Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Robert Ziębiński.

– Chyba zawsze po prostu pisałem. Nie ma w tym jakiegoś specjalnego „dlaczego”. Bo lubię, bo potrafię, bo choć mnie to czasami strasznie irytuje i wkurza, nie umiem wyobrazić sobie innego życia – mówi Robert Ziębiński, dziennikarz, pisarz, scenarzysta. Były naczelny „Playboya”. Wcześniej przez prawie dekadę pracował w dziale kultury „Newsweek Polska”. Pisał dla „Tygodnika Powszechnego”, „Gazety Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Przekroju”, „Polityki”, „Wprost” i „Nowej Fantastyki”. Autor dwóch unikatowych na skalę europejską książek o Stephenie Kingu: „Stephen King: instrukcja obsługi” (książka roku serwisu „Lubimy czytać” 2019) i „Sprzedawca strachu” (2014), a także powieści sensacyjnych („Furia”, „Metro”, „Lockdown”, „Zabawka” i zekranizowany „Diabeł”) oraz powieści grozy („Dzień wagarowicza”) i powieści dla młodzieży („Czarny Staw”, „Wiła”). Wspólnie z profesor Moniką Całkiewicz napisał „Kroniki zbrodni”. Gdy nie pisze, czyta, uczy się reżyserii, słucha dużej ilości starego jazzu i chodzi na długie spacery z psem (suką). Prowadzi autorski fanpage. Pierwszą recenzję jego książki zamieściliśmy 13 czerwca 2019 roku, wywiad wideo z pisarzem opublikowaliśmy 18 czerwca 2019 roku.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Robert Ziębiński: Zależy od perspektywy. Jak zapytacie dziesięciolatka, powie ci że dużo. A w rzeczywiści tak naprawdę nic, mały pryszcz na tyłku wszechświata.
Debiutowałeś jako pisarz w 2010 roku. Z czym kojarzy ci się to półtorej dekady? Czy dostrzegasz istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– Nigdy tak nie myślałem, bo tak naprawdę pisaniem na poważnie zacząłem zajmować się dopiero od 2019 roku. Wcześniej to była zabawa, która stanowiła przerwę w pracy. W 2019 to się zmieniło. Jakbym miał wykazać realnie ważne tzw. kamienie milowe to pewnie byłoby to wydanie „Stephen King. Instrukcja obsługi” i „Lockdownu” – pierwsza spotkała się z niezwykle ciepłym przyjęciem ludzi, a „Lockdown” bardzo dobrze się sprzedał. Kolejnym byłoby wejście na plan „Diabła”. To było jak cofnięcie się do szkoły. Tygodnie nauki produkcji na planie, miesiące tej samej nauki w preprodukcji. Niezwykle ważne wydarzenie. W zasadzie na nowo formujące.
Dziesięć lat? Zależy od perspektywy. Jak zapytacie dziesięciolatka, powie ci że dużo. A w rzeczywiści tak naprawdę nic, mały pryszcz na tyłku wszechświata.
Czy gdybyś mógł cofnąć czas, zmieniłbyś coś w swoich pisarskich decyzjach?
– Wychodzę z założenia że nie ma czego żałować, bo czasu i tak nie cofniemy, a żal zawsze generuje złe emocje. Natomiast jak miałbym wykazać jeden moment, w którym powinienem zrobić coś w swoim pisaniu inaczej, to byłyby ten, w którym zrezygnowałem z pisania książek przez pracę nad „Diabłem”. Nie zrozumcie mnie źle, nie że w ogóle, tylko tak źle zarządzałem swoim czasem, że nie mogłem po pracy nad filmem siedzieć i pracować nad książką. Powinienem wtedy po prostu napisać powieść inną niż „Diabeł”. Dla zdrowia psychicznego, estetyki pracy i ogólnie dla trzymania pewnego rytmu.
Jak zacząłeś pisać? I dlaczego?
– Chyba zawsze po prostu pisałem. Nie ma w tym jakiegoś specjalnego „dlaczego”. Bo lubię, bo potrafię, bo choć mnie to czasami strasznie irytuje i wkurza, nie umiem wyobrazić sobie innego życia.
Dokończ: Gdybym jednak nie został pisarzem, a wcześniej dziennikarzem, to byłbym…
– Prezydentem Polski. Myślę, że standardy w tej funkcji są ostatnio tak zaniżone, że świetnie bym się sprawdził. Oczywiście żartuję… Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– Nie. W pewnym stopniu książka, która ukaże się za rok (tak mam zorganizowane życie, że wiem co wyjdzie za rok), jest moim spełnieniem marzenia o wielkiej powieści obyczajowej. Jej akcja toczy się na przestrzeni 25 lat w wielu miejscach w Polsce, opowiada o losach jednej rodziny, która rozpada się pod wpływem złych decyzji. Niespieszna powieść, którą trudno nazwać gatunkową.
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Żeby mnie ciekawiła, zaskakiwała i odprężała zarazem. Przez odprężenie rozumiem nie coś głupiego, a pozwalającego się odciąć – od świata, rzeczywiście problemów. A czy jest „Pod wulkanem” czy „Wierność w stereo”, nie gra roli.
Książka, która ukaże się za rok, jest moim spełnieniem marzenia o wielkiej powieści obyczajowej. Jej akcja toczy się na przestrzeni 25 lat w wielu miejscach w Polsce, opowiada o losach jednej rodziny, która rozpada się pod wpływem złych decyzji. Niespieszna powieść, którą trudno nazwać gatunkową.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) ukształtowały cię – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Myślę, że przez lata to się nie zmienia. Mamy więc Eliasa Canettiego i jego „Auto da fe” – powieść wybitną i absolutnie dla mnie kształtującą. „Buszujący w zbożu” Salingera może i jest wyborem trywialnym, ale to powieść, która przeorała mi nastoletnie myślenie o pisaniu, podobnie zresztą jak „Nagi lunch” Burroughsa. Lećmy dalej – „Upiorna opowieść’ Petera Strauba jako wzór horroru i od razu na drugą nogę „Egzorcysta” Blatty’ego, który pokazał że horror to nie tylko potwory, ale utrata możliwości otoczenia opieką dziecka. Autobiografia Martina Scorsese „Pasja i bluźnierstwo” jako rzecz pokazująca siłę miłości do pracy. A czy mam swojego ulubionego bohatera… hmm… szeryf z powieści Chandlera, który z bezczelną szczerością, mówił, żeby na niego głosować w wyborach, bo jest za stary, żeby zmieniać pracę.
Kiedy nie piszę, to…
– Oglądam, śpię, czytam.
Nad czym teraz pracujesz?
– Piszę książkę non fiction o historii kina grozy, która powinna ukazać się jesienią. Poprawiam drugi tom „Czarnego stawu”. I zmieniam trochę swój zawód, bo w maju wchodzę na plan swojego debiutu reżyserskiego. Więc stres jest… ale i ekscytacja.

