wywiad

Marcel Woźniak: Chciałem zawsze łączyć ciekawość z pożytecznością. Zabawę z utylitaryzmem | 10 pytań na nasze 10-lecie

Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnie 10 lat, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Marcel Woźniak.

Marcel Woźniak, fot. Agata Przybyła

– Chciałem zawsze łączyć ciekawość z pożytecznością. Zabawę z utylitaryzmem. Między innymi stąd non fiction. Chciałbym po prostu dzięki książkom mieć lepsze życie. Swoim książkom, czyimś. Żeby był gdzieś balans między dziurą w serze a serem – mówi Marcel Woźniak, rocznik ‘84, pisarz, scenarzysta, doktor nauk humanistycznych. Stworzył trylogię kryminalną „Powtórka” (2017), „Mgnienie” (2017) i „Otchłań” (2018) o toruńskim detektywie Leonie Brodzkim. Kontynuacją tej serii jest „Most nad wzburzoną wodą” (2024) z Janem Samborem w roli głównej, 10. książka autora. Z biografią „Tyrmand. Pisarz o białych oczach” (2020) znalazł się w gronie Books From Poland 2020 polskiego Instytutu Książki. Twórca opowiadań kryminalnych i powieści wojennych „Egzekutor” (2022) i „Rzeźnik z Lyonu” (2022). Obecnie studiuje w łódzkiej Szkole Filmowej i pracuje nad biografią Jana Lenicy dla Wydawnictwa Marginesy.

Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?

Marcel Woźniak: Zależy, co wnioskował prokurator…

Debiutowałeś jako pisarz w 2016 r. Z czym kojarzy ci się ten czas? Czy dostrzegasz istotne kamienie milowe w swojej twórczości?

– Dalej zdarza mi się przebierać w samochodzie… (śmiech). Nagrałem taki filmik przed pierwszą wizytą w radiu. Kurtka od snowboardu, słoiki z zupą pod fotelem, karton książek w bagażniku, marynarka na wieszaku. Bo ja z książkami wcześniej nie miałem nic wspólnego – żadnych festiwali, nic. Nawet nie wiedziałem o istnieniu targów. No i z tą biografią Tyrmanda trafiłem w spory młyn, dużo wywiadów, spotkań, znajomi pytali, kiedy będę wyskakiwać z lodówki. Powiedziałem więc wtedy, że nagrywam to na przyszłość, żeby nikt nie myślał, że mi się w dupie poprzewracało. Nie chodzi o jakiś wielki, komercyjny sukces, ale o przejście do życia, w którym żyjesz z pisania. Dla mnie to cała epoka, przede wszystkim w życiu. Osiem lat – to dużo, mało? (śmiech) Odpowiedziałbym na Wasze pierwsze pytanie tak: podzielcie to przez ludzi, których – i jakich – spotkaliście w tym czasie. Jak myślcie? Piszę „Wasze” z dużej, bo na pimie. Word podkreśla na czerwono, oczywiście: miało być „piśmie”. Cholera…

Bo nikt nie powie publicznie, w wywiadzie czy na wykładzie o tym, jakie jest „pisarskie życie”. Że trzeba być trochę biznesmenem, trochę aktorem. Że ktoś próbuje przez łóżko, a inny udowadnia rodzicom. Że jeden, jedna, ma ciężką depresję i jedyną radość dają pozytywne komentarze. Że wyłącza powiadomienia z imprez pisarskich, na które go/jej nie zaprosili.

Czy gdybyś mógł cofnąć czas, zmieniłbyś coś w swoich pisarskich decyzjach?

– Rozkminiałem to ostatnio z kumplem. I żeśmy powrócili nad ranem z taką koncepcją, że cofanie w czasie miałoby sens tylko wtedy, gdyby inni też się mogli cofnąć. Inaczej to fortel, jak z gry w trzy kubki. I to właśnie dlatego z upływem lat ludzie mówią innym „ja w twoim wieku”. Bo samym sobie już nie mają jak, więc klasyczne przeniesienie, które robię tutaj teraz i ja! (śmiech). Poza tym, jak mówił klasyk w Chłopaki nie płaczą, „spójrz w tę studnię przeszłości – co widzisz?” (śmiech). Sobie-nie-sobie z przeszłości powiedziałbym: idź na terapię, bierz leki na ADHD, dbaj o mikrobiom, bierz odpowiedzialność za wszystko. Wtedy pisarskie decyzje same by przyszły. Nie zawaliłbym kilku terminów, nie pisałbym czegoś na ostatnią chwilę. Ale i nie miałbym tylu doświadczeń, co teraz. Bo nikt nie powie publicznie, w wywiadzie czy na wykładzie o tym, jakie jest „pisarskie życie”. Że trzeba być trochę biznesmenem, trochę aktorem. Że ktoś próbuje przez łóżko, a inny udowadnia rodzicom. Że jeden, jedna, ma ciężką depresję i jedyną radość dają pozytywne komentarze. Że wyłącza powiadomienia z imprez pisarskich, na które go/jej nie zaprosili. Że coś skądś ukradł. Że mu umowę przekłamali. Albo że dał ciała sam, on/ona. Że wydawca sam nie wie, czego potrzebuje, ale nie powie, czego, a innemu się udało i mówi, że od początku miał ten pomysł, a ty wiesz, że nie miał, ale brand nazwiska wymaga pozycjonowania siebie jako człowieka sukcesu. Że niby publicznie, ale trochę prywatnie, i cholera wie, gdzie jest ta granica. Nikt tego nigdy nie powie, bo każdy się stara, próbuje i wie, że nic nie jest ostateczne, że coś osiągnie, zmieni, dotrze gdzieś. Więc bez wiwisekcji ciężko zrozumieć, że ludzie mają różnie, że jedni są filozofami, a inni prawnikami. Że jedni piszą z serca, a inni z głowy. Że dla jednego stachanowca to jest roboczogodzina i trójpolówka, a dla inszego to podróż przez życie, inspiracja, natchnienie. W błędach chodzi o to, żeby poznać, jak się ma. Można też oczywiście zniszczyć życie sobie i innym, stracić parę zębów i już nigdy się nie podnieść[1] (śmiech). Ale nikogo nie będziemy straszyć! (śmiech). Może to i lepiej, że nikt nie jeździ DeLorianem…

Jak zacząłeś pisać? I dlaczego?

– Dostałem temat na studiach, na które dopiero co wróciłem, bo miałem bucket list. Obiecałem samemu sobie wtedy kilka rzeczy i bynajmniej nie było tam na liście: napisz książkę. Ale jako dziecko, owszem, dużo pisałem. Temat na studiach – Tyrmand. No i poszło. Po obronie mail do wydawcy, zupełnie od czapy, że jest taka sprawa… A wydawca czekał na ten-ten temat, więc od razu dał umowę i dużą zaliczkę. Takie rzeczy się rzadko zdarzają. Czy to szczęście? Jeśli tak, to bardzo mu pomogłem. No i tak jak mówię, wziąłem się za tę książkę (Biografia Leopolda Tyrmanda. Moja śmierć będzie taka jak moje życie), choć na początku jak pies do jeża. Nie miałem pojęcia, że to „zaczęcie” mojego pisania, że coś będzie dalej. Jak mówię, nie wiedziałem, że jest coś takiego jak targi książki. Dostałem więc zachętę – pieniążki, ego było zadowolone, tak zadowolone, że przez pierwsze kilka tygodni… nie robiłem zupełnie nic. Psychologiczne sprawy, wiadomo. Ale miałem temat, sprzyjające okoliczności, szczęście debiutanta i nieświadomość wszystkich pułapek, doświadczenie dziennikarskie, lekkie pióro – to pomogło. No i książka okazała się po prostu największym wyzwaniem w życiu, takim projektem, że „o-ja-pierdolę”, pardon my French. Ekscytacja, strach, zmęczenie, duma, wszystko naraz. Pierwszy raz poczułem, że naprawdę przekroczyłem jakieś oczekiwania co do samego siebie, że taki trud, dla adhd-owca niewyobrażalny wręcz, jest tego wart. Zasmakowało mi.

Dokończ: Gdybym jednak nie został pisarzem, to byłbym…

– W wymarzonym życiu – kierowcą wyścigowym. Wcale nie jest powiedziane, że będę zawsze pisarzem. Myślę, że będę robił różne-rzeczy-i-pisał. Koncept rubryki zawód porzuciłem w przedszkolu. Nie dlatego, że to lepsze, tylko, bo inaczej bym nie umiał. Wyobrażam sobie teraz, jak za kilka lat wpadam w olbrzymie tarapaty, muszę znaleźć jakąkolwiek pracę, pracodawca wchodzi na Zupełnie Inną Opowieść i czyta, co ja tu wygadywałem. „Ach porzucił pan koncept rubryki zawód”, „to nie do końca tak…”, „a mnie się wydaje, że jednak do końca”, „może byście jednak dali mi szansę”, „dali, to był taki malarz, on też porzucił koncepcję rubryki zawód, do widzenia”… Nie wiem, co bym robił! (śmiech).

Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?

– Pomidor!

Wcale nie jest powiedziane, że będę zawsze pisarzem. Myślę, że będę robił różne-rzeczy-i-pisał. Koncept rubryki zawód porzuciłem w przedszkolu. Nie dlatego, że to lepsze, tylko, bo inaczej bym nie umiał.

Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.

– Bawiąc uczyć (śmiech). Chciałem zawsze łączyć ciekawość z pożytecznością. Zabawę z utylitaryzmem. Między innymi stąd non fiction. Nie wiem czy czegoś oczekuję. Chciałbym po prostu dzięki książkom mieć lepsze życie. Swoim, czyimś. Żeby był gdzieś balans między dziurą w serze a serem. Żeby ktoś mi odpowiedział na pytanie z lemowej Cyberiady: „czemu mówi się szewc i krawiec, a nie szewiec i krawiec i ile maksymalnie można mieć siniaków”… (śmiech).

Jakie książki (albo inne dzieła kultury) ukształtowały cię – jako człowieka, jako pisarza? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?

– Epoka VHS, Formuła 1 na RTL, kreskówki Hanna & Barbera (myślałem, że to imię i nazwisko kobiety), kolorowe pisma, telewizja na styku PRL-u i Hollywoodu, także tego klasy B, radio, gry karciane i… tony papieru, na których możesz malować, gryzmolić, pisać. Potem używane komiksy Marvela i DC kupowane – po denominacji – za złotówkę w kwidzyńskiej księgarni Zdanowicza, Dzieci z Bullerbyn, przygody Tytusa z biblioteki dziecięcej, przygodówki Niziurskiego wygrzebane u babci, tygodniki „Motor” i „Piłka Nożna”, Pinokio z ilustracjami Enrica Mazzantiego, Centkiewiczowie, zeszyt o każdej części Jamesa Bonda (tutaj nie wierzyłem, że Barbara Broccoli, to nazwisko kobiety). Całe lata spędziłem w klubie szachowym, przeczytałem tam całe tomy opowieści i dykteryjek Litmanowicza o tym czarno-białym świecie. W liceum trafiłem na kolekcję „Gazety Wyborczej” z arcydziełami, to mnie ustawiło na całe życie. W młodzieżowym teatrze Białoszewski i Schulz. W podstawówce kochałem i wspomnianego Pinokia, i Rambo. W liceum Hansa Castorpa i Winstona Smitha. Dziś moim ulubionym bohaterem jest Harry z Wilka stepowego. Myślę, że miałem podobne tropy, jak większość ludzi z naszej wspólnoty pokoleniowej i kulturowej. Swoją drogą, przypomniało mi się! Debiutowałem w „Piłce Nożej” w 1997 r., w rubryce „Listy do redakcji” z Pytaniami 13-stolatka. Od tamtej pory więc tak, dużo się zmieniło i tak, 27 lat, to DUŻO!

Kiedy nie piszę, to…

– Staram się zmieniać wzorce behawioralne (śmiech). Albo odpisuję na pytania do wywiadu, w którym dopisuję w nawiasie „śmiech”! (śmiech). Łączę to z kursami pociągiem do filmówki w Łodzi. Jak mam chwilę wieczorem, siadam do pianina. Wlazł kotek na płotek doczekał się już extended version.

Nad czym teraz pracujesz?

– Biografią Jana Lenicy, geniusza plastyki. I nad kilkoma innym rzeczami. Przyjdzie czas i miejsce, to Wam pierwszym powiem! Nie wiem, za ile dni czy lat – dużo, mało? Dopisano: „śmiech”…


[1]     Więcej ja i inni autorzy opowiadamy o tym w niedawno wydanej książce Od słowa do słowa. Rozmowy z pisarzami o świadomości pisania.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej