Anna Ciarkowska eksploruje w „Splotach” mechanizmy pamięci – z jej ułomnością i subiektywizmem. A przywołując też jej naturalną nietrwałość daje nam intymną opowieść o nieuchronności przemijania – pisze Przemysław Poznański.

W tej prozie, opartej na dwóch przeplatających się narracjach pierwszoosobowych oraz pokoleniowej interakcji między babcią a wnuczką, autorka zawiera opowieść skupioną przede wszystkim na etapowym odchodzeniu starszej z bohaterek, na zamykaniu przez nią kolejnych, a w zasadzie ostatnich rozdziałów życia. Zamykaniu poddanemu jednak nieustępliwej potrzebie utrwalenia na koniec tego, co najbardziej nietrwałe, a więc obrazów przywołanych z własnej pamięci.
Powodów, by to zrobić, jest wiele. Są i te, które o tyle nawiązują do kwestii pamięci, o ile wynikają ze świadomości powolnej utraty wpływu na to, co pozostanie po nas we wspomnieniach innych. Widzimy więc jak bohaterka zamartwia się, czy aby przed dłuższym wyjazdem dobrze posprzątała mieszkanie, w razie gdyby po jej niespodziewanej śmierci, ktoś musiał tam wejść, albo czy nie umrze w sposób nieodpowiedni, na przykład z zadartą spódnicą. Wydaje też zawczasu instrukcje, które z jej notatek zachować, a które spalić. Podobnie wydaje się być z procesem przywoływania i utrwalania przeszłości, który też staje się z początku elementem autokreacji. To „krok wyprzedzający, szach-mat, ostateczna wersja, którą zawłaszczam, sygnuję (…)”.
Tajemnica utrwalania przeszłości
W pamięci kryje się przecież dowód na istnienie – owo poczucie sprawczości, przeświadczenie że jeszcze się nad czymś panuje, że „można jeszcze dopisywać, zmieniać, zachować, przypominać sobie bez końca”, pokonać zawodność przynależną ludzkiej fizjologii, której umysł, nośnik pamięci, jest wszak nieodzowną częścią. Ale kryje się w niej też pułapka: przecież nigdy nie będzie można sobie przypomnieć wszystkiego, bo choćby najstarsze wspomnienia, z dzieciństwa, będą tylko pochodną tego, co zapamiętaliśmy z fotografii i wciąż będziemy mieć problem choćby z przypomnieniem sobie koloru swetra babci.
Główną bohaterką tej pozornej autofikcji, czy raczej autofikcji antycypacyjnej, bo wybiegającej niemal sześć dekad do przodu, jest imienniczka autorki. To Anna Ciarkowska, pisarka, która w wieku dziewięćdziesięciu ośmiu lat postanawia napisać swoją ostatnią książkę. Książkę, która byłaby zapisem życia, splecionym z tego, co udało jej się zapamiętać. Książką, której powstawanie doprowadzi do jednego z wielu splotów obecnych w tej prozie: połączy dwa pokolenia w próbie zrozumienia tajemnicy utrwalania przeszłości, tajemnicy życia i śmierci, w końcu też tajemnicy literatury jako nośnika pamięci.
Przeczytaj także:
Przyszłość przeszłości
Umieszczenie fabuły powieści w latach 80. XXI wieku nie jest tu wyznacznikiem konwencji, w którą próbowałaby się wpisać Ciarkowska. Owszem, odrabia autorka lekcję z futorologii, nienachalnie wplątując w narrację znaki czasu przyszłego, w tym wynalazek istotny dla nadrzędnego tematu tej prozy. Zabieg ten jednakowoż wydaje się być próbą odwrócenia wektora pamięci, czy może raczej oswojenia jej u źródła. Zapisania teraźniejszości, a więc naszego tu i teraz, jako przeszłości w tu i teraz powieściowym. Trochę tak jakby – wzorem bohaterki – chcieć zapanować zawczasu nad narracją, jaką inni będą snuć o nas.
Otwarte pozostaje jednak pytanie, dla kogo owa narracja Ciarkowskiej-bohaterki miałby być przeznaczona. Wędrówka autorki w przyszłość jest wszak podróżą do rzeczywistości, która okazuje się być w sposób możliwie najprostszy pochodną naszego świata – a zatem jest to rzeczywistość pogrążająca się w klimatycznym kryzysie, znajdująca się wręcz na skraju anihilacji, gdzie żywność jest reglamentowana, co oznacza choćby, że wędzona ryba dla babci (dobra na pamięć) zdobyta zostaje przez wnuczkę nielegalnie. Lecz znów: nie wciska to opowieści w ramy prozy apokaliptycznej, lecz współgra z opowieścią o końcu świata jednostki, o jej odchodzeniu, w końcu o śmierci. I o tym, że być może wspominamy przede wszystkim dla siebie, dla własnej chęci ocalenia przeszłości, nawet jeśli samo życie już ustanie? Dla pozornej „wieczności” wydrukowanego na kartkach przekazu, nawet jeśli nikt nie miałby go już przeczytać?
Sztafeta pamięci
Być może więc jest to przede wszystkim opowieść jednego pokolenia dla kolejnego, snuta „na żywo”. Opowieść babci dla wnuczki, która tu wspomaga wszak nestorkę w zapisywaniu wspomnień, nagrywa je, gdy ręce babci okażą się nie być już wystarczająco sprawnymi, by stukać w komputerową klawiaturę.
Z drugiej strony przeplatająca się z tą narracją opowieść wnuczki, asystującej babci w czynionych przez nią zmaganiach z przypominaniem sobie przeszłości i jej utrwalaniem, staje się pierwszym wkładem do jej własnych wspomnień, o ile w pogrążającym się w niebycie świecie uda się jej dożyć starości, by móc je także spisać. Tak czy inaczej stajemy się świadkami zapętlania się opowieści w sztafetę pamięci, wykraczającą poza następstwo pokoleń mogących o sobie pamiętać, niesioną z czasem jeszcze dalej – także dzięki wynalazkowi sPLOT-u, mającego zwolnić człowieka z obowiązku notowania wspomnień, bo potrafiącego zapisać ludzką sieć neuronalną, choć przy okazji niwelującego przecież całą subiektywność opowieści.
Jedyna możliwa nieśmiertelność
„Sploty” to zaproszenie do rzeczywistości kameralnej, wręcz ciasnej, jak pokoik Anny w domu opieki, wyznaczonej ramami tego, co narratorka chce nam przekazać, a co wynika tak z chęci budowania przez nią subiektywnego obrazu swojego życia, jak i z materii dziurawej, ułomnej, niedoskonałej – z ludzkiej pamięci. Pamięci, która z jednej strony jest widomym znakiem przemijania, bez którego by jej przecież nie było, z drugiej jednak – zachowana i niesiona dalej – urasta w świecie, gdzie wszystko ulega rozkładowi (grzebień – sto lat, zdjęcie – dwanaście tygodni), do rangi symbolu jedynej możliwej nieśmiertelności.
Anna Ciarkowska, Sploty
Wydawnictwo W.A.B, 26 marca 2025
ISBN: 9788383875897
For Memory | Anna Ciarkowska explores in “Sploty” (Splices) the mechanisms of memory – with its frailty and subjectivity. And by also evoking its natural impermanence she gives us an intimate story about the inevitability of passing,” writes Przemyslaw Poznanski.

