recenzja

O sztuce rządzenia ludźmi | Zbigniew Nienacki, Dagome iudex [recenzja]

„Dagome iudex”, zakotwiczona w polskiej przedhistorii opowieść Zbigniewa Nienackiego o mechanizmach władzy, wytrzymuje porównanie z dziełami Georga R.R. Martina czy J.R.R. Tolkiena. Opublikowana trzydzieści pięć lat temu, w roku 1989, zasługuje na to, by ją na nowo odkryć – w 30. rocznicę śmierci autora pisze Przemysław Poznański. 

„Nie istnieje człowiek, sprawa, zjawisko, a nawet żadna rzecz, dopóty, dopóki w sposób swoisty nie zostały nazwane. Władzą jest więc moc swoistego nazywania ludzi, spraw, zjawisk i rzeczy tak, aby te określenia przyjęły się powszechnie” – mówi „Księga Grzmotów i Błyskawic”. To motto trzytomowej powieści Nienackiego narzuca wprost interpretację dzieła, które skupia się na sztuce rządzenia ludźmi – na uczeniu się władzy, zdobywaniu jej, ale i traceniu. Po to, by utkawszy misterną sieć intryg znowu ją odzyskać.

To także opowieść o cenie władzy, jaką bywa pogrążanie się w nieufność i osamotnienie. Czasem cenie szczególnie wysokiej, choćby wtedy gdy sztuka nazywania rzeczy tak, by przejąć nad nimi kontrolę, oznaczać będzie nazwanie zdrajcą kogoś bliskiego. „Dagome iudex” jest bowiem powieścią, w której – niczym w późniejszej o kilka lat „Grze o tron” Martina – władza jest wartością nadrzędną, cenniejszą nawet niż więzy krwi, przyjaźń, albo przywiązanie.

Dylematy władcy  

Nie chodzi jednak o władzę samą w sobie. Jej zdobycie i utrzymanie ma w powieści Nienackiego wymiar historyczny i geopolityczny, ale i – niemniej ważny – osobisty, psychologiczny. Chodzi zatem o władzę jako środek do osiągnięcia celu większego w każdym z tych wymiarów. Jako drogę do stworzenia przez bohatera ponadczasowego bytu, jakim jest nowe, silne państwo, ale i drogę do zbudowania na tych fundamentach także poczucia własnej wartości, zadania kłamu toczącym bohatera kompleksom. Bohater Nienackiego, Dago, Piastun, wywodzi się bowiem z rodu ludzi karłowatych, lecz ma być jednocześnie dzieckiem olbrzyma Bozy. Ten konflikt napędza jego działania nie mniej niż chęć stworzenia państwa Polan.

Takie połączenie sprawia, że „Dagome iudex” – powieść konwencją wpisująca się w ramy fantasy, choć fantastyczną będąca tylko pozornie – wyrasta na dzieło tyleż historiozoficzne, co psychologiczne, w którym równie ważne jest ukazanie idei rządzenia z całym bagażem towarzyszących jej aksjomatów władztwa, ale i osobistych dylematów rządzącego, a wręcz traum targających osobą sprawującej władzę.

Przeczytaj także:

Zdeterminowany do czynienia rzeczy wielkich

Nienacki – choć daje nam zwartą fabularnie powieść z jednym głównym bohaterem – każdej z części nadaje osobną, wyróżniającą ją konstrukcję. Pierwszy tom zatem, „Ja, Dago” to opowieść przeplatająca dzieciństwo bohatera – obdarzonego niezwykłą siłą bezimiennego białowłosego chłopca – z losami młodzieńca, który po latach przebywania w istniejących już wówczas na mapie państwach zachodniej i południowej Europy, przybywa na ziemie leżące na wschód od rzeki Viaduy, by wcielić w życie ideę scalenia mieszkających tu plemion i ksiąstewek połączonych jedynie językiem Sklavinów, w zwarty twór, zdolny przeciwstawić się sile Teutonów (urastających w powieści do symbolu wszystkiego, co najgorsze), a także Bohemów czy Morawian. 

Od pierwszych chronologicznie scen buduje przy tym autor portret psychologiczny bohatera, opierając go w głównej mierze na traumie odrzucenia i niedostatecznie silnym poczuciu tożsamości. Gdy jeszcze przed postrzyżynami, a więc i przed nadaniem imienia, w obawie przed okazaną przez chłopca siłą, która mogłaby zagrozić władyce wioski, wyrzeknie się go rodzima społeczność Zemlinów, chłopiec przygarnięty zostanie przez olbrzymkę Zely, co z kolei zbuduje w nim przekonanie o płynącej w jego żyłach krwi olbrzymów – ze wszystkimi tego konsekwencjami i narzuconymi mu przez opiekunkę, a później kochankę, stereotypami – jak choćby tym, że kobieta rodząca olbrzyma musi przy porodzie umrzeć. To zderzenie braku poczucia własnej wartości z zaszczepionym mu poczuciem wyższości zbuduje władcę niewolnego od wątpliwości, ale jednocześnie zdeterminowanego do dokonywania rzeczy większych niż udało się komukolwiek przed nim.     

Błędy władcy

Drugi tom, „Ja, Dago, Piastun” to opowieść o budowaniu potęgi i to po dwakroć. Raz, gdy okaże się, że nawet komuś biegłemu w sztuce rządzenia może powinąć się noga – choćby wtedy, gdy nie jest w stanie ocenić w sposób racjonalny, czy obdarza zaufaniem właściwe osoby i czy nie kieruje się nieufnością wobec tych, którzy są mu lojalni. Drugi raz, gdy przyjdzie mu z powrotem stanąć z losem w szranki, by sięgnąć po to, co jak sądzi, mu się należy. Tom trzeci, „Ja, Dago, Władca” jest z kolei studium stagnacji, znanym z historii osiadania na laurach, skutkującym utratą chęci działania w przekonaniu, że posiadało się dość władzy, by trwała siłą rozpędu i tym samym powolnym wyzbywaniem się mocy sprawczej. Tu na pierwszy plan wysuną się synowie Piastuna, którzy na własnej skórze, często boleśnie, odczują trudy uczenia się sztuki rządzenia ludźmi.

W pierwszych tomach pokaże więc Nienacki żmudny proces zdobywania przez Piastuna kolejnych grodów, także siłą perswazji, dzięki której lokalni władycy zrozumieją korzyści oddania się Dagonowi w „piastowanie”, a potem odsłoni przed nami tajniki sprawowania władzy w myśl zasady „dziel i rządź”, z zakulisowymi knowaniami, układami, z posługiwaniem się wszelkimi możliwymi narzędziami nacisku, choćby ekonomicznymi, gdy okaże się, że ten, kto włada grodami portowymi, decyduje o losie tych, którzy spławiają do niego towary. W ostatnim obnaży autor „Dagome iudex” błędy, jakie popełnia władca zbyt mocno przekonany o swojej wszechmocy, lub taki, którego ambicja, a nawet pycha, nie idzie w parze z doświadczeniem, rozwagą czy mądrością.  

Przeczytaj także:

Prawda i mity

Bohater Nienackiego zażąda w pewnym momencie od napotkanego w lesie Teutona: „(…) powiedz margrabiemu Radborowi, hrabiemu Teodorychowi i komornikowi Meginfrydowi, a przede wszystkim Ludwikowi Teutońskiemu, że to ja zabiłem hrabiego Fredegara, a to dlatego, że z powodu mojej przyjaźni z Karlomanem rozkazał, aby mnie otruto”. To pokazuje, że choć porusza się Nienacki przez cały czas w obrębie naszej przedhistorii, niespisanej przez naocznych świadków i zaszytej jedynie fragmentarycznie w legendach, podaniach i kronikach późniejszych, to siłą jego powieści jest prawda rozumiana jako wersja zdarzeń możliwych, jeśli ocenić je z punktu widzenia skutków historycznych. A więc z perspektywy mówiącej, że w X wieku istniało już państwo Polan z silnym władcą i warownymi grodami, takimi jak choćby Gniezno czy Poznań.

To znacząco odróżnia tę powieść od wielkich dzieł fantasy, takich jak choćby cykl George’a R.R. Martina „Pień ognia i lodu” czy „Władcy pierścieni” J. R.R. Tolkiena. Pięciotomowa (jak na razie) opowieść o zmaganiach, by objąć Żelazny Tron rozgrywa się wszak w fikcyjnym świecie o odmiennej nie tylko geografii, ale i klimacie, historia ze Śródziemia czerpie co prawda z mitologii germańskiej, w tym nordyckiej, lecz nie osadza opowieści w wydarzeniach historycznych lub przedhistorycznych podaniach ustnych. Obaj autorzy tworzą swoje światy, w mniejszym lub większym stopniu poddane wpływom tego, co nadrealne, magiczne, nadprzyrodzone. Nienacki idzie więc zupełnie inną drogą, dając nam bardziej powieść (para)historyczną niż fantastyczną.

Legenda o smoku

Nazwy miejscowości czy krain – choć często zniekształcone, a także imiona bohaterów, mają tu źródło w nazwach i imionach istniejących. Fantastyczność dzieła zasada się więc bardziej na wyolbrzymionej i ukrytej za maską nadprzyrodzoności interpretacji zdarzeń z zasady prawdopodobnych oraz narzucaniu znanym dziś nazwom własnym etymologii wywodzącej się z legend i podań. Kraj Kwen, zamieszkiwany przez lud Amazonek, Ludzie Skrzydlaci czy Długogłowi będą więc u Nienackiego tyleż wypełniać znamiona ludów fantastycznych, co dadzą się osadzić w przedhistorii konkretnego miejsca.

Najlepszym przykładem budowania przez Nienackiego fantastyczności na gruncie zdarzeń możliwych, jest opowieść o smoku, którego pokonał Dago, uwalniając od tej klątwy lud Lisiców, który natychmiast oddał się dobroczyńcy w piastowanie. Spisana przez Herima, nadwornego skrybę Piastuna opowieść, okazuje się niczym innym jak „hagiograficznie” groteskowym wyolbrzymieniem opowieści o pojmaniu Szczeka, silnego i bezwzględnego mężczyzny, który terroryzował okoliczne wioski, żądając w zamian za odstąpienie od ataków oddawania mu co roku dziewczyny, którą on udusi „dla swej przyjemności”. Podobnie będzie więc choćby z uzyskaną przez Dagona w „magiczny” sposób długowiecznością. 

Przeczytaj także:

Eros i Tanatos

W przeciwieństwie do Tolkiena, autor „Raz w roku w Skiroławkach” i „Wielkiego lasu” pisze powieść dla dorosłych, w której – podobnie zresztą jak u Martina – jednym z narzędzi zdobywania władzy, ale i powodów jej tracenia, będzie seks, rozumiany tu zawsze jako element istotny fabularnie, poszerzający psychologiczne portrety bohaterów, stanowiący element w knutych tu intrygach. Autor „Dagome iudex” (tak zresztą jak i w poprzednich książkach) nie epatuje nagością czy erotyką, lecz stawia ją na równi z innymi elementami konstrukcyjnymi opowieści takimi jak przemoc, w oczywisty sposób wpisana w tego rodzaju opowieść (częste tu ucinanie głów mieczem) czy zmagania bitewne.

Fiksacja Dagona na puncie ciągłego poszukiwania w sobie cech olbrzyma ma więc też wymiar erotyczny. Nawet seksualność obcującej z kozłem karlicy Miłki okaże się istotna dla fabuły, gdyż pozwoli Piastunowi uczynić z dawnej rodaczki narzędzie zemsty. Nie daje nam więc Nienacki baśni, mitu, lecz opowieść wpisaną w prawidła znane z historii zdobywania władzy, z jej poetyką brutalności i bezwzględnego podporządkowywania sobie innych – w każdy możliwy sposób.

Mechanizmy władzy

Dwa pierwsze tomy „Dagome iudex” ukazały się w 1989 roku, trzeci w 1990, a więc w momencie zmian ustrojowych, co najprawdopodobniej sprawiło, że powieść w zasadzie przeszła niezauważona. Rzeczywistość skłaniała do lektury poszerzającej czytelnicze rozumienie zachodzących zmian, głównie więc sięgano do literatury faktu, na bok odkładając coś, czemu przyklejona została metka fantasy, a więc czegoś niepoważnego, wręcz infantylnego. Niesłusznie, bo przecież powieść Nienackiego jest właśnie opowieścią o czasie zmiany, o odchodzeniu tego, co stare i nadchodzeniu czegoś znacznie większego, co jednak wzbudza lęk i obawy. Jest też opowieścią o mechanizmach władzy – aktualną w każdym okresie dziejów.

Wydaje się, że autor powieści o Piastunie wyprzedził epokę, oferując nam dzieło, którego znaczenie, ale i fabularną atrakcyjność docenić możemy dopiero teraz, także poprzez porównanie z głośnym dziełem Martina. Dał nam bowiem opowieść doskonale osadzoną w realiach epoki, miejscami brutalną i zawsze konsekwentną w opowiadaniu o uniwersalnej i ponadczasowej sztuce rządzenia ludźmi.

Zbigniew Nienacki, Dagome iudex
Wydawnictwo Pojezierze, Olsztyn
tom I i II 1989, tom III 1990

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej