wywiad

Aleksandra Zielińska: Najwięcej satysfakcji czuję, kiedy ktoś mi powie, że moje książki miały znaczenie | 10 pytań na nasze 10-lecie

Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Aleksandra Zielińska.

Aleksandra Zielińska, fot. Krystian Lipiec

– Najwięcej satysfakcji czuję, kiedy ktoś gdzieś mnie zaczepi i powie, że moje książki miały znaczenie. Nieważne, jakie – przyniosły coś dobrego, pomogły w żałobie, zdenerwowały, skłoniły do rozmowy, znudziły albo po prostu pozwoliły miło spędzić czas, warto się trudzić dla takich momentów – mówi Aleksandra Zielińska, pisarka, laureatka Nagrody im. Adama Włodka za rok 2017, nominowana do Nagrody Conrada 2015 za najlepszy literacki debiut 2014 za powieść „Przypadek Alicji”, do Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza 2017 za powieść „Bura i Szał” oraz do Nagrody Literackiej Gdynia 2018 za zbiór opowiadań „Kijanki i kretowiska”. Autorka opowiadań, publikowanych w magazynach oraz antologiach, m.in. „Portret Emilli Wierzbanowskiej” w tomie „PoznAI przyszłość”, a także powieści „Sorge” i „Grzybnia”. Członkini zespołu literackiego przy Studiu Munka i grupy literackiej Harda Horda. Pierwszą recenzję jej książki zamieściliśmy 28 maja 2015 roku, pierwszy wywiad 11 stycznia 2017 roku.

Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?

Aleksandra Zielińska: Zaczynasz z grubej rury! (śmiech). Na serio, to nie wiem, wszystko zależy od objętej perspektywy. To w tej chwili ponad jedna trzecia mojego życia, czyli dużo, ale i muszę przyznać, że bardzo mało, bo ten czas przeleciał mi z prędkością światła. Czas zawsze tak leci, nawet szybciej kiedy się nie zwraca na niego uwagi, dlatego staram się być bardziej obecna tu i teraz, mniej się zamartwiać przeszłym i następnym. Samo postrzeganie czasu wydaje mi się bardzo interesujące – gdy jesteśmy dziećmi, rok wydaje się czymś nieskończenie długim, bo przeżyliśmy ich na przykład tylko osiem. Ja mam teraz trzydzieści sześć lat i mam wrażenie, że kolejne miesiące czy dni są krótsze, dlatego chcę czerpać pełnymi garściami z każdego momentu. 


Debiutowałaś jako autorka powieści w 2014 roku. Z czym kojarzy ci się ten czas? Czy dostrzegasz istotne kamienie milowe w swojej twórczości? 

– Mój pierwszy drukowany tekst literacki ukazał się w antologii, wydanej przez Fabrykę Słów w 2007 roku, miałam wtedy osiemnaście lat i zero pojęcia, co będzie dalej. „Przypadek Alicji” trafił na rynek siedem lat później po długim i stresującym szukaniu wydawcy. Patrzcie, niemal równo świętujemy dziesięciolecie! Czas debiutu wspominam z ogromną nostalgią – z jednej strony byłam bardzo dumna z powieści, z drugiej musiałam nieraz wyjść ze swojej strefy komfortu i próbować nowych rzeczy. Miałam szczęście do wspaniałych ludzi, których wtedy poznałam, niektórzy są ze mną do dzisiaj,  każda z tych relacji zbudowała mnie jako pisarkę i człowieka, tak ogólnie. Prowadzę raczej proste życie i ciężko wskazywać wielkie zwroty akcji, ale kamieniami milowymi były chyba wszystkie moje książki. Każda powstawała na innym etapie życia, w szczególnych okolicznościach. Sporo zmienił też debiutancki spektakl w Starym Teatrze w Krakowie.

Samo postrzeganie czasu wydaje mi się bardzo interesujące – gdy jesteśmy dziećmi, rok wydaje się czymś nieskończenie długim, bo przeżyliśmy ich na przykład tylko osiem. Ja mam teraz trzydzieści sześć lat i mam wrażenie, że kolejne miesiące czy dni są krótsze, dlatego chcę czerpać pełnymi garściami z każdego momentu. 

Czy gdybyś mogła cofnąć czas, zmieniłabyś coś w swoich pisarskich decyzjach?

– Nie zastanawiam się nad tym, bo myślę, że w moim przypadku nie byłoby to specjalnie produktywne. To, gdzie jestem teraz, jest wynikiem częściowo zaplanowanej, ale w dużej mierze przypadkowej drogi, zależnej od rzeczy, na które nie miałam wpływu. Mimo wszystko, dostrzegam jakieś piękno w tym, że wszyscy próbujemy żyć, chociaż nikt nie ma pojęcia jak.

Jak zaczęłaś pisać? I dlaczego?

– Zaczęłam pisać jako mała dziewczynka, głównie z nudów. Wychowałam się na wsi, jako najmłodsza z licznego rodzeństwa, więc często dużo czasu spędzałam samotnie, a żeby tę samotność jakoś obłaskawić, to opowiadałam sobie historie. Zresztą, opowiadanie historii było w mojej rodzinie sposobem spędzania czasu, bardzo dużo czytaliśmy, wspólnie i osobno. Z czasem sam odbiór książek przestał mi wystarczać i zapragnęłam czegoś więcej. Na początku pojawiły się pierwsze teksty do szuflady, szlifowanie warsztatu między innymi na forum Fahrenheita, później pierwsze publikacje i tak to trwa do dzisiaj. 

Dokończ: Gdybym jednak nie została pisarką, to byłabym… 

– Myślę, że pracowałabym gdzieś nad morzem, sprzedając gofry albo watę cukrową. Nie pytajcie, to skomplikowane (śmiech).

Przeczytaj także:

Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?

– To bardzo ciekawe pytanie. Czasem, kiedy jestem przytłoczona pracą, to marzy mi się pisanie niezależne od terminów, oczekiwań swoich i cudzych, przy jednoczesnej wolności od stresu i lęku. Bywa, że się udaje, bywa, że nie. Aczkolwiek najwięcej satysfakcji czuję, kiedy ktoś gdzieś mnie zaczepi i powie, że moje książki miały znaczenie. Nieważne, jakie – przyniosły coś dobrego, pomogły w żałobie, zdenerwowały, skłoniły do rozmowy, znudziły albo po prostu pozwoliły miło spędzić czas, warto się trudzić dla takich momentów. 

Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.

– Moje oczekiwania często zależą od okoliczności. Od czasu do czasu potrzebuję poczytać coś, co pozwoli mi się rozerwać albo przetrwać parę godzin w pociągu. Najczęściej jednak szukam schronienia w wykreowanym świecie, który w jakiś sposób pomoże mi zrozumieć to, z czym sama się zmagam albo dotknąć czegoś kompletnie nowego. Ktoś kiedyś powiedział, że dobra literatura powinna koić niespokojnych i wytrącać z równowagi obojętnych. Może to o to chodzi. Ale w ramach anegdoty dodam, że w okresie świątecznym zawsze sięgam po literaturę science-fiction. W zeszłym roku był to „Hyperion”, jeszcze wcześniej powrót do „Diuny”. 

Jakie książki (albo inne dzieła kultury) ukształtowały cię – jako człowieka, jako pisarkę? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?

– To dopiero temat rzeka! Nie wiem trochę, jak do niego podejść, ale może zacznę od początku. Zaczynałam od literatury fantastycznej i literatury grozy. Uwielbiałam książki Stephena Kinga, zaczytywałam się w Andrzeju Sapkowskim, czekałam z niecierpliwością na kolejne tomy „Harry’ego Pottera”. Później do moich zainteresowań zaczęła się przesączać inna literatura i przyznam, że nie postrzegam jej już w kategoriach gatunkowych. Lubię opowiadania Iwaszkiewicza i prozę Juliana Kawalca. Uwielbiam „Moby Dicka”. Sięgam po książki Jonathana Franzena od razu po premierze. Duży wpływ na moją twórczość miał David Foster Wallace. Lubię Ann Patchett, zwłaszcza jej eseje. Nie mogłam oderwać się od Eleny Ferrante. Kocham popularno-naukowe książki Siddarthy Mukherjee. „Dom z Liści” Marka Danielewskiego zmienił moje myślenie o formie w konstruowaniu powieści, a twórczość Caryl Churchill o języku w dramacie. Mogłabym wymieniać tak dalej i dalej, bo ja bardzo dużo czytam, ale też zapominam, co przeczytałam, robię listy, ale o nich też potem zapominam, i tak to się żyje.  

Ktoś kiedyś powiedział, że dobra literatura powinna koić niespokojnych i wytrącać z równowagi obojętnych. Może to o to chodzi.


Kiedy nie piszę, to…

– Lubię spędzać czas na moim gospodarstwie na wsi, od pandemii jeżdżę tam niemal w każdy weekend, żeby doglądać zwierzaków i grządek. Zaczęłam hodować pszczoły i jest to jedna z lepszych decyzji, jakie ostatnio podjęłam. Praca z pszczołami uczy cierpliwości, spokoju, skupienia, co akurat jest mi bardzo potrzebne. Wróciłam też do jazdy konnej, więc jak widać częściej można mnie spotkać na polu, niż w domu. Lubię fotografować i rysować. Chodzę na siłownię. Sporo gotuję i jeżdżę rowerem. Gram na konsoli. Podróżuję. Jest to zbiór bardzo randomowych czynności. 

Nad czym teraz pracujesz?

– Niestety, przez te wszystkie lata zdołałam wyhodować sobie dosyć dobrze funkcjonujący pracoholizm, więc zawsze nad czymś pracuję, choć nie ukrywam, że marzy mi się dłuższy urlop bez zobowiązań. Wszystkie moce przerobowe przesunęłam w tej chwili na powieść pod roboczym tytułem „Syreny mają ości”, która przy pomyślnych wiatrach trafi do czytelników już w tym roku. Wolny czas poświęcam na mozolne pchanie projektów filmowych do przodu i pisanie dla teatru. Nie mogę doczekać się premiery komiksu na podstawie opowiadania „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego, do którego napisałam scenariusz. 

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej