależność. Owszem, Zula nosi tu czarną perukę. Jak maskę. Ale tylko jako ochronę przed tym światem, którego zasad nienawidzi. W obliczu tego, co dla niej najważniejsze, a więc uczucia do Wiktora, znowu będzie sobą.

Zimna wojna, reż. Paweł Pawlikowski

Scenariusz Paweł Pawlikowski, Janusz Głowacki

Dystrybucja Kino Świat

Premiera światowa 10 maja 2018, w Polsce 8 czerwca 2018

Reklamy

jeden komentarz

Możliwość komentowania jest wyłączona.