recenzja

W mrok wewnętrznego konfliktu | 80 lat temu ukazała się „Matka Joanna od Aniołów” Jarosława Iwaszkiewicza

To opowieść o podróży do jądra ciemności, w mrok opętania słabościami oraz pokusą, by zagłuszyć trwogę przed miałkością zwykłego życia. 80 lat temu ukazała się „Matka Joanna od Aniołów” Jarosława Iwaszkiewicza – pisze Przemysław Poznański.

Fraza „jądro ciemności” pojawia się tu dość szybko, w kontekście wewnętrznego konfliktu, jaki przeżywa główny bohater, ksiądz Suryn, ale pojęcie to można śmiało rozszerzyć na cały świat przedstawiony. „Matka Joanna od Aniołów” (napisana w 1944 roku, wydana dwa lata później w zbiorze „Nowa miłość i inne opowiadania”) jest wszak historią o powolnym zanurzaniu się w mroku, o zbliżaniu się do zła i w końcu dotknięciu go, doświadczeniu go i pogrążeniu się w nim bez reszty. Konsekwentnie i świadomie. Niezależnie od motywacji. Choćby i w imię miłości.

Iwaszkiewicz dał nam bowiem opowieść o ludziach wtłoczonych w ramy społecznych ról, które przyjęli, a przy tym słabych, podatnych więc na pokusę ciekawości tego, co inne, co potrafi rozbić nudę rutyny ich codzienności. Bo jeśli demon – jak sądzi ksiądz Suryn – może być tylko „brakiem dobra”, to może być też brakiem spełnienia, pokusą, żeby żyć pełniej, w zgodzie ze swoimi pragnieniami.

Wróżby i egzorcyzmy

Historia – inspirowana opętaniem zakonnic w XVII-wiecznym Loudun, opisanym przez Henriego Brémonda – rozpoczyna się od przyjazdu księdza do karczmy na skrzyżowaniu dróg Smoleńskiej i Połockiej, na kresach Rzeczypospolitej. „Były to pierwsze dni września. Ksiądz Suryn długie miesiące spędził w kolegium połockim na rozmyślaniach, postach i utrapieniach i nawet nie zauważył, jak przemknęło krótkie i dżdżyste lato tego roku”. Suryn zmierza do klasztoru panien urszulanek w Ludyniu, zamieszkałym przez opętane zakonnice, na których przeprowadzić ma egzorcyzmy. To jego krok w ciemność. Ale i zapowiedź tego, co go czeka, a co wybrzmi w niechcianej wróżbie karczmarki Awdosi.

I bez tej wróżby zresztą Suryn zdaje sobie sprawę, że czeka go niełatwe zadanie – demony, szczególnie te, które opętały matkę przełożoną Joannę – okazały się wszak odporne na dotychczasowe modlitwy i na trwające już od dawna próby ich wypędzania. Złożoność zadania, którego się podjął, objawi się zresztą jeszcze wyraźniej, gdy ksiądz usłyszy krzyki zakonnic skrapianych święconą wodą, a chwilę później stanie się świadkiem nagłej, fizycznej wręcz przemiany matki Joanny, nad którą władze przejmą zamieszkujące ją diabły.

Wewnętrze dobro, wewnętrzne zło

Jeśli jednak tworzy Iwaszkiewicz opowieść o zderzeniu dobra ze złem, to nie robi tego poprzez postawienie na przeciw siebie bohaterów reprezentujących odmienne wartości, lecz konfrontuje ich samych ze sobą, na poziomie konfliktu wewnętrznego, podsycanego czy to psychiczną chorobą, czy skrajnymi emocjami. Matka Joanna i Suryn, ale i większość pozostałych bohaterów, to w rzeczywistości postaci podobne: rozdarte, noszące w sobie zarówno pierwiastek dobra, jak i owo „jądro ciemności” – dwie siły nieustannie walczące w nich o prymat. XVII-wieczna Smoleńszczyzna staje się w prozie Iwaszkiewicza miejscem, w którym dwoistość ludzkiej natury ujawnia się najwyraźniej, obnażając to, co w człowieku najlepsze i to co w nim najgorsze, pokazując mu też, jak wiele zależy od jego indywidulanego wyboru.

Najciekawsza zresztą w tym kontekście wydaje się być postać księdza. Matka Joanna od Aniołów sprawia wrażenie osoby opętanej przede wszystkim strachem przez zwykłością, jest kimś kto powie: „Cóż się stanie ze mną, gdy nie pozostanie we mnie ani jeden szatan? Stanę się z powrotem znudzoną, złą mniszką (…)”. Chęć odmiany poczuje też siostra Małgorzata „Akruczy”, mimo że jest jedyną nieopętaną zakonnicą z klasztoru. Suryn wykroczy poza banalne znudzenie – będzie my świadka jego popadania w stany ekstazy na przemian z zachowaniami skrajnie depresyjnymi: podczas tej samej modlitwy potrafi wszak ujrzeć światłość, doświadczyć objawiania, jak i poddać się mrokowi wypełzającemu z dna jego duszy. Mrokowi, który popchnie go do największego zła, nawet jeśli – co charakterystyczne dla takiego rozdwojenia jaźni – motywowanego chęcią niesienia dobra, poświęcenia się, czy wręcz złożenia ofiary za innych, a nawet (jak sam to nazwie) miłością.

Ludzkie emocje

Zachowanie księdza ma tu ewidentnie podłoże psychiczne – jeśli bowiem nawet Iwaszkiewicz balansuje w opowiadaniu na granicy realizmu, to nigdy jej nie przekracza (wypalony ślad dłoni zostawiony na ścianie przez matkę Joannę szybko znajduje wytłumaczenie), skupiając się na wiarygodnie psychologicznych portretach osób doświadczających skrajnych emocji.

Badacze przekonują, że na kształt opowiadania miały wpłynąć także osobiste doświadczenia pisarza związane z chorobą psychiczną jego żony Anny i towarzyszącymi jej maniami religijnymi. „Matka Joanna od Aniołów” jest jednak narracją wyrastającą daleko poza chęć dzielenia się własnymi emocjami – to złożona historia ścierania się zamieszkujących w nas pokus i egocentrycznych pragnień z altruizmem wynikającym czy to z wiary, czy z odruchów człowieczeństwa.

Korzystałem z wydania

Jarosław Iwaszkiewicz, Matka Joanna od Aniołów
Książka i Wiedza, 1975

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej