recenzja

Z wrażliwości | Wioletta Grzegorzewska, Tajni dyrygenci chmur

„Tajni dyrygenci chmur” Wioletty Grzegorzewskiej zapraszają nas do świata „lat dziecinnych”, zanurzonego tyleż w realiach epoki, co w wyobraźni bohaterki i jej niezwykłej wrażliwości. Ale i poddanego temu, co od bohaterki niezależne, a co nieuniknione na drodze do dorosłości – pisze Przemysław Poznański.

Grzegorzewska daje nam bildungsroman bez reszty zbudowany na pierwszoosobowej narracji dwunasto-, trzynastoletniej Loli, dziewczynki postrzegającej otaczający ją świat – wieś Koziegłowy leżącą „na skraju Jury”, a w zasadzie jej część zwaną Hektary, przez pryzmat życia wyznaczanego rytmem pór roku, codziennych obowiązków, szkolnej nauki i wakacji, wreszcie też jednorazowych zdarzeń, które odcisną na niej i na jej życiu niezatarte piętno. Ale i przez pryzmat specyficznych miejscowych języków i słów, wplecionych w zasłyszane opowieści, rodzinne historie, legendy, miejscowe wierzenia. Wszystko to pozwoli młodej bohaterce zbudować wokół siebie przestrzeń uwitą tyleż z wrażeń, co z marzeń, z wyobraźni.

Co ważne, autorka – trochę wzorem ojca bohaterki, z zamiłowania preparatora ptaków – zatrzymuje ten czas, który wszak odszedł, w jego niepowtarzalnej postaci, otorbia nieprzenikalnymi granicami dat. Owszem Lola mówi do nas narracją w czasie przeszłym, a zatem z perspektywy od opisanych zdarzeń późniejszej, jednak odnajduje w sobie składowe tamtej rzeczywistości i odtwarza je dla nas wraz z całą swoją ówczesną późnodziecięcą lub też może nawet wczesnomłodzieńczą niewinnością, prostodusznością i naiwnością, jej najszczerszym zdziwieniem, jej smutkiem, jej niezrozumieniem licznych aspektów rzeczywistości, do której holistycznego obrazu, a tym bardziej obrazu widzianego z czasowej perspektywy, nie miała w owym czasie dostępu. Podziw budzi przy tym pieczołowite odtworzenie przez Grzegorzewską każdego szczegółu tamtego świata, każdego koloru, zapachu, zwyczaju, każdego charakterystycznego dla regionu słowa, pieśni, opowieści.

Świat braków

My – nieco cyniczni, bo skażeni już doświadczeniem życia – obserwatorzy owej rzeczywistości, dostrzegamy, że tym, co pokrywa jak kurz cały świat Loli i jej rodziny, jest bieda, domena lat 80. XX wieku, z permanentnym „niedoborem”, kartkami na cukier i mięso. Lola – wychowująca się w tym świecie braków, posiadająca zaledwie dwie bluzki, które pierze na zmianę i prasuje tak długo „aż nabierały klasy” – tę biedę dostrzeże dopiero z czasem, gdy dane jej będzie na chwilę zakosztować innego świata. Nie podda jednak nawet w tamtej chwili swojej rzeczywistości współczesnemu nam osądowi epoki, nie ulegnie zgoła publicystycznej manierze użalania się nad własnym losem, czy oceniania polityczno-społecznych zjawisk, a poczuje co najwyżej zawstydzenie dziecka, którym w tamtej chwili wciąż przecież jeszcze będzie.

Pierwsza wizyta w bibliotece, pobyt w szpitalu, pierwszy wyjazd na kolonie i szok poznawczy, gdy w jednej chwili poczuje się jak „świniopas, który dostąpił łaski wstępu do pałacu”, wreszcie pierwsze erotyczne doznania, pierwsza zawiedziona miłość, czy wyjazd do nowej szkoły – w relacjach z tych „pierwszych w życiu” zdarzeń usłyszymy najszczersze zdziwienie, zaskoczenie, nawet zawstydzenie czy ból, podobne zresztą do tego, które odczuje wcześniej w domu, gdy ktoś napomknie, że nie jest równie piękna jak jej matka, albo gdy w dziecięcej wyliczance podczas obiadu przypadnie jej rola „szczura”, czy „łba obdartego”. Lola – nawet patrząc na tamten czas z perspektywy minionego czasu – nie zdecyduje się zataić przed nami niczego, poddać swoich wrażeń cenzurze, czy właściwej dorosłym autokorekcie wynikającej choćby z chęci ukazania siebie w lepszym świetle.

Krok w krok

Postawienie przez autorkę na tak specyficzną narrację sprawia, że podążamy za Lolą krok w krok, by wraz z nią poznawać otaczający ją świat i wraz z nią dojrzewać, chłonąc jej odczucia, najbardziej intymne przeżycia i poznawać myśli, kameralność emocji. Dotyczy to też jej reakcji na to, co od bohaterki niezależne, narzucone, włącznie zresztą ze skomplikowaną historią regionu. Gdzieś na początku tej historii wydarzy się rodzinna tragedia – śmierć ciotki, co nie da o sobie zapomnieć przez lata, może nigdy, a samą Lolę wystawi na zbyt trudną dla dziecka próbę przedłożenia empatii nad egoizm. Próbę, której nie podoła. Nad wsią nieuchronnie przepłynie też radioaktywna chmura z Czarnobyla, niosąca pełne niepokoju pytania dorosłych o stan wody w stawie czy jakość trawy na łące. Poznamy te chwile, przefiltrowane przez punkt widzenia Loli, jej próbę zrozumienia reakcji dorosłych od początkowego niedowierzania („radziecka ściema”), po hipochondryczny wręcz strach ojca, skradającego się do studni w płaszczu przeciwdeszczowym i dwa razy dłużej gotującego wodę na herbatę.

Zdarzy się, że emocje bohaterki i wynikająca z nich spontaniczność wezmą górę nad rozsądkiem, czy dobrym wychowaniem. Tak będzie choćby wtedy, gdy napluje księdzu do butów w proteście przeciw naginaniu ludowych wierzeń do jego własnych celów. Cokolwiek jednak Lola powie, zrobi, pomyśli czy wymyśli, będzie tu przede wszystkim pochodną jej wrażliwości, a w zasadzie hiperwrażliwości. Dziewczynka chłonie nie tylko to, co pozwalają absorbować zmysły, ale i całe rejestry tego, co zwykle niedostrzegalne, podświadome, a nawet z pogranicza snów. Czuje więcej niż jej otoczenie, jest w jakimś sensie odmienna niczym ujrzana w lesie sarenka-albinos, a to sprawia, że musi szukać innych sposobów na oswojenie rzeczywistości niż jej rówieśnicy. Ta hiperwrażliwość, przejawiająca się też choćby niezgodą na krzywdę zwierząt (wszystkich, nawet wszy) staje się nadrzędnym budulcem opowieści, punktem wyjścia dla wszystkiego tego, co wyznaczy drogę bohaterki do dojrzałości. Wszystkiego tego, co narysuje, albo zapisze w formie wierszy w swoim „Atlasie strachów na wróble”, będącym próbą oswojenia świata, nazwania go, a zatem zrozumienia.

Między dostrzegalnym a niedostrzegalnym

Nic dziwnego, że w postrzeganiu świata przez osobę tak wrażliwą zacierają się granice między tym co realne, a wyobrażone, jak w scenie, gdy wieczorem pokój Loli się „upłynni”, a jej samej wyrosną za uszami niewidzialne płetwy, matka zaś, jeśli się „zapierzyni” (a więc w jakimś sensie odizoluje od świata) „obrośnie w pióra i odleci”. Podobnie jest z postrzeganiem przez bohaterkę i umiejscawianiem w rzeczywistości tego, co zakorzenione w ludowej demonologii, a co wciąż żywo rezonuje nie tylko w babcinych opowieściach, ale i dziecięcych przekonaniach o istnieniu „duchów złych braci”: beboka i ćmoka. Podobnie jest z jej snami, które mają prawo okazać się prawdą.  

To, co niedostrzegalne, jak i to co dostrzegalne, a nawet to, czego dostrzegać się nie chce, jak choćby rodzinne kłótnie, skutecznie wypierane przez bohaterkę dzięki jej „odcięciu się” w samotni na strychu, podobnie jak to co zapamiętane, doświadczone, przebolane, razem składa się zatem w spójny, dopełniający się obraz dojrzewania młodej bohaterki. Obraz – owszem – w sporej mierze uzależniony od realiów epoki, relacjonowanej tu jednak najczęściej w narracji behawioralnej, bardziej jednak poddany temu, co wnosi do niego Lola i jej niepowtarzalność. „Tajni dyrygenci chmur” – ów obraz przemijającego wszak dla dojrzewającej bohaterki „kraju lat dziecinnych” – korzystając z ważnego doświadczenia zbiorowego, jakim dla pokolenia dzisiejszych pięćdziesięcioparolatków są niewątpliwie lata 80., staje się przede wszystkim kameralnym obrazem skoncentrowanym na indywidualności, pochwałą wrażliwości i wynikającej z niej odmienności. Cech, które bohaterka najwyraźniej musi ponieść dalej, poza czas określony ramami fabuły, skoro po latach jest w stanie go dla nas tak wnikliwie odtworzyć.

Wioletta Grzegorzewska, Tajni dyrygenci chmur
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 15 maja 2024
ISBN: 9788383196879

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej