„Ciała subtelne” Jennifer Down to poruszająca opowieść o traumach, od których nie ma prawdziwej ucieczki, nawet gdy przekroczymy granice państw i po wielokroć wymyślimy siebie na nowo. Chyba, że znajdzie się ktoś, kto pomoże nam stawić czoła przeszłości – pisze Przemysław Poznański.

„Mam dobrą pamięć, ale nie ma w niej miejsca na moją matkę” – brzmi jedno z pierwszych zdań tej powieści. Ta konstatacja wciąga nas nie tylko w świat wysmakowanej prozy, jaką oferuje Jennifer Down, ale przede wszystkim w powieściową rzeczywistość, budowaną z jednej strony z wypieranych, a jednak przywoływanych ostatecznie przez pamięć fragmentów przeszłości, z drugiej – z doświadczenia bycia porzuconą. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Nazwanie tej powieści bildungsromanem byłoby uzasadnione tylko w części. „Ciała subtelne” dają bowiem opowieść wykraczającą z czasem poza ramy historii o dojrzewaniu, stając się narracją o odrzucaniu tożsamości, na której spoczęło odium przemocy, nadużyć i fałszywych (być może) oskarżeń, przy jednoczesnej świadomości, że w istocie całkowite wyrwanie się w taki sposób z piekła przeszłości nie jest możliwe, nawet gdy zmienimy to, co zewnętrzne, w tym imię, nazwisko, narodowość, akcent.
To co stłamszone
Holly jest Amerykanką mieszkającą w stanie Vermont. Jest rok 2018, gdy na jej skrzynkę trafia mejl od Tony’ego. Mężczyzna, na oko jej równolatek, dopytuje czy kobieta nie jest może krewną Maggie Sullivan z Australii. Ta dwudziestopięciolatka zniknęła wiele lat temu bez śladu, a mężczyznę uderzyło podobieństwo Holly do dawnej jego znajomej, przyjaciółki z rodzinnego domu dziecka. Wiadomość zaniepokoi narratorkę, ale i zmusi z czasem do wyjęcia z pamięci tych fragmentów przeszłości, które świadomie wcisnęła w najciemniejsze zakamarki niepamięci. Bo Holly to Maggie. I to w większym stopniu niż by sama tego chciała.
Jakiejkolwiek nie poddalibyśmy się reinwencji naszego ja, całkowita ucieczka od tego, co boli, wydaje się bowiem niemożliwa. Paradoksalnie także dlatego, że nadpisywanie na siebie kolejnych tożsamości, mające przygnieść i sprasować przeszłość, działa w sposób odwrotny: stymuluje pamięć i każe powracać nieprzepracowanym traumom. Możliwe więc, że mejl od Tony’ego stanie się dla Holly/Maggie, a po drodze też Josie, niezbędnym bodźcem do odblokowania tego, co stłamszone i tym samym do zrozumienia tego, co tak naprawdę uniemożliwia prawdziwą ucieczkę.
Katalog możliwego zła
Od czego ucieka? Od całego swojego wcześniejszego życia, bo udziałem dziewczynki, odebranej w wieku zaledwie pięciu lat samotnemu ojcu, narkomanowi i kryminaliście, staje się wszystko, co najgorszego znaleźć można w systemie instytucjonalnego wychowania, niezdolnego do zaoferowania dzieciom właściwej opieki. Jennifer Down pokaże nam ten system czerpiąc z całego katalogu możliwego zła, jakie rodzi się tam, gdzie to co w ludziach najgorsze trafia na podatny grunt z powodu braku właściwego nadzoru czy luk prawnych. Molestowanie, gwałty, przemoc, poniżanie – nie tylko ze strony opiekunów, ale nawet tych, którzy powinni patrzeć im na ręce – będą tu na porządku dziennym.
Owszem, nie zawsze i nie wszędzie. Maggie trafi raz czy dwa do opiekunów, którzy będą chcieli jej dobra, pochylą się nad nią, przekonają do nauki, jak choćby państwo Dunn czy Judith. Rzecz w tym, że prawdopodobnie stanie się to za późno. Obserwować będziemy bohaterkę, tak mocno zakotwiczoną w doświadczeniu poniżenia i przemocy, że nieufającą już nawet sobie, zmagającą się choćby z syndromem oszusta, gdy uda jej się nadspodziewanie dobrze zdać szkolny test, szukającą akceptacji w grupach dopuszczających się przemocy rówieśniczej, wreszcie doświadczającą epizodu klinicznej depresji, katatonii, psychozy.
Przeczytaj także:
Budowanie na grząskim gruncie
Wszystko to sprawia, że wszelkie ucieczki Maggie skazane są na niepowodzenie, a przynajmniej nie są ucieczkami w pełni. Studia, małżeństwo, ciąża, macierzyństwo, a zatem rodzina, jakiej ona sama nigdy nie miała – wszystko to, co ma jej pomóc w budowaniu nowych doświadczeń, nowej „ja”, okaże się w pewnym momencie budowane na grząskim gruncie, wciągającym kobietę w otchłanie odrzuconej przeszłości. W sensie symbolicznym wszystko to, co Maggie buduje, by dojrzeć, dorosnąć, skazane jest na klęskę, a na pewno skutkować kolejnym bólem, czasem rozdzierającym serce. Dorosłość jako stan mozolnie wypracowanej stabilności nie może się ziścić przynajmniej tak długo, jak długo młoda kobieta pozostawać będzie, choćby nieświadomie, tamtym skrzywdzonym dzieckiem.
Dojrzewanie będzie więc procesem, wiążącym się z próbą zrozumienia, co kryje się pod licznymi maskami, wyuczonymi akcentami, pod kolejnymi imionami, które sukcesywnie na siebie zakłada Maggie. Kolejne związki, przeprowadzki, każda nowa praca, poznani ludzie i wszystkie zmyślenia na swój temat – wszystko to stanowić będzie kartki w katalogu kolejnych inicjacji, które tyleż wzbogacać będą doświadczenia narratorki, co przecież jednocześnie zakłamywać prawdę o niej.
Tożsamość z papieru
Jest w powieści zaszyta metafora papierowych lalek, którymi bawi się narratorka, gdy jeszcze mieszka z ojcem. „Każdej z nich nadałam inne imię. W zeszłym tygodniu w pubie podsłuchałam, jak opowiadał jakiejś kelnerce, że każdej z nich przypisałam inną osobowość. (…) Chciałam wyjaśnić, że wcale nie wymyśliłam tych wszystkich imion i cech charakteru, widziałam je po prostu równie wyraźnie jak kolor włosów każdej z tych lalek” – powie nam Maggie. Ta zabawa z dzieciństwa przyda się jej później, gdy widząc siebie w każdej nowej odsłonie, konsekwentnie konstruować będzie kolejne tożsamości.
Każda z nich będzie jednak w jakimś sensie z papieru – będzie przykrywać prawdę, nie zawsze jednak szczelnie, nie zawsze trwałą powłoką. Czasem, aby ją naruszyć, wystarczy sen, w którym – jak powie nam w pewnym momencie – chodzić będzie po tych pokojach, które celowo zamknęła i nie przechodziła potem nawet „sąsiadującymi z nimi korytarzami”. Ucieczka od przeszłości wydaje się zatem niemożliwa, a zmierzenie się z nią – konieczne. Może potrzebny jest niespodziewany mejl, który pozwoli stawić czoła temu, co tak głęboko zostało schowane w szufladach pamięci?
Jennifer Down, Ciała subtelne (Bodies of Light)
Przełożyła Dorota Konowrocka-Sawa
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa, 9 października 2024
ISBN: 9788383199030
Maggie’s Escapes | “Bodies of Light” by Jennifer Down is a moving story about traumas from which there is no real escape, even when we cross national borders and reinvent ourselves many times over. Unless there is someone to help us face the past,” writes Przemysław Poznański.

