Najnowszy film Pedro Almodóvara jest opowieścią o naszej otwartości lub jej braku na to, czego nie rozumiemy. O otwartych i zamkniętych drzwiach, umysłach, sercach. O „W pokoju obok” pisze Przemysław Poznański.

Pierwszym i podstawowym tematem pierwszego anglojęzycznego filmu hiszpańskiego mistrza kina jest kwestia akceptacji śmierci – i to nie tylko naszej gotowości lub jej braku na to co nieuniknione, ale i prawa wyboru tego czy będziemy żyć, czy umrzemy. Ale pod tą warstwą, niosącą zresztą całe pokłady wzruszeń, skrywa reżyser opowieść głębszą, dotyczącą w istocie wolnej woli i konfliktu jaki rodzi się na jej styku z fanatyzmem lub wtedy, gdy opacznie mylimy ją z egoizmem.
Film powstał według powieści „Pełnia miłości” (What Are You Going Through) Sigrid Nunez, autorki także m.in. nagrodzonej National Bok Award powieści „Przyjaciel” czy parareporterskiej relacji pisarki ze znajomości z Susan Sontag „Sempre Susan”. A jednocześnie jest to film „amodóvarowski” w każdym calu – oparty na błyskotliwych, niekończących się dialogach, stawiający raczej na interior niż eksterior – przede wszystkim poprzez kameralność czy wręcz intymność narracji.
W świecie kontrastów
Fabułę da się streścić w jednym, może dwóch zdaniach – oto Ingrid (Julianne Moore), autorka bestsellerów, dowiaduje się, że jej dawno niewidziana przyjaciółka Martha (Tilda Swinton), była korespondentka wojenna, jest chora na raka. Gdy dochodzi do spotkania obu kobiet, w ich rozmowach szybko pojawia się pytanie o to czy jesteśmy zmuszeni do umierania w bólu, jaki często towarzyszy chorobie nowotworowej, czy może jednak mamy prawo do decyzji o odejściu na własnych zasadach.
Almodóvar stawia na kontrasty – charakterystyczne dla jego kina wysycone mocne barwy pozbawione światłocieni, korespondują tu one z życiowymi postawami, w których często, zwłaszcza z początku, brakuje wręcz półtonów. Jeśli ktoś jest religijnym fanatykiem, to na sto procent, jeśli ktoś inny w zadufaniu prezentuje swój światopogląd na samozagładę ludzkości, to autorytarnie i bez kompromisów. Tak samo jest z początku z bohaterkami: film zaczyna się od sceny podpisywania przez Ingrid jej najnowszej powieści, napisanej – co mówi wprost w rozmowie z czytelniczką – aby poradzić sobie z lękiem przed śmiercią. Martha stoi na przeciwległym biegunie. Ona śmierci się przecież nie boi – zaakceptowała ją już dawno, widząc choćby to, do czego zdolny jest człowiek podczas wojny. Ona boi się bólu, cierpienia jakie może śmierć poprzedzać. I może jeszcze samotności w ostatnim momencie życia.
Póki życia, póty nadziei
Te różnice postaw i wszelkie skrajne światopoglądy choć wyraziste, wypadają zrazu blado, czasem do końca pozostając podanymi zbyt nachalnie, jakby zostały „uszyte zbyt grubymi nićmi”. Ale nie, gdy chodzi o Marthę i Ingrid. Akurat w przypadku głównych bohaterek reżyser wykorzystuje początkowy kontrast, by tłumić go coraz mocniej wprowadzanymi w opowieść półcieniami, by szukać tego, co łączy kobiety, nawet jeśli niekoniecznie są z początku gotowe na to, by choćby odrobinę zmienić zdanie. Każda z nich z czasem znajdzie w sobie siłę, która pozwoli im znaleźć w sobie empatię, każda trochę ustąpi, wykraczając poza swoją strefę komfortu, poza strefę w pełni zrozumiałego w tym przypadku egoizmu.
Bo – mówi nam Almodóvar – póki życia, póty nadziei. Niekoniecznie na cudowne uzdrowienie. Raczej na zmianę poglądu, na wykazanie się chęcią zrozumienia postawy, dostrzeżenie cudzych przekonań, innej woli. I podjęcie wysiłku dla tego zrozumienia, dla akceptacji innych ludzi. Oczywistym symbolem życia są więc w filmie otwarte drzwi sypialni, dopiero zamknięte znamionują śmierć. Tak jest w każdej z podobnych poruszanych tu kwestii – jak choćby w przypadku klimatycznej zapaści planety, o której z coraz większą rezygnacją mówi Damian (John Turturro), były partner obu kobiet. Jego defetyzm wynika właśnie ze świadomości braku otwartości na zmiany u tych, którzy odpowiadają za stan klimatu. Bo tam, gdzie nie ma gotowości na ryzyko, jakie niesie za sobą zmiana paradygmatów, zamiera życie. Zamiera też zgoda na prawo innych, żyjących tuż obok, na decydowanie o sobie.
Przeczytaj także:
Nasze decyzje
„W pokoju obok” jest więc opowieścią o tym, co obok nas. Co być może odmienne, bo wynikające z innych postaw, innego doświadczenia, innych przekonań, ale wciąż stwarzające szansę na porozumienie, póki drzwi do owego pokoju nie są zamknięte, póki otwarte zostają serca i umysły, póki istnieje wola zmiany. I nikt tych drzwi nie ma prawa zamykać za nas lub przed nami. Istnienie pokoju obok, zamieszkanego przez inną osobę, stwarza bowiem szansę dialogu, ale i daje świadomość, że – postępując według własnych przekonań – w każdej swojej decyzji liczyć się należy także z potrzebami innych. Także wtedy, gdy te wybory są dla nas trudne do zaakceptowania, a może właśnie wówczas.
Opowieść Almodóvara nie jest jednak moralitetem – wybory bohaterów nie są jednoznaczne, nie da się ich umieścić na szali dobra i zła, bo wbrew pokazanym tu radykalnym poglądom, czasem ocierającym się wręcz o fanatyzm, wcale nie prowadzą do „zbawienia” lub „potępienia”, lecz pozostają wyborami czysto ludzkimi, z całym bagażem wątpliwości. Mamy prawo do decydowania o sobie – mówi reżyser – ale nie oznacza to, że taka decyzja będzie łatwa i pozbawiona moralnych czy emocjonalnych dylematów.
W pokoju obok (The Room Next Door), rez. Pedro Almodóvar
Scenariusz Pedro Almodóvar na podstawie powieści Sigrid Nunez „Pełnia miłości”
Hiszpania 2024, premiera w Polsce 27 grudnia 2024
Dystr. Gutek Film
Open doors, closed doors | Pedro Almodóvar’s latest film is a story about our openness or lack thereof to what we don’t understand. About open and closed doors, minds, hearts. Przemysław Poznański writes about “The Room Next Door”

