Kto odbiera jedno życie… | Morderstwo w Orient Expressie, reż. Kenneth Branagh

Gdybym miał wybierać między dwoma filmami z „morderstwem” w tytule, jakie pojawiają się w tych dniach na ekranie, wskazałbym na „Morderstwo w hotelu Hilton” w reżyserii Tarika Saleha. Ale nie zmienia to faktu, że i dzieło Kennetha Branagha, według nieśmiertelnej powieści Agathy Christie, to dobre kino. Do tego z gwiazdorską obsadą.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Zaczyna się od sceny z dążeniem do znalezienia ideału jajka – tak scenarzysta Michael Green i reżyser Kenneth Branagh wprowadzają na scenę Hercule’a Piorot. Na razie to tylko upierdliwy starzejący się dandys, lecz w kolejnej scenie dostajemy rozszerzenie charakterystyki tej postaci i teraz wiemy już, że Poirot to także genialny prywatny detektyw z Belgii (ten akcent!) o umyśle ostrym jak brzytwa i żelaznych zasadach moralnych. Ma o tym świadczyć szybkie śledztwo, do którego dochodzi pod jerozolimską Ścianą Płaczu (zresztą z wielkim placem przed nią, co nie ma wiele wspólnego z historyczną prawdą). Takiej sceny (z całą jej dynamiką i umownością) nie powstydziłby się Guy Ritchie – szczególne chwytu z laską wbitą w mur. Zanim więc rozpoczniemy podróż słynnym pociągiem przez całą Europę, znamy już doskonale możliwości „najprawdopodobniej najlepszego detektywa na świecie”, co jest o tyle konieczne, że choć powieść Christie, na której oparto film, była ósmą z serii o Poirot, to obraz Branagha jest pierwszym filmem z planowanego cyklu.

Przeczytaj także: Zbędny bunt | Morderstwo w hotelu Hilton, reż. Tarik Saleh

Osobom znających fabułę książki film nie przyniesie raczej wielkich zaskoczeń. Główna oś opowieści, ofiara, motyw i sprawca (albo sprawcy) są żywcem wzięte z pierwowzoru. Jeśli pojawiają się zmiany, to w nazwiskach i biografiach niektórych bohaterów. Jedne służą wyłącznie wprowadzeniu na ekran świetnych aktorów (tak dzieje się  w przypadku powieściowej postaci szwedzkiej misjonarki Grety Ohlsson, która tutaj pojawia się jako zdewociała Pilar Estravados w świetnej kreacji Pénelope Cruz), inne wprowadzają wątki zagęszczające akcję (motywacja Hectora McQueena) lub dodające historii charakteru aktualnego dyskursu społecznego, jak w przypadku powieściowego Cyrusa Hardmana, który tutaj pojawia się jako Gerhard Hardman (Willem Dafoe), Niemiec i rasista (przynajmniej w jednej z wersji prawdy).

Przesłanie filmu pozostaje jednak niezmienne – zadanie niewinnej śmierci to zbrodnia, która dotyka znacznie więcej osób, niż tylko najbliższą rodzinę ofiary. Skoro opowieść zaczyna się od sceny z immamem, rabinem i księdzem, to na miejscu będzie przytoczenie znanego cytatu z Talmudu i Koranu o tym, że kto odbiera jedno życie, niszczy cały świat. To motto, które z pewnością przyświecało Branaghowi. I dotyczy to zarówno śmierci pozostającej gdzieś w tle wydarzeń, jak i tej zadanej w wagonie sypialnym Orient Expressu. Nawet jeśli druga z nich wydawać się może przynajmniej w części zrozumiała, a może nawet usprawiedliwiona. Hercule Poirot wyraźnie rozumie, że nie ma morderstwa słusznego, że każde niesie za sobą bolesne konsekwencje. Jeśli więc w oczach detektywa pojawiają się łzy, to nie opłakuje on tylko tragedii, która zaważyła na życiorysach tak wielu osób, ale płacze też nad zabójcą (zabójcami), bo wie, że niezależnie od jego (ich) motywów, i niezależnie od kary, pozostanie (pozostaną) już z tą zbrodnią na zawsze.

Przeczytaj także: Morderstwo, które stworzyło Wistinga | Jørn Lier Horst, Kluczowy świadek

Jak Branagh radzi sobie z rolą detektywa? Cóż, przez piętnaście lat Hercule Poirot miał twarz i maniery Davida Sucheta, o czym trudno zapomnieć podczas oglądania najnowszego „Morderstwa…”. Branagh chce od tamtej kreacji uciec – a to zastępując mały czarny wąsik Sucheta pruskim siwiejącym wąsiskiem (co w zajawkach filmu wyglądało groteskowo, ale na ekranie się broni), a to poprzez zupełnie inne potraktowanie postaci. Piorot Sucheta był drobiącym kroczki typem genialnego księgowego, ten z filmu Branagha – mimo lekkiego brzuszka – ma w sobie więcej z byłego żołnierza, może nawet komandosa, który bez lęku przemierza dziarskim krokiem zaśnieżone dachy pociągu. Ale pisząc o obsadzie trzeba też wspomnieć o Michelle Pfeiffer, która ma w sobie autentyczny ból osoby pozbawionej celu życia, a także o Judi Dench w roli rosyjskiej hrabiny, która choć nie dostała dużej roli, to i tak za kilkuminutową scenę  przesłuchania (a szczególnie za jej finał) znów zasłużyła na Oscara.

Przeczytaj także: Sacrum i profanum | Dan Brown, Początek

Okładka pierwszego wydania „Morderstwa w Orient Expressie” Agathy Christie z 1934 roku

Kenneth Branagh to aktor i reżyser uznany. W ostatnim czasie ma na koncie choćby genialne adaptacje powieści Hanninga Mankella o Kurcie Wallanderze, ale i nie bardzo udany thriller „Jack Ryan: Teoria chaosu” . „Morderstwo w Orient Expresie” plasuje się gdzieś po środku. Jeśli mam z tym filmem problem, to taki, że po świetnym, bardzo filmowym początku, dostajemy opowieść w zasadzie teatralną. Oczywiście decyduje o tym w dużym stopniu zasada zamkniętego pokoju charakterystyczna dla powieści Christie, jednak teatralność i pewna umowność widoczna jest nawet w scenach, gdy bohaterowie opuszczają pociąg. Jest środek zimy, gdzieś w szczytowych partiach gór, tory pociągu zasypała lawina śnieżna, a tymczasem bohaterowie – ubrani w lekkie płaszcze lub marynarki – popijają na zewnątrz herbatkę i z ich ust nie wydobywa się nawet obłok pary. Co więcej – na zewnątrz wychodzi tylko kilkanaście osób, które znamy, reszta pasażerów nie wyściubia nawet nosa z okien swoich wagonów, jakby nieciekawa przyczyn przymusowego wielogodzinnego postoju i zamieszania na zewnątrz pociągu. Tak bardzo chciałbym zobaczyć wylewający się z wagonów tłum pełen pretensji lub strachu, chaos, z którym zmierzyć musiałby się prowadzący śledztwo Poirot. Możliwe jednak, że teatralna konwencja była zamierzona – może o tym świadczyć scena, gdy bohaterowie siadają za stołem, z nieczynnym tunelem w tle. Jej plastyczność, przywodząca na myśl „Ostatnią Wieczerzę” Leonarda da Vinci zmusza do pomyślenia o filmie jak o przypowieści – przede wszystkim o niesprawiedliwości. We wszelkich jej wymiarach.

 

Morderstwo w Orient Expressie (Murder on the Orient Express), reż. Kenneth Branagh

Scenariusz Michael Green według powieści Agathy Christie

Dystrybucja Imperial-Cinepix

Premiera w Polsce 24 listopada 2017

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s