Śmiech jest najlepszą odtrutką na absurd. A że rzeczywistość tego drugiego dostarcza aż nadto, w całkiem toksycznym stężeniu, tym więcej śmiechu potrzebujemy. I chociaż jest to lek trudny do zdobycia, zdarzają się jeszcze jego dobrzy dostawcy – tacy, którzy bawiąc oferują znacznie więcej niż jedynie rechot. Na przykład Łukasz Kucharczyk w powieści „Wszystkie drogi prowadzą”. Recenzuje Wojciech Gunia.

Cilgeran, doktorant teorii bohaterstwa na Uniwersytecie im. Kelta Niezwyciężonego, szykuje się do najważniejszego dnia swojego akademickiego życia (innego życia raczej nie ma) – obrony doktoratu. Niestety, wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności, jego rozprawa o semantyce okrzyków bitewnych zostaje omyłkowo skradziona i nasz bohater – chcąc nie chcąc – zostaje zmuszony do opuszczenia bezpiecznych murów uczelni i udania się na wyprawę. Cilgeran, choć zgłębia tajniki bohaterstwa, jest zdecydowanie teoretykiem niż praktykiem, a jego pojęcie o świecie i życiu poza murami uczelni są równe fizycznej tężyźnie – czyli nie istnieją.
Ponieważ „przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”, Cilgeran dobiera sobie towarzyszy na swoją miarę – tyleż pragmatycznego, co marudnego nizołka, wiedźmę-influencerkę (w powieściowym świecie – „wpływodziejkę”) oraz ożywiony, doskonale zorientowany w teoriach spiskowych szkielet w towarzystwie małego, niepozornego pieska Filusia. Tak skompletowana załoga rusza na wyprawę, która – zgodnie z prawami konwencji – z poszukiwania zaginionej pracy doktorskiej przeistoczy się podróż przez różne krainy i wymiary, walkę ze złoczyńcami prowadzącą do starcia z krwawym tyranem i – wreszcie – zmagania o uratowanie świata. A wszystko to w oparach absurdu, dobrze znanych nad Wisłą nonsensów. I z atakującym co chwila humorem, który wraz z rozwojem akcji staje się coraz bardziej czarny.
Źródła bezpretensjonalnego komizmu
Właśnie, humor. To od niego należy tu zacząć. Zaryzykuję twierdzenie, że humor we współczesnej polskiej kulturze popularnej ma się nie za dobrze – polskie współczesne komedie i kabarety stały się synonimem humoru, który może jest w złym guście, ale za to nie bawi. Literatura humorystyczna w Polsce to zjawiska incydentalne, a fantastyka humorystyczna już w ogóle – jeśli nie liczyć książek o Wędrowyczu, o których jednak można powiedzieć z grubsza to, co polskich komediach i kabaretach.
W tym kontekście do twórczości Łukasza Kucharczyka – który dał się poznać wcześniej zbiorem opowiadań „Granty i smoki” – można podchodzić z dużą dozą nieufności. Niesłusznie: bezpretensjonalny komizm, którego źródłem jest głębokie nierozumienie przez Cilgerana świata, w którym się znajduje, przykładanie miary teorii i idealistycznych oczekiwań do atakującego zewsząd chaosu (czyli – radykalne i uporczywe odklejenie od rzeczywistości) od pierwszych stron robi świetne wrażenie, zwłaszcza że sekundujący głównemu bohaterowi towarzysze swoimi cechami charakteru świetnie kontrapunktują jego nieporadność, a ich historie okazują się mieć niebagatelny wpływ na rozwój fabuły.
Skojarzenia z Pratchettem
Ta komedia charakterów, które przez swoje interakcje ze światem ześlizgują się w iście slapstickowe przygody, jest zgrabnie połączona z jadowitą satyrą na rozmaite postaci życia publicznego w Polsce. Dość powiedzieć, że na swojej drodze Cilgeran i jego kompania spotkają pewnego rewolucyjnie nastawionego znawcę gastronomii ze skłonnościami do miotania talerzami czy seryjnego reżysera przedstawień obnażających różne szokujące – na ogół równie szokujące co zmyślone – sprawki. Ale nie tylko celebryci są we „Wszystkie drogi prowadzą” obiektem kpin – dostaje się także uczelnianej biurokracji (co było głównym przedmiotem żartów Łukasza Kucharczyka – na co dzień wykładowcy akademickiego – w Grantach i smokach), religijnie motywowanej bezmyślności, urzędowym oportunistom i wszelkim możliwym odcieniom ludzkiej głupoty, ze szczególnym wskazaniem tych jej przejawów, z którymi spotykamy się najczęściej z racji miejsca zamieszkania w tej części świata.
Parodystyczny wymiar powieści „Wszystkie drogi prowadzą” – przeniesienie zjawisk znanych z codzienności w fantastyczny świat i uwidocznienie na jego tle ich absurdalności, ten humor w służbie gorzkiej refleksji – nasuwa oczywiste skojarzenia z twórczością Terry’ego Pratchetta i niewątpliwie wielbiciele uniwersum Świata Dysku znajdą w powieści Kucharczyka upodobanie, być może tym większe, że świat wykreowany przez Polaka jest… cóż, siłą rzeczy bardziej polski, bardziej „nasz” – bardziej po polsku przaśny i prowizoryczny. Przaśność świata na szczęście nie idzie w parze z przaśnością humoru i żarty Kucharczyka latają wprawdzie gęsto, ale też odpowiednio wysoko. Na tyle wysoko, że tym łatwiej z perspektywy tak użytego komizmu o zdrowy dystans do przedmiotu kpin, ale na tyle dostępnym pułapie, by żart nie zmienił się jeszcze w hermetyczną abstrakcję.
Przeczytaj także:
Metaliteracka zabawa z konwencją
Przy czym – należy przyznać – humor Łukasza Kucharczyka jest podszyty nader czarną podszewką. Nadaje to jego powieści nieraz zaskakująco ponury wydźwięk – choć okładka sugeruje przygodowe, lekkie fantasy także dla młodszych czytelników, książka Kucharczyka, tak i ze względu na sceny przemocy, jak i dość bezpośredni język, jakim posługują się postaci, skierowana jest do starszego odbiorcy.
Zresztą, nie tylko ze względu na obecność przemocy i język „Wszystkie drogi prowadzą” są skierowane do odbiorcy dojrzałego, podobnie jak nie tylko humor, satyra i parodia są clou opowieści. Tym, co jest wszak w przygodach Cilgerana i jego drużyny najciekawsze, to metaliteracka zabawa z konwencją fantasy, skrzący się od nawiązań do literatury, filmów i gier pastisz, oparty na najbardziej klasycznym z toposów wykorzystywanych przez fantastykę – podróży bohatera, który musi odbyć swoją inicjacyjną wyprawę.
Księga jako obiekt pożądania tyranii
Oparcie fabuły na takiej strukturze pozwoliło Kucharczykowi – który, gdy nie jest pisarzem fantastyki, naukowo zajmuje się literaturą fantastyczną (szczególnie warta polecenia jest monografia Kucharczyka „Granice ludzkiego poznania”, poświęcona twórczości Jacka Dukaja) – zaprezentować pełny przekrój motywów, chwytów narracyjnych i klisz, używanych w fantasy. Metaliteracki wymiar „Wszystkich dróg…” wzmacniają burzące czwartą ścianę komentarze narratora i postaci, jakby świadomych uczestnictwa w zgrywie, będącej jednocześnie – mimo wielu kąśliwych uwag – wielką pochwałą fantastyki, nieskrępowanej wyobraźni czy opowieści w ogóle – opowieści jako narzędzia zmieniania świata.
Wszak rozprawa doktorska Cilgerana zostaje pomylona przez złodziei ze znacznie cenniejszą księgą o jakże wymownym tytule Liber Fabulorum, która zawiera w sobie wszystkie możliwe opowieści i pozwala kształtować rzeczywistość według zapisanych w niej historii. Księga ta staje się obiektem pożądania tyranii, a przecież nikt tak dobrze jak tyranie nie rozumie, jak ważna jest narracja, jak fundamentalne dla funkcjonowania dowolnego systemu społeczno-politycznego jest ujęcie tego systemu w ramy właściwie skonstruowanej opowieści. W tym kontekście humorystyczna fantastyka Kucharczyka wchodzi na podobny grunt, tyle ze od zupełnie innej strony, co najważniejsza polska powieść fantastyczna ubiegłego roku – „Lagrange” Istvana Vizvary, która również skupiała się na zagadnieniu narracji jako narzędzia systematyzującego, ale również modelującego świat.
Wielowymiarowa refleksja nad samym aktem czytania
I stąd też w tej wesołej, wzbudzającej co chwila chichot powieści wspomniane ciemne nuty, które potrafią uśmiech czytelnika zmienić w grymas zgrozy: nawet jeśli opowieść jest z pewnością wspaniałym, być może na swój sposób magicznym narzędziem, to i tak cały ciężar pytania o jej znaczenie zostaje nieuchronnie postawiony nie na opowieści samej w sobie, ale na kontekście jej zastosowania, czyli temu kto, jak i z jaką intencją ją przeczyta.
„Wszystkie drogi prowadzą” stają się w ten sposób wielowymiarową refleksją nad samym aktem czytania – zarówno nad naszą potrzebą aplikowania sobie już rozpoznanych, lubianych bodźców w postaci przyswojonych motywów i struktur, które skutecznie pobudzają nasz układ nagrody, ale też nad czytaniem jako czynnością polityczną, budującą wspólnotę albo wspólnotę rozbijającą, umacniającą system polityczny albo powodującą jego pęknięcie. A także nad czytaniem jako manipulacją, czytaniem jako przeglądaniem się w lustrze i budowaniem poprzez nie własnego „ja”. Ścieżki tekstu wiodą nas, czytelników w zupełnie nieoczekiwane miejsca, tak jak w nieoczekiwane miejsca zaprowadziły Cilgerana i jego przyjaciół, ale nic w tym dziwnego, skoro wszystkie drogi prowadzą.
Łukasz Kucharczyk, Wszystkie drogi prowadzą
Wydawnictwo IX, Kraków 2024
ISBN: 9788368257106
Reading as an antidote to absurdity | Laughter is the best antidote to absurdity. And since reality provides the latter all too much, in quite toxic concentrations, the more laughter we need. And although it is a difficult drug to obtain, there are still some good providers of it – those who, while entertaining, offer much more than mere retching. For example, Lukasz Kucharczyk in his novel “Wszystkie drogi prowadzą” (All Roads Lead). Reviewed by Wojciech Gunia.

