recenzja

Żyć na 110 procent | Witek Łukaszewski, Jak ograłem PRL. Z gitarą

„Z gitarą”, drugi tom powieściowego cyklu Witka Łukaszewskiego „Jak ograłem PRL”, to opowieść o niezgodzie na wpisaną w DNA ustroju „bylejakość i beznadziejność”. I jednocześnie o sile i samozaparciu, jakie są w takiej rzeczywistości potrzebne, by żyć na własnych zasadach – pisze Przemysław Poznański.

Książka ta zaczyna się od… odsunięcia od władzy Władysława Gomułki i powołaniu na funkcję I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edwarda Gierka. Jest grudzień 1970 roku i Polska staje u progu zmian. Zmian politycznych, ale też – co w powieści Łukaszewskiego jest najistotniejsze – zmian, które wpłyną na życie zwykłych ludzi, także gdzieś w małym poniemieckim miasteczku na tzw. ziemiach odzyskanych, w którym mieszka bohater książki, Franek Lipa.

Ten początkowy akord nada ton całej melodii, jaką zagra i zaśpiewa nam autor – jego powieść jest bowiem z jednej strony – i przede wszystkim – bildungsromanem, opowieścią o dojrzewaniu chłopaka z prowincji, z drugiej jednak wpisze ów indywidulany los w szerokie polityczno-gospodarczo-obyczajowe tło, którego specyfika zmusi bohatera to takich, a nie innych zachowań. Lub – mówiąc słowami jego ojca – do życia „na sto dziesięć procent”, do rytmu melodii i piosenek z epoki.

PRL w miniaturze

Na początku tej powieści Franek ma czternaście lat i jego rzeczywistość wciąż wyznaczają doskonale znane już z poprzedniego tomu punkty, takie jak szkoła, dom i kiosk RUCH-u, prowadzony przez jego rodziców. Kiosk, który stanie się w powieści w pewnym sensie PRL-em w miniaturze, probierzem zmian, wyznacznikiem standardu życia Polaków, ale i miejscem, w którym młody bohater dostrzeże, że nie wszyscy są równi, że jednym powodzi się gorzej, a innym lepiej. Rzucone do kiosku mydło „Fa” stanie się więc symbolem gierkowskich przemian, podpartych zachodnimi kredytami, a zamożność klientów wyznaczy kupowany proszek do prania – ci bogatsi brać będą „E” do automatów, a nie zwykły proszek do pralek „Frania”, palić będą zaś carmeny, na nawet rzucone czasem do kiosku marlboro, gdy biedniejszym przyjdzie się zadowolić się giewontami lub ekstra mocnymi.

W efekcie tego bohater powieści, kontestować zacznie zastany porządek, w którym jego stać na kasety magnetofonowe Stilon, czy w najlepszym przypadku ORWO, a syna działacza partyjnego, prywatnie jego najlepszego przyjaciela – na zachodnie BASF-y. Franek zapragnie wyrwać się z zaklętego kręgu niemożności, z owego szaro-szarego tła, na którym raz po raz, sporadycznie, pojawiały się „kolorowe ptaki” w rodzaju Maryli Rodowicz, Czesława Niemena, Marka Grechuty, Tadeusza Nalepy czy… Stefanowicza, właściciela miejscowego, prywatnego sklepiku, w którym można było dostać produkty nieosiągalne normalnie na rynku. Jak choćby atrament marki pelikan, którym Franek będzie chciał początkowo pisać wiersze, choć ostatecznie posłuży mu on do uwiecznienia twórczości zupełnie innego rodzaju.

Przyciśnie, by wygrać

Bohater Łukaszewskiego ewoluuje bowiem. Rozciągnięta na kilka lat fabuła pokaże go jako ambitnego kolarza, który mimo młodego wieku jak równy z równym stawi czoła starszym i bardziej doświadczonym zawodnikom, jako zdolnego ucznia, jako studenta i w końcu – zgodnie z tytułem – gitarzystę. We wszystkich tych wcieleniach Franek Lipa będzie bardzo konsekwentny: odpuści tam, gdzie nie będzie widział perspektyw sukcesu, przyciśnie tam, gdzie może wygrać. Nawet do przesady, nawet kosztem wolnego czasu czy wręcz zdrowia.   

Franek Lipa – będący być może zresztą alter ego autora, znanego gitarzysty klasycznego, elektrycznego i basowego, wokalisty i kompozytora oraz autora tekstów i pisarza – nie znosi bowiem nudy i powtarzalności. Jest chłopakiem niespokojnym, pełnym pasji, poszukującym tego, co wyrwie go z monotonii i małomiasteczkowych kolein. Niech będzie to rower, niech będzie to gitara, a może szerzej – muzyka. Tę ostatnią bohater pozna dzięki Zdzichowi – kolejnemu z kolorowych ptaków, równolatkowi, który zarazi go miłością do Led Zeppelin czy Pink Floyd.

Przeczytaj także:

Między cybernetyką a muzyką

Tak jak sukcesy Ryszarda Szurkowskiego wcześniej przekonywały bohatera do uprawiania sportu, tak teraz usłyszane w radiu i nagrywane na kasety solówki gitarowe staną się dla niego inspiracją do spróbowania własnych sił w graniu i śpiewaniu. Choć w jego przypadku słowo „spróbować” znowu obciążone zostanie dodatkowym ciężarem. Owym przekonaniem, że jeśli zabiera się za muzykę, to musi włożyć w to wszystkie siły, nawet kosztem studiów z cybernetyki na poznańskiej Akademii Ekonomicznej. Wybór między uczelnią a muzyką nie będzie zresztą trudny, bo kierunek studiów podyktowany był głównie chęcią wymigania się od służby wojskowej, a dodatkowo gmach Filharmonii Poznańskiej doskonale widać ze schodów prowadzących do uczelni.

To tam – w służącej za salę koncertową filharmonii – Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Franek usłyszy światowej sławy gitarzystę Jean-Pierre’a Jumeza, który zresztą – trochę  jak Lipa – porzucił swego czasu karierę sportową, by poświęcić się muzyce. To także tam posłucha, a potem osobiście pozna członków zespołu SBB – Szukaj, Burz, Buduj, polskiego zespołu rockowego, założonego przez Józefa Skrzeka grającego w swojej karierze blues-rock, jazz-rock i rocka progresywnego.

Samorealizacja

To będzie kolejna z charakterystycznych wszak dla bildungsromanu inicjacji bohatera: pierwszy raz w prasie jako lokalna gwiazda, pierwszy na mecie, pierwsze miłosne uniesienia i romans ze starszą kobietą, pierwsza gitara klasyczna, pierwsza gra na gitarze elektrycznej, i w końcu pierwsze spotkanie twarzą w twarz z idolami, kolejnymi kolorowymi ptakami PRL-u, po których jego życie nigdy nie będzie już takie samo. 

Bo „Z gitarą” jest opowieścią o samorealizacji, chwilami nieco łotrzykowską i przezabawną, chwilami pełną pretensji do zagrabionych przez socjalistyczny ustrój możliwości, chwilami wzruszającą, zawsze jednak poddaną przekonaniu bohatera, że można osiągnąć w życiu to, czego się pragnie. O ile stać nas na konieczne wyrzeczenia, o ile zrozumiemy, że aby zrealizować nasze pasje, musimy znaleźć w sobie siłę większą niż inni. Żyć nie na sto, ale na co najmniej 110 procent.

Obejrzyj recenzję

Witek Łukaszewski, Jak ograłem PRL. Z gitarą
Wydawnictwo Szara Godzina, 30 września 2024
ISBN: 9788367813563

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej