„Szaraczkiewicz, wy nic nie rozumiecie, wy nie wiecie jak działa państwo”. Przeczytajcie mikroprozę Jarosława Banasia. Ciąg dalszy nastąpi.
Julian Arnold Szaraczkiewicz jest człowiekiem pospolitym, w średnim wieku, niczym się nie wyróżniającym. Pracuje w sklepie z używaną odzieżą w dużym nadmorskim kurorcie. Przejeżdża tu wiele osób z Polski i zagranicy. Szaraczkieiwcz lubi z nimi rozmawiać. Wieczorami przyswaja nowe słowa i fragmenty konwersacji. Popija kokosową wodę i rozmyśla o podróżach.
Jest kawalerem, nie posiada nałogów. Nie ma wymagań. Pod koniec minionego wieku odbył bolesną obowiązkową służbę wojskową. Udało mu się przeżyć a nawet awans na starszego szeregowca. Wtedy też próbowano go zwerbować do służb wewnętrznych. Ta formacja nie miała dobrej opinii. Odmówił. Jednak do dziś boi się wysokich wojskowych. Pułkownik, który go werbował, odmowę Szaraczkiewicza zapamiętał jako osobistą klęskę.
Ta nieprzyjemna wówczas rozmowa zakończyła się stwierdzeniem pułkownika „Szaraczkiewicz, wy nic nie rozumiecie, wy nie wiecie jak działa państwo”.
Kraj przechodził szybkie zmiany, jednak od jakiegoś czasu Szaraczkiewicz spotykał pułkownika w różnych sytuacjach, które wprawiały go w niepokój. Najpierw zobaczył go w kościele, jako nabożnego kapłana modlącego się za ojczyznę, ale pomyślał, że to tylko podobieństwo. Poszedł jednak po błogosławieństwo. Wtedy usłyszał słowa: „Co, Szaraczkiewicz dziwicie się, że mnie spotykacie, powiadam wam Szaraczkiewicz ponownie – tak działa państwo a wy nadal nic nie rozumiecie!”
Szaraczkiewicz spotkał też pułkownika jako miejskiego komendanta policji, jako sprzedawcę nieruchomości, jako wydawcę gazety, jako prowadzącego w lokalnej telewizji serwis informacyjny, w końcu jako posła na sejm, jako burmistrza i co najciekawsze jako kobietę walcząca o prawa kobiet a także jako geja który go podrywał, ale o tym nigdy nie opowiadał. Kiedy Szarczkiewicz szedł wypić kieliszek dla przytomności, za barem stał pułkownik.
Za każdym razem słyszał wplecione w wypowiedź lub bezpośrednią rozmowę słowa: „Tak działa państwo!”. A kiedy się dziwił się skrycie, jak to możliwe, że pułkownik może występować w tylu miejscach i rolach słyszał: „Wy Szaraczkiewicz nadal nic nie rozumiecie!”
Poszedł do lekarza psychiatry z obawy, że zwariował i ma przewidzenia, obsesje a może nawet ciężką chorobę umysłową. Oczywiście lekarzem był pułkownik. Przyjął go i wysłuchał cierpliwie. Zapisał antydepresanty, kasując honorarium powiedział: „Wy Szaraczkiewicz nadal nic nie rozumiecie. Tego się nie leczy. Tak działa państwo”.
Julian Arnold Szaraczkiewicz, człowiek pospolity, nadal prowadził spokojne życie jako sprzedawca w sklepie z używaną odzieżą w dużym nadmorskim kurorcie. Jego sklep, otoczony starymi, malowniczymi budynkami, był jak kolorowy punkt na tle szarości miasta. Nieopodal szumiało morze monotonnym rytmem, przypominając o nieuchronnym upływie czasu.
Jednak pewnego dnia, wszystko się zmieniło. Do sklepu przyszedł pułkownik. Mężczyzna o surowych rysach twarzy i przenikliwym spojrzeniu, który zawsze wydawał się być o krok przed wszystkimi zarówno w myślach jak i w czynach. Ten sam pułkownik, który próbował go zwerbować do kontrwywiadu podczas służby wojskowej. Przyniósł swoje trzy mundury i pierwszy raz zwrócił się do Szaraczkiewicza uprzejmie.
– Może zawiesi je Pan na wystawie, nie chcą ich w muzeum, a ja nie chcę ich wyrzucać. U pana na wystawie będzie im dobrze. No co, mogę o to prosić?
Szaraczkiewicz patrzył na pułkownika, a w myślach powtarzał słowa, które nigdy nie opuściły jego umysłu: „Szaraczkiewicz, wy nic nie rozumiecie, wy nie wiecie jak działa państwo!”.
W milczeniu wywiesił mundury na wystawie obok indiańskiego ponczo i letnich sukienek.
Pewnego wieczoru, Szaraczkiewicz siedział w swoim małym, skromnym mieszkaniu, słuchając wiadomości w radiu. Nagle, głos pułkownika wypełnił pokój. „Tak działa państwo”, mówił, a Szaraczkiewicz poczuł, jak zimny dreszcz przebiega mu po plecach.
Pułkownik nadal był wszędzie. W kościele, w mieście, w gazecie, w telewizji, w sejmie, nawet w walce o prawa kobiet. Czy to możliwe, że pułkownik jest wszędzie pomimo, że złożył rezygnację, że oddał swoje mundury? Czy to możliwe, że on, Szaraczkiewicz, nadal nic nie rozumie?
Julian Arnold Szaraczkiewicz nie mógł spać. Poszedł na spacer. Nie wiedział nawet jak znalazł się na molo. Burza na morzu szalała, fale rozbijały się o betonowe słupy molo z ogromną siłą, a wiatr wył jak dziki zwierz. Na końcu mola Szaraczkiewicz zobaczył dobrze znaną sylwetkę. Pułkownik pokonywał mozolnie barierę i szykował się do skoku w rozszalały sztorm.
Szaraczkiewicz poczuł, jak jego serce zamarza w piersi. Czy to możliwe, że jednak pułkownik ma rację? Utonie i on Szaraczkiewicz nigdy nie dowie się prawdy – podbiegł do desperata i przekrzykując ryk fal zadeklarował:
– Panie pułkowniku, wyrażam zgodę na współpracę z tajnymi służbami, niech pan nie skacze!
Pułkownik uśmiechnął się smutno i odpowiedział – wy Szaraczkiewicz nadal nie rozumiecie, jak działa państwo i skoczył.

