„Nigdy się nie poddam” Barbary Wysoczańskiej jest opowieścią o odnajdywaniu w sobie siły po życiowej katastrofie. Nie tylko siły do dalszego życia, ale przede wszystkim siły do życia na własnych zasadach. Recenzuje Przemysław Poznański.

Aby mogła się rozwijać winorośl, konieczne jest dobre podłoże, konieczne jest odcięcie martwych pędów, wybudzenie roślin po zimowym śnie, a potem – co przecież nie zawsze się udaje – pielęgnowanie ich i dbanie, by nie zniszczył ich nagły przymrozek czy ptaki. W powieści Wysoczańskiej ten proces uprawy wina, z całym bagażem sukcesów i porażek, urasta do rangi symbolu ludzkiego życia. Do rangi symbolu tych wszystkich zdarzeń, które w zależności od okoliczności mogą nas albo złamać, albo zahartować.
Symboliczne staje się też kosztowanie gotowego napoju. Jedna z bohaterek, po raz pierwszy w życiu smakując wytrawne wino zauważa, że jest ono kwaśne. Nie od razu rozumie, że owa kwasowość jest zaletą trunku, że to ona dodaje mu wartości. Dokładnie tak samo jak z życiem, którego wartość często dostrzegamy dopiero wtedy, gdy doświadczamy jego cierpkich stron. I jak z miłością, której wartość docenić uda się bohaterkom dopiero z czasem.
Dwie kobiety
Dwie kobiety i dwa zdarzenia, które zmieniają w ich życiu wszystko, oraz dzielące ich historie dziewięćdziesiąt lat. Jedna z bohaterek żyje współcześnie, drugą poznajemy w roku 1934 roku. One same nigdy się nie poznają, a przecież Barbara Wysoczańska sprawi, że staną się równorzędnymi bohaterkami wspólnej opowieści – wspólnej na bardzo wielu poziomach: emocji, doświadczeń, ale i w sensie najbardziej podstawowym, bo „Nigdy się nie poddam” to dwa przeplatające się i dopełniające rozdziały tej samej historii, osnutej wokół jednego miejsca. Tego samego, nawet jeśli zmieniającego przez dziesięciolecia nazwy, właścicieli i państwową przynależność.
Tym miejscem jest przedwojenna Weingut Vogel w niemieckim Grünbergu, współcześnie – zapuszczona winnica położona na obrzeżach Zielonej Góry i stojący wśród zdziczałych winorośli dworek. Miejsce niszczejące, bo niczyje, poddające się upływowi czasu i siłom natury. Do czasu jednak. Do chwili, gdy zainteresuje się tą posiadłością młoda kobieta z Wrocławia i postanowi zgłębić jego historię. To pierwsza z wielu zmian, jakie wydarzą się w tej powieści. Zmian na dobre, albo na złe, zawsze jednak takich, u podstaw których leżeć będzie doświadczenie straty.
Kapsuła czasu
Ale wszystko zaczyna się od odnalezienia skarbu. Alicja Fedorowicz kupuje w czasach nam współczesnych starą winnicę, w której natrafia przypadkiem na skrzynkę z historycznym aktem własności i innymi pamiątkami po kobiecie, która to miejsca opuszczała w pośpiechu po przegranej przez Niemców wojnie i włączeniu dzisiejszej Ziemi Lubuskiej w granice Polski. Pozostawiona przez Gretel Vogel „kapsuła czasu” jest dowodem na inną z opisanych tu nieodwracalnych zmian, ale też pretekstem do zajrzenia w przeszłość i poznania losów kogoś, kto dla Alicji stanie się inspiracją.
Przede wszystkim jednak i owa „kapsuła”, i sama winnica, to dla kobiety szansa na ucieczkę od tego, co przyniósł los. Od zmiany, która wywraca życie Alicji do góry nogami. Śmierć jej męża w wypadku jest tym na co nie można się przygotować, i z czym nie sposób się pogodzić. Można tylko spróbować zająć głowę czymś innym. Tym czymś staje się dla bohaterki odkrywanie kart historii, poznanie potomków Gretel – jej wnuczki oraz prawnuka, Thomasa Rittera.
Przeczytaj także:
Prowincjonalna iskra
A w owej odkrywanej historii, gdy już uda się ją po wielu perturbacjach poznać, ujrzy Alicja paralele do własnych doświadczeń. Dostrzeże desperację młodej kobiety, której życie także zmienia się w jednej chwili za sprawą udaru, którego doznaje ojciec Gretel. Z tego powodu cały ciężar zajmowania się domem i winnicą oraz schorowanym ojcem spada właśnie na nią. Ciężar – jak mogłoby się zdawać – zbyt wielki. Bo to nie tylko kwestia dodatkowych obowiązków, ale i braku społecznej akceptacji dla próby przejęcia przez kobietę roli osoby zawiadującej winnicą. Roli z założenia męskiej.
Gretel – mająca ambicję bycia kimś więcej – zostanie poddana społecznej presji, zmagać się będzie z zakusami tych, którzy połakomią się na jej majątek i niejednokrotnie bliska będzie kapitulacji. Nie zawsze uda się jej postawić na swoim, bo rozumieć będzie wymogi czasów, w których przyszło jej żyć. Ale przecież – trochę przypadkiem – stanie się jednocześnie trybikiem w wielkiej maszynie społecznych zmian, w narastającym od lat proteście wobec dyskryminacji kobiet, który w wielkich miastach, Warszawie czy Berlinie zdążył już wybrzmieć, lecz w prowincjonalnym Grünbergu potrzebuje wciąż iskry, która roznieci płomień.
Cena zrzucenia gorsetu
„Nigdy się nie poddam” to powieść zanurzona tak w historii intymnej, historii jednostek, jak i wielkiej historii świata stojącego na krawędzi wojny, ogarniętego szałem faszyzmu. Nie dziwi to w przypadku Barbary Wysoczańskiej, autorki takich powieści jak „Narzeczona nazisty”, „Siła kobiet” czy „Aktoreczka”, których fabuła rozgrywa się na tle historycznych wydarzeń, lecz jednocześnie skupia na losach bohaterek, zmuszonych w zderzeniu z ową historią do walki o własną podmiotowość.
Nie inaczej jest z Gretel Vogel, której ojciec – zgodnie ze społecznym uzusem – zakazuje wychodzić za mąż, wyznaczając jej rolę swojej opiekunki. Ale pokazanie w powieści dwóch warstw czasowych daje nam szansę na dojrzenie jeszcze jednej zmiany, którą pokazuje tu Wysoczańska. W tej opowieści, o odnajdywaniu przez doświadczone nieszczęściem bohaterki siły do dalszego życia na własnych zasadach, wyraźnie widać, że akurat w przypadku Alicji Fedorowicz jakiekolwiek przeszkody w budowaniu sobie nowego życia tkwią raczej w jej emocjach, a nie w czynnikach zewnętrznych. Alicja ma więc łatwiej niż jej współbohaterka, co bez wątpienia jest też zasługą takich osób jak Gretel – kobiet gotowych zrzucić sztywne gorsety narzucanych im ograniczeń mimo ceny, jaką muszą za to płacić.
Barbara Wysoczańska, Nigdy się nie poddam
Wydawnictwo Filia, Poznań, 9 października 2024
ISBN: 9788383577548

