Prawdziwa podróż zaczyna się dopiero wtedy, gdy złudzenia opadną. Można zmieniać krajobrazy, lecz zawsze nosimy ze sobą własną historię – pisze w eseju Małgorzata Żebrowska.

Niedawno przeprowadziliśmy się do nowego domu w Andaluzji i kupiliśmy kilka mebli. Kurier, który je dostarczał, nieświadomy, że mieszkamy tu już od dwóch lat, trochę się z nas podśmiewał, że ulegliśmy gran ilusión i bezkrytycznie podchodzimy do tej ziemi, jak większość turystów – marzycieli. Choć etap zakochania w „słonecznej Hiszpanii” jest już zdecydowanie za nami, doskonale rozumiałam, dlaczego tak komentował nasz wybór.
W drodze
Motyw eskapizmu, czyli ucieczki, od zawsze fascynował literaturę, bo jest jednym z najbardziej uniwersalnych ludzkich marzeń i pokus. Bohaterowie powieści uciekają w drogę, w podróż, w fantazję – wierząc, że dystans przestrzenny stanie się równocześnie dystansem wobec bólu i przeszłości. Ucieczka bywa próbą zagłuszenia samotności, złudzeniem wolności, czasem wręcz rozpaczliwym gestem buntu wobec życia, które staje się zbyt ciężkie, wręcz nie do wytrzymania.
Sal Paradise i Dean Moriarty w autobiograficznej powieści W drodze Jacka Kerouaca przemierzają Amerykę, szukając wolności, przygody i ucieczki od własnych ograniczeń. Choć zmieniają krajobrazy, miasta i ludzi wokół siebie, nie udaje im się uwolnić od wewnętrznej samotności, lęków i niezaspokojonych pragnień. Ich nieustanna wędrówka staje się obrazem tego, że fizyczna ucieczka nie pozwala odciąć się od samego siebie. Frodo Baggins w Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena nosi ciężar Pierścienia, a podróż przez Śródziemie ma odwrócić uwagę od jego wewnętrznej walki i strachu. Elizabeth Gilbert w powieści Jedz, módl się, kochaj smakuje włoskie makarony, milknie w świątyniach Indii i oddaje się ciszy indonezyjskich krajobrazów, próbując odnaleźć spokój po rozwodzie. Choć zmienia otoczenie, kolekcjonuje nowe doświadczenia i poznaje innych ludzi, wciąż zmaga się z własnym smutkiem, lękiem i niepewnością. Jej podróż pokazuje, że ucieczka w przestrzeń i egzotykę nie wystarcza. Prawdziwe uzdrowienie wymaga spotkania z samą sobą, które bywa trudniejsze niż przemierzanie w pojedynkę obcych lądów.
Prawdziwe uzdrowienie wymaga spotkania z samą sobą, które bywa trudniejsze niż przemierzanie w pojedynkę obcych lądów.
Człowiek w poszukiwaniu
Motyw ucieczki interesuje nie tylko pisarzy, lecz jest również zgłębiany przez filozofów jako jedna z immanentnych cech gatunku ludzkiego. Ucieczka od wolności Ericha Fromma, traktat filozoficzny, w którym autor analizuje naszą chęć ucieczki od odpowiedzialności, wskazuje na niebezpieczeństwo takiej postawy. Kończy się ona bowiem zaufaniem do systemów autorytarnych i chęcią do podporządkowania się autorytetom, konformizmu czy przyjmowania destrukcyjnych postaw, które dają złudne poczucie bezpieczeństwa. Fromm pokazuje, że ucieczka od wolności to w istocie ucieczka od własnej odpowiedzialności i konfrontacji z samym sobą. Człowiek może zmieniać miejsca, role czy otoczenie, ale nie da się uwolnić od własnej psychiki. Prawdziwa dojrzałość i wolność pojawiają się dopiero wtedy, gdy przestajemy uciekać i świadomie stajemy twarzą w twarz ze sobą, podejmując odpowiedzialność za własne życie. Tylko taka postawa gwarantuje nam wolność, nawet w czasach zniewolenia, o czym z kolei pisał wybitny Viktor Frankl w swoim najważniejszym dziele pt. Człowiek w poszukiwaniu sensu.
Joseph Campbell z kolei opisał archetypiczną „podróż bohatera” – schemat, w którym wyruszenie w drogę, nawet pod pozorem ucieczki, staje się nieuniknionym etapem przemiany. Bohater mierzy się z przeszkodami, poznaje własny cień i w końcu powraca – odmieniony, świadomy, z ukształtowaną osobowością. Carl Gustaw Jung dodaje do tego wymiar psychologiczny: prawdziwa podróż jest konfrontacją świadomości z nieświadomością, wędrówką ku integracji własnej psychiki, ku spotkaniu z tym, co w nas najciemniejsze, a równocześnie najprawdziwsze.
Człowiek może zmieniać miejsca, role czy otoczenie, ale nie da się uwolnić od własnej psychiki. Prawdziwa dojrzałość i wolność pojawiają się dopiero wtedy, gdy przestajemy uciekać i świadomie stajemy twarzą w twarz ze sobą, podejmując odpowiedzialność za własne życie.
Droga w głąb siebie
W mojej powieści Matczyzna paradoks eskapizmu przybiera formę odwrotną: bohaterka wraca na Kurpie, do ziemi dzieciństwa, od której niegdyś uciekła, o której chciała zapomnieć. To miejsce, które wydawało się ciasne, pełne bólu i wspomnień, staje się lustrem, w którym odnajduje siebie. Tam, konfrontując się z własną przeszłością i przeszłością swoich przodkiń, jest w stanie poznać prawdziwą siebie i do niej powrócić. To podróż w przeszłość, niejako pod prąd, staje się najwłaściwszą drogą samopoznania, mimo że intuicja podpowiada nam odwrotny wektor.
Eskapizm w literaturze XX i XXI wieku często prowadzi bohaterów na krańce świata, w odległe miasta i nieznane krainy. W Matczyźnie droga wiedzie w głąb – w głąb wspomnień, cieni i korzeni. To podróż, która zmusza do spojrzenia w siebie, do konfrontacji z własnym cieniem i przyjęcia całości tego, co w nas tkwi – całego naszego dziedzictwa. Możemy uciekać w świat, w drogę, w obce miejsca, które kuszą niczym niezapisane, nieskazitelnie czyste karty. Ale nie da się uciec od tego, kto patrzy z naszego wnętrza, kto ma określoną konstrukcję psychiczną i unikalne doświadczenia. Można tylko nauczyć się z tym „kimś” rozmawiać.
Andaluzyjski kurier śmiał się z naszej gran ilusión, ale ja uśmiecham się w duchu do samej siebie – bo wiem, że prawdziwa podróż zaczyna się dopiero wtedy, gdy złudzenia opadną. Można zmieniać krajobrazy, lecz zawsze nosimy ze sobą własną historię. Świadomość tej nieuchronności pozwala poczuć spokój w każdym miejscu.
Przeczytaj także:

