Są książki, które powstają z planu. I są takie, które rodzą się z potrzeby. „Ordinarily Unusual: Cicha reinwencja ukraińskich kobiet” należy do tej drugiej kategorii – pisze w felietonie autor książki Andrew Wrobel.
25% przychodów z książki zostanie przekazane na Ukraińską Fundację United 24. Szukaj książki na Amazon.pl oraz w księgarniach internetowych

Pamiętam dokładnie: cztery dni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji miałem być w Ukrainie. To zdanie brzmi dziś jak nagłówek, ale wtedy było rzeczywistością, która nie dawała mi spokoju, bo choć fizycznie tam nie dotarłem, psychicznie byłem już po drugiej stronie granicy. Moi przyjaciele, współpracownicy — ich życie zaczęło się właśnie wtedy dzielić na „przed” i „po”.
Wśród nich była rodzina mojego kolegi z pracy. Ich codzienne decyzje — czy zostać, gdzie uciec, jak zdobyć dokumenty, jak poradzić sobie z niepewnością — śledziłem z bliska. Wojna przestała być czymś abstrakcyjnym. Stała się konkretnym wyborem: spać w piwnicy czy uciekać z miasta? A potem kolejnym: co robić, gdy już się ucieknie?
Wtedy właśnie zrozumiałem, że ta wojna to nie tylko bitwy o terytoria. To opowieści o zwykłych ludziach, których życie zostało przewrócone do góry nogami — i którzy musieli to życie ułożyć na nowo. I to właśnie kobiety — matki, nauczycielki, przedsiębiorczynie, pielęgniarki, studentki, artystki — stanęły często w centrum tej przemiany. Czasem z wyboru, ale częściej z konieczności.
Reinwencja bez mapy
Zawsze fascynował mnie temat reinwencji. W kontekście biznesu, kariery, osobistych zwrotów akcji. Ale to, co zobaczyłem w Ukrainie było czymś znacznie głębszym. To była reinwencja bez mapy, bez przewodnika. Wymuszona przez okoliczności, a jednak niosąca w sobie niesamowitą siłę.
Tytuł książki — Ordinarily Unusual — nie jest przypadkowy. Chciałem oddać paradoksalność tych historii. Bo wiele z bohaterek prowadziło przed wojną „zwyczajne” życie: dzieci, praca, weekendy u rodziny. Ale kiedy wszystko się rozsypało, ich reakcje były niezwykłe. Odwaga, z jaką podejmowały decyzje, by chronić bliskich, zdolność, by od nowa budować swoje kompetencje w obcym kraju. Wytrwałość, z jaką znosiły niepewność i strach.
Ich niezwykłość nie polega na tym, że są inne niż my. Polega na tym, że robią niezwykłe rzeczy w sytuacjach, w których wielu z nas po prostu by się zatrzymało.
Złożona tożsamość
Historie, które opisałem w książce, są bardzo różne. Ale łączy je jedno: każda z nich opowiada o kobiecie, która — mimo lęku i bólu — znalazła w sobie siłę, by działać.
Jedna z nich, Alla, pochodzi z rodziny, którą wojna rozerwała nie tylko geograficznie, ale i ideologicznie. Jej matka została w Ukrainie. Jej siostra, mieszkająca w Rosji, przestała się do niej odzywać. Jedna wojna, dwie narracje, jedna rodzina.
W rozmowie z Allą zaskoczyło mnie to, co początkowo wydawało się drobiazgiem: mówiła do mnie po rosyjsku. Kiedy zapytałem dlaczego, zaczęła opowiadać o swoim pochodzeniu, o wewnętrznych rozdarciach, o wojnie toczonej nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. To była lekcja: tożsamość jest złożona. I nie ma nic wspólnego z prostymi odpowiedziami.
One chcą być sobą
Z kolei Olha — nauczycielka, kobieta w wieku emerytalnym — opowiedziała mi historię, która została ze mną na długo. Uciekała z wnuczką i córką, ukrywała się w piwnicy, przeżyła trzy nieudane próby ewakuacji. A kiedy wreszcie dotarła do bezpiecznego miejsca, zorientowała się, że zostawiła za sobą coś, co miało dla niej ogromną wartość: rękopis swojej pracy doktorskiej. Lata pracy, badań, notatek — wszystko zostało w jej dawnym mieszkaniu. Dla wielu byłby to symbol porażki. Dla niej — impuls. Mimo wszystko obroniła doktorat. W nowym miejscu. W nowej rzeczywistości. W nowym języku. W wieku ponad sześćdziesięciu lat.
Wiele kobiet, do których się zwróciłem, wahało się. Niektóre odmówiły, inne zgodziły się tylko anonimowo. I ja to rozumiem. Mówienie o traumie to nie jest akt medialny. To intymny proces. Dlatego przez cały czas przyświecało mi jedno: szacunek. Żadnej z tych kobiet nie chciałem uczynić „symbolem”. Bo one same nie chcą być postrzegane jako bohaterki. Chcą być sobą. Chcą, by ich życie znów miało ciągłość — nawet jeśli już nigdy nie będzie takie samo.
Pytać ciszej
Ukraina to kraj, który dziś nie tylko walczy o terytorium. To kraj, który reinwentuje się na oczach świata. A kobiety — te same, które przed wojną zarządzały szkołami, fundacjami, salonami fryzjerskimi czy rodzinami — dziś zarządzają pomocą humanitarną, zakładają start-upy na emigracji, prowadzą domy dla uchodźców albo… uczą się, jak być same ze sobą w nowym kraju, jak być nową wersją siebie.
Pisząc tę książkę, sam przeszedłem pewien proces. Nauczyłem się pytać ciszej. Nauczyłem się nie szukać puenty tam, gdzie czasem wystarczy tylko obecność. Wydawało mi się, że wiem coś o odporności psychicznej, ale dopiero teraz rozumiem, że prawdziwa odporność nie polega na tym, by nie czuć strachu. Polega na tym, by działać pomimo niego.
„Ordinarily Unusual” to nie jest książka o wojnie. To książka o tym, co wojna ujawnia — w nas samych, w naszych decyzjach, w naszych ograniczeniach i możliwościach. To książka o kobietach, które miały wszystko, potem nie miały nic — a teraz tworzą coś nowego. Coś cichego, ale trwałego.
I może właśnie w tej ciszy kryje się najwięcej odwagi.
Książka „Ordinarily Unusual: The Quiet Reinvention of Ukrainian Women” ukazała się 8 maja 2025 roku i jest dostepna na Amazon.pl oraz w księgarniach internetowych. 25% przychodów z książki zostanie przekazane na Ukraińską Fundację United 24

