NIE UKRYJESZ SIĘ | Marc Elsberg, Zero

Recenzja pierwotnie ukazała się w serwisie Cashless.pl

W cyfrowym świecie nasze dane osobowe są cenną walutą. I jak z prawdziwymi pieniędzmi – musimy się dobrze zastanowić, komu i za co zdecydujemy się je przekazać.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

ZeroNa początek zrób krótki test: wpisz w dowolnej wyszukiwarce internetowej swoje imię i nazwisko. Zaskoczony? Chyba nie, w końcu wszystko to o sobie wiesz. Ale zaraz, zaraz – inni też to widzą? Ile mam lat, gdzie pracuję i gdzie jeżdżę na wakacje? I do tego – z kim? To prawda, że wrzuciłem jakiś czas temu na Facebooka zdjęcie z Krety, oznaczając znajomych i umieściłem na Goldenline swoje CV, podałem też kiedyś datę urodzin, by dowiedzieć się z zabawnego testu, kim byłem w poprzednim życiu, ale… Ale dopiero wszystkie nasze dane, umieszczone w jednym miejscu, w swoistym dossier wyszukiwarki dają obraz tego, co cyfrowy świat o nas wie. Nie tylko wie – dzięki algorytmom potrafi też umiejętnie te dane przetworzyć, czyniąc z tych pozornie chaotycznych informacji cenne narzędzie marketingowe. Pozwala ono potem choćby na składanie nam sprofilowanych ofert, odpowiadających wprost naszym oczekiwaniom i pasjom.

Rzecz jasna często godzimy się na to – dane umieszczamy przecież sami, nie zmuszani do tego przez nikogo, a jedynie delikatnie kuszeni obietnicą darmowych usług w sieci, choćby poczty e-mail czy przeglądarki. Z raportu „Wartość i znaczenie Cyfrowego ja” przygotowanego na zlecenie Liberty Global i UPC Polska przez The Boston Consulting Group, wynika, że większość z respondentów jest skłonna dzielić się swoimi danymi osobowymi, jeśli będzie rozumieć płynące z tego korzyści oraz efekty gromadzenia i przetwarzania danych. Najwyraźniej ufamy, że wynikające dla nas korzyści są wyższe, a przynajmniej równe cenie.

Przeczytaj także: SPISKOWA PRAKTYKA DZIEJÓW. Umberto Eco, Temat na pierwszą stronę (Numero Zero)

Świadome umieszczanie danym w nadziei, że się to opłaci to jedna strona medalu. Gorzej, że – jak mówi raport BCG – tylko nieliczni z nas tak naprawdę kontrolują swoją tożsamość cyfrową czyli dane, które świadomie umieszczamy w internecie. I tak jedynie 10 proc. respondentów badania – przeprowadzonego wśród trzech tysięcy europejskich konsumentów – wykonało sześć lub więcej z ośmiu prostych czynności chroniących prywatność, np. wprowadziło ustawienia indywidualne do przeglądarki, dezaktywowało cookies, czy uruchomiło mechanizm opt-in/opt-out (wyrażenie lub nie wyrażenie zgody na zbieranie danych). Co więcej, informacje o tzw. niskiej wrażliwości (dane „zwykłe”, np. imię i nazwisko, adres zamieszkania, wykształcenie, PESEL czy adres e-mail) są udostępniane przez ponad 40 proc. osób nawet bez uzyskania bezpośredniej korzyści. Tymczasem mówimy o konkretnych pieniądzach, które rynek zarabia dzięki danym: według BCG do 2020 roku wartość ekonomiczna aplikacji opartych na wykorzystaniu tożsamości cyfrowej, opracowanych zarówno dla europejskiego sektora publicznego jak i prywatnego sięgnie 330 mld euro.

W „Zero” Marka Elsberga dane osobowe to przede wszystkim motor dynamicznego rozwoju pewnego serwisu o nazwie Freeme. Jego użytkownicy w zamian za szczegółowe informacje o sobie i swoim życiu otrzymują – za pomocą aplikacji ActApps – rady mające pozytywnie wpływać na rozwoju osobisty i zawodowy. Krótko mówiąc: powiedz nam, kim chcesz być, zapłać danymi osobowymi, a dostaniesz konkretne rady, które szybko przybliżą cię do wymarzonego celu.

Po drugiej stronie stoi Zero (człowiek, organizacja?), zwalczające firmy karmiące się danymi osobowymi. Zero debiutuje zresztą w sieci z przytupem – dość obrazowo udowadnia, że już nie istnieje coś takiego jak prywatność, a na jego wirtualny celownik trafia sam prezydent Stanów Zjednoczonych.

Przeczytaj także: TO JUŻ JEST KONIEC | Spectre, reż. Sam Mendes

Jedną z użytkowniczek Freeme jest mieszkająca w Londynie Vi, córka dziennikarki śledczej Cynthii Bonsant. Ta ostatnia – nieco wbrew otaczającej rzeczywistości – żyje raczej na bakier z e-nowinkami, jest przedstawicielką wymierającego gatunku dziennikarzy wyłącznie piszących, stroniących od innych form przekazu, w tym wideo. Szybko będzie jednak musiała zweryfikować swoje podejście do zawodu – otrzymuje bowiem zadanie zidentyfikowania tożsamości Zero.

Czy w świecie okularów, które rozpoznają twarz rozmówcy i natychmiast przekazują nam dane o nim, świecie smatzegarków, wysyłających w świat dane dotyczące naszej kondycji i smartfonów, które na bieżąco lokalizują nasze położenie, a wreszcie wszędobylskich kamer monitoringu, w ogóle można się ukryć? Czy Zero ma szanse na zachowanie swojej anonimowości? Cynthia Bonsant, szybko przekona się, że we współczesnym świecie równie łatwo kogoś znaleźć, jak i być znalezionym. Łowca może stać się ofiarą. I na odwrót.

Austriacki pisarz Marc Elsberg zasłynął w 2012 roku książką „Blackout“, która szybko wspięła się na światowe listy bestsellerów. Pokazywała Europę ogarniętą chaosem z powodu przerwy w dostawie prądu. „Zero” daje obraz innej apokalipsy – świata zarządzanego przez wszędobylską „ośmiornicę” (jak określa swoich przeciwników Zero), która karmi się danymi (notabene – skoro wymaga ona stałego zasilania, to w tym akurat przypadku blackout mógłby okazać się błogosławieństwem). Ta książka to jednak przede wszystkim doskonały thriller, który trzyma w napięciu, wciąż stawiając bohaterów w sytuacjach, pozornie, bez wyjścia. I nawet jeśli chwilami natłok informacji o możliwościach śledzenia naszych zachowań, przeplatany informatycznym żargonem, wydaje się służyć pokazaniu li tylko erudycji autora, to dostajemy do ręki książkę zdecydowanie wciągającą, która niejednego czytelnika zmusi do zarwania nocy.

 

Marc Elberg, Zero (Zero – Sie wissen, was du tust)

Tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska

W.A.B. 2016

 

Jedna myśl na temat “NIE UKRYJESZ SIĘ | Marc Elsberg, Zero

Możliwość komentowania jest wyłączona.