To nie jest felieton sponsorowany. To jest felieton o użabkowieniu naszej rzeczywistości. Nie z pozycji „nienawidzę kapitalizmu i chcę go zniszczyć”. Bez takich infantylizmów. Użabkowienie, niczym gentryfikacja, to coś znacznie poważniejszego. Coś, czym wkrótce zainspiruje się również wielu twórców – pisze w lipcowym felietonie Dawid Kornaga.
Za dużo Żabek na dzielni, jak na przykład na warszawskich Kabatach: źle (co potwierdzają memy o Żabatach). Za mało Żabek w okolicy: źle. Ostatnio w Domach Centrum przy Marszałkowskiej z biznesowej kijanki wykluwa się coś w rodzaju MegaŻabki. Sieć tworzy tu jakąś dwupiętrową Żabodzillę. Na dole artykuły spożywcze, na górze coś w rodzaju żabko-bistro, gdzie będzie można zjeść zakupione na dole gotowe dania. Bez wątpienia to będzie hit. Zwłaszcza dla turystycznej, „ekonomicznej” braci.
To podobnie jak w 7-Eleven w Japonii czy Tajlandii, gdzie praktycznie w każdym punkcie możesz się solidnie pożywić. Na miejscu wszystko ci podgrzewają, kupisz soki, kawę, herbatę. Czego chcieć więcej od życia, zwłaszcza kiedy jesteś liczącym się z budżetem turystą? Tu wydasz mniej, żeby gdzie indziej wydać więcej. Jedni będą marudzić, że korposklepy wypierają lokalny biznes, drudzy zwrócą uwagę, że dzięki efektowi skali zrobiło się taniej, nie mówiąc o innowacyjności. Dotyczy to zarówno wyboru produktów, jak i „promek” w aplikacji. Wszystko powiązane ze sobą jak w perfekcyjnie napisanym kryminale. Przy tym trup konkurencji ściele się gęsto.
Prawdziwa szkoła życia
Dla wielu studentów praca w tego typu sklepach to szansa na zarobienie jakichkolwiek pieniędzy. Legalnie, zazwyczaj na umowę o pracę, co wcale nie jest takie oczywiste w innych branżach jak kurierska czy uberowa. Kto przyjeżdża do dużego miasta na studia i nie ma wsparcia rodziny, może być pewny, że znajdzie niewielkie, lecz konkretne wsparcie finansowe, kiedy zatrudni się właśnie w takiej Żabce. To prawdziwa szkoła życia, szczególnie dla przyszłych ekonomistów i prawników. Nie mówiąc już o pisarzach oraz scenarzystach.
Praktycznie w każdej Żabce zawsze coś się dzieje. A to awanturujący się klient, a to nagle wpada przed zamknięciem znany aktor czy influencer. Można poznać ciekawych ludzi, można także poznać nieciekawych; rachunek ten sam, zostają wspomnienia. Gdybym miał pisać poradnik dla początkujących autorów, jedną ze wskazówek byłaby następująca rada: zatrudnij się na jakiś czas w takiej Żabce lub podobnym stworze. Zostaniesz przeorany i poobijany, za to szybko nauczysz się życia w odsłonie, której dotąd nie znałeś.
Ostatnia deska ratunku
Żabka oczywiście nie jest oryginalna. Jej koncept sprzedaży czerpie ze wspomnianego 7-Eleven. Sieć zaczynała w Teksasie od handlu blokami lodu. W Azji stała się krwioobiegiem metropolii. W Tokio czy Bangkoku 7-Eleven to nie sklep, to punkt spełnianych potrzeb. Opłacisz tam rachunki, odeślesz paczkę i zjesz ramen o trzeciej nad ranem. Pionierzy nowoczesnego retailu przekształcili kupowanie w odruch bezwarunkowy i stworzyli nowy typ miejskiego nomady, który nie potrzebuje własnej kuchni, bo wszystko ma pod domem. Nasza rodzima wersja robi dokładnie tak samo: zamienia osiedlowy handel w zwyczajny lifestyle, w którym sklep staje się przedłużeniem mieszkania.
Kto pamięta słynny film „Clerks – Sprzedawcy” z 1994 roku? Niektórych z nas nie było jeszcze na świecie podczas jego premiery, inni urodzili się długo po niej. Pomijam koszty, za które powstała ta produkcja, były praktycznie żadne. Nie wspominając o świetnie napisanej historii. Faktycznie jest błyskotliwie poprowadzona i zagrana. Zdumiewa ponadto aktualność tego filmu. Sklepy i sklepiki nadal są potrzebne, choć zamówienia online, te wszystkie Liski, w tym Żabki Jush niby je wypierają. Wyzysk młodych pracowników nadal się odbywa, ponieważ jest częścią tkanki społecznej: przeżyjesz go, to potem sam będziesz wyzyskiwać innych. Żarty żartami, reklamy reklamami i artykuły artykułami, można piać z zachwytu, psioczyć lub okazywać dystans do zastanej rzeczywistości, że niby nas nie dotyczy. Kiedy przychodzi co do czego, taka Żabka często okazuje się ostatnią deską ratunku, o ile wyrobimy się do godziny jej zamknięcia.
Niekończący się serial
Użabkowienie będzie analizowane przez przyszłych badaczy naszych czasów. Powstaną opowieści osadzone w jej lokalizacjach, filmy nawet, choć prędzej seriale, bo zakupy same w sobie są jednym niekończącym się serialem. Coraz mniej jest przestrzeni, gdzie ludzie pogadają z ludźmi, znają sprzedawców, a sprzedawcy znają klientów. Gdzie nawiązują się dialogi, jakieś malutkie więzi społeczne. Dobre i to. Podobnie w pubie: znamy barmana, on zna nas, niby kumpel, wcześniej to i owo sobie powiedzieliście, jednak kiedy nalewa i podaje zamówiony trunek, rachunek trzeba uregulować i nie ma zmiłuj, że się znacie.
Użabkowienie postępuje w całym kraju. Nie wiadomo, czym dodatkowo grozi oprócz „frajdy” zbierania żabsów. Jeśli nie masz kasy, to i tak żadna Żabka czy Ropucha nie zwiedzie cię swoją ofertą. A wielu powie, że wspaniale mieć pod ręką sklep, gdzie nie chodzi (się) tylko o zakupy. Zobaczymy, jak ta fabuła merkantylnie dalej się potoczy.

