felieton

Berlin na wynajem | Felieton Dawida Kornagi

Długie rozmowy teraz, krótka pamięć później. Berlin na wynajem tak już ma, udziela się to miejscowym i przyjezdnym. Dobrze, że się na to jakimś cudem uodporniłem – pisze w styczniowym felietonie Dawid Kornaga, autor m.in. powieści „Berlinawa”.

Dawid Kornaga, fot. Rafał Meszka

Kiedy w 2012 roku zacząłem pisać powieść Berlinawa, Berlin był relatywnie tani. Taki menschlich, zwyczajnie ludzki. Żyło się tu na luzie dla życia, a nie dla zarabiania na życie. Co nie wykluczało pracy jako takiej, która nie trwa dwanaście, czternaście godzin per dzień. I pracy, która gwarantowała, że można było pozwolić sobie na bezstresowy dla portfela wynajem mieszkania w jakiejkolwiek z tutejszych dzielnic.

Podobnie było w Warszawie, Trójmieście, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu. Kto tu przyjeżdżał, nie był rozjeżdżany przez wysoki czynsz plus opłaty za media. Potem nastąpiła finansowa apokalipsa, o której nie śniło się nawet jej czterem jeźdźcom, tym bardziej św. Janowi. Z początkiem 2020 nasze drogi oddechowe zaatakował Covid-19, a żeby za mało nieszczęść, w lutym 2022 Rosja najechała Ukrainę.

Z powodu olbrzymiej fali uchodźców ze Wschodu momentalnie wzrosły ceny sprzedaży czy wynajmu domów oraz mieszkań. I wszystkiego innego. Podsumowując, zaczęło się od metrów kwadratowych za Lebensraum, przestrzeń do życia, skończyło na maśle. Monopolach, używkach lekkich i mocnych. Lekach, biletach, abonamentach. A najbardziej na szeroko pojętej spożywce oraz usługach niezbędnych jak hydraulika, elektryka, opróżnianie szamba. Dotarło nawet do rzeczy świętych, bo przyjaźniach. Już mało kto chce teraz w knajpie fundować spontanicznie wszystko znajomym. Szczególnie w tak ważnym dla mnie Berlinie.

Rozliczasz się z alles

Berlin współczesny uczy bowiem przybyszów, że rozliczasz się z alles, co dotyczy tylko ciebie. Nie chcesz już płacić za innych. Kiedyś być może, ceny były przyjazne dla życia jak pszczółka Maja. Obecnie mają więcej wspólnego z Mordorem. Więc uciekasz od tego. Dlaczego? Ponieważ, żyjąc tu jako Polak czy inny emigrant, uczysz się brutalnie, że twoje „poświęcenie  finansowe” nic nie da na dłuższą metę twoich układów towarzyskich. Ani nie zyskasz nowych, lojalnych przyjaciół, ani nie dostaniesz się do wtajemniczonych kręgów powiązań, a tym samym potencjalnych korzyści. Zostaniesz jedynie wykorzystany/a. I wcale nie przez Niemców, prędzej przez swoich ziomów.

Przykład? Może trywialny, lecz prawdziwy. Impreza w klubie. Pewna Polka, kiedy usłyszała, że wychodzę na chwilę po kebsa, zapytała mnie, czy może przy okazji zakupię jej jakiegoś Jägermeistera. Od razu z deklaracją, że odda mi kasę. Nie liczyłem na to, lecz oczywiście, spełniłem jej prośbę. W ogóle nie chciałem od niej pieniędzy, mogłem zafundować, ale ona się upierała. Proszę bardzo, skoro tak, to bezwarunkowo. Minęły miesiące… Nie żałuję tych żałosnych dziesięciu euro. Chodzi o zasadę. Mimo pewnej deklaracji nie dotrzymała słowa. Niektórzy tak mają, z góry im wybaczam; epizody małe i duże, długie rozmowy teraz, krótka pamięć później. Berlin na wynajem tak już ma, udziela się to miejscowym i przyjezdnym. Dobrze, że się na to jakimś cudem uodporniłem.

Po prostu gołe ściany

Według danych (do wytropienia w branżowych pismach związanych z rynkiem nieruchomości lub np. raportu The Guardian), w 2023 średni czynsz w Berlinie wzrósł prawie o 22 procent. Związane jest to na pewno z ogromnym przypływem ludności z dosłownie każdej strony świata. I jak to bywa nie tylko tutaj, wynajmujący próbują wykorzystywać wszystkie luki w prawie, byle oferować jak najmniej za jak najwięcej. W Polsce w zwyczaju jest wynajmowanie mieszkania tak całościowo urządzonego, że wprowadzasz się i mieszkasz. Nie wliczajmy w to lokali wrzucanych na rynek, które ktoś odziedziczył po babci czy dziadku i nic w takim nie zmienił, łącznie z czterdziestoletnim tureckim dywanem. W Berlinie – choć nie tylko, również w innych europejskich miastach oraz krajach, choćby w Luksemburgu – oferuje się na wynajem po prostu gołe ściany, bez mebli. Chcesz zamieszkać, bierzesz udział w castingu, wygrywasz i wprowadzasz się ze swoimi wszelakimi „artefaktami”, jak fotele, meblościanki, lodówka, zmywarka, kuchenka. Przerywasz umowę, wyprowadzasz się z całym swoim dobytkiem. Ma to sens, jeśli pomyślimy o rodzinie, która pragnie wynająć dom na wiele lat i żyć w nim według swoich standardów. Nie ma sensu, jeśli chcesz zamieszkać tu na jakiś czas.

Obecnie w Berlinie rynek wymusza w większości statystycznej wynajem mieszkań choćby częściowo umeblowanych ze względu na dużą rotację samych wynajmujących. W związku z tym wzrosły ceny. Średnio metr kwadratowy mieszkania wyceniany jest na ponad 30 euro. To oczywiście minimum socjalne. „Wypasione” apartamenty są droższe średnio nawet o jedną trzecią. Na szczęście to nie artykuł na portalu nieruchomości, nie musimy wchodzić w szokujące szczegóły. Chodzi o wnioski ogólne. O marzenia wszelkich wolnych duchów, by nagle wyemigrować do Berlina i znaleźć tam nowe, lepsze życie.

Murarz, tynkarz, blacharz czy lakiernik

Moim zdaniem to mrzonki. Chyba że masz sporo euro na koncie. Naprawdę sporo. Inaczej zostaniesz w Berlinie „gołodupcem”, nie znajdziesz żadnej swojej niszy. Nawet jeśli jesteś VIP-em w Polsce – rozchwytywanym reżyserem, scenarzystą czy znanym pisarzem. Już szybciej odniesiesz tu „sukces” jako solidny murarz, tynkarz, blacharz czy lakiernik. Nie mówiąc o hardkorowych zawodach w gastro, jak kucharz czy menedżer klubu. Wtedy być może się wyrobisz, znajdziesz zacne lokum w przyjaznej przyjezdnym dzielnicy, będziesz mieć na czynsz i uciechy poboczne. Jednak bez szans, że na dłuższą metę zaznasz niezależności finansowej jak dwadzieścia lat temu.

Berlin dający luz finansowy definitywnie się skończył. Jako emigrant wyżej raczej nie podskoczysz. Bez spadku po jakiejś Grossmutter nie będzie cię stać na zakup nieruchomości bez opcji wieloletniego zadłużenia. Zresztą jak w Warszawie. Berlin na wynajem to dziś Berlin na kilka dni, tygodni.

Przeczytaj także:

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej