artykuł

Pożegnanie z Warszawą | Sylwia Zientek przenosi się do Luksemburga

Luksemburg zamiast Warszawy. Sylwia Zientek, autorka sagi „Hotel Varsovie”, żegnała się w czwartek ze swoim miastem i zapowiadała, że po trzecim tomie cyklu nie będzie już umieszczać w nim fabuły książek. Przynajmniej na razie. – Żeby pisać o Warszawie, muszę ją widzieć – przekonywała.

Sylwia Zientek jeszcze nie była w swoim luksemburskim mieszkaniu, w którym wkrótce zamieszka z rodziną. – Meblowałam mieszkanie, którego nie widziałam meblami z internetu. Dopiero się okaże więc, jaki to przyniosło efekt – śmiała się. Zientek dołącza do grona takich pisarek jak mieszkająca na stałe w Brukseli Grażyna Plebanek, tworzące w Berlinie Magdalena Parys i Brygida Helbig czy Marta Guzowska, na stałe mieszkanka Wiednia. Przeprowadzka związana jest z zawodową karierą jej męża. – Jest dla mnie źródłem szczęścia fakt, że został doceniony przez pracodawcę, że rozwija swoją karierę – zastrzegała podczas pożegnalnego wieczoru w Big Book Cafe autorka „Hotelu Varsovie”. Ale nie ukrywała, że decyzja o wyjeździe z Warszawy była dla niej trudna.

Sylwia Zientek

– Byłam mocno przerażona. Jednak ostatnio zaczęły mi się otwierać ciekawe perspektywy zawodowe związane z nowym miejscem zamieszkania – mówiła. Na pewno zajmie się projektem opisującym artystki, które zaczynały karierę w Polsce, ale kontynuowały ją w Paryżu. – Od dziecka mam fiksację na punkcie Paryża. Teraz będę miała możliwość popracowania w tym mieście, bo z Luksemburga to tylko dwie godziny jazdy pociągiem – przekonywała Sylwia Zientek w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Dodawała, że pisać może wszędzie. Ale już raczej nie o Warszawie. Ostatnią książką o tym mieście będzie trzeci tom „Hotelu Varsovie”.  Przynajmniej na razie.

– Żeby pisać o Warszawie, muszę ją widzieć – przekonywała Sylwia Zientek. Nie wykluczała jednak, że w końcu się złamie, a wtedy niezbędne będzie telefonowanie do znajomych, by opisali jej topografię miasta. – Wyobrażam sobie jak dzwonię z Luksemburga i pytam czy widać wieżę konkretnego kościoła, gdy stoisz np. pod kościołem Świętego Krzyża – śmiała się pisarka. – Przemierzałam te miejsca tysiące razy, ale pamięć bywa zawodna, tymczasem ja do topografii miasta przywiązuję wielka wagę – zaznaczała.

Sylwia Zientek i Magdalena Rigamonti

I to mimo że miasto opisywane w „Hotelu Varsovie” w zasadzie nie istnieje. Przynajmniej to XVII-wieczne z pierwszego tomu sagi. – W przypadku tego miasta zachłysnęłam się wizją zawartą w artykule prasowym i na rycinie Erika Dahlbergha. Zaczęłam sobie wyobrażać te pałace, ogrody tarasowe schodzące do Wisły, bogate w okazy fauny i flory. Tamta Warszawa była porównywana z Rzymem i Paryżem, bo dorównywała im splendorem – opowiadała Sylwia Zientek.

Ale romantyczna Warszawa opisana w tomie drugim, też jest fascynująca. – Wyobrażałam sobie młodzież pijąca poncz w „Dziurce Marysi”, młodego Chopina czy Słowackiego, który był wtedy biednym urzędnikiem i jedynie marzył o karierze poety – mówiła pisarka.

Sylwia Zientek

O ile miasto z „Hotelu Varsovie” to efekt żmudnego dokumentowania, o tyle we wcześniejszych książkach pisarka raczej odwzorowywała to miasto, które nosiła w sobie.

– W „Kolonii Marusia” pisałam o warszawskim Gocławiu lat 80. XX wieku. Dzisiejszego Gocławia nie da się porównać z tamtym, gdy na wielkim placu budowy stały cztery bloki, nie było sklepów czy szkół – opowiadała.

„Kolonia Marusia” cała jednak wywodzi się z emocji pisarki – jest powieścią biograficzna i niezwykle osobistą. To opowieść o traumie osób ocalonych z rzezi wołyńskiej. Autorkę zainspirowała książka Magdaleny i Maksymiliana Rigamontich „Echo”, pokazująca miejsca na Wołyniu, w których kilkadziesiąt lat temu były polskie wsie. Ale ważny jest w niej też wątek warszawski, watek miasta, które – jak mówiła pisarka – zniszczyło jej mamę.

– Mama zrezygnowała pod koniec lat 70. z pracy zawodowej, nie potrafiła się odnaleźć. Narzekała, że Warszawa jest potworem – przyznawała Sylwia Zientek.

Ona sama jednak kocha to miasto. Dlatego nie wyklucza, że zechce o nim pisać mimo odległości jaka będzie ją dzielić. – Leopold Tyrmand mieszkał w Nowym Jorku, a wciąż pisał o Warszawie lat 50. jako o najpiękniejszym mieście na świecie. To on napisał, że Warszawie wszystko się wybacza. Może okaże się, że będę miała tak samo – zastanawiała się Sylwia Zientek.

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.