Zupełnie Inna Opowieść ma już ponad 10 lat. Czy dekada to dużo, czy mało? Pytamy o to ludzi literatury. Pytamy ich też, jak im upłynęła ostatnia dekada, co stworzyli, czym się zachwycili, co planują. Dziś Maciej Siembieda.

– Opowiadam historie, które chcę opowiedzieć i staram się, aby czytelnicy przy nich nie zasypiali. Nie mam żadnych innych parametrów i współrzędnych literackich. Nie interesuje mnie sława, nie umiem przyjmować pochwał, nie mam ambicji naprawiania świata, nie stwierdzam u siebie choćby minimalnych symptomów chciwości sukcesu – mówi Maciej Siembieda, dziennikarz i pisarz. Publikował m.in. w „Polityce” i paryskiej „Kulturze”, trzykrotny laureat tzw. „polskiego Pulitzera”, czyli Nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, były redaktor naczelny gazet regionalnych, m.in. „Nowej Trybuny Opolskiej”, „Trybuny Śląskiej” i „Dziennika Bałtyckiego”. Autor książek „Gwiazdozbiór odmieńców”, „Pośmiertny zjazd absolwentów”, „Piąta pora roku”, „Reportaż po polsku”, „Podwieczorek oprawców”, „Marek Belka. Selfie”. W 2017 roku opublikował pierwszą powieść kryminalną „444”, rozpoczynającą cykl z prokuratorem IPN (potem byłym prokuratorem) Jakubem Kanią, kontynuowany książkami „Miejsce i imię”, „Wotum”, „Kukły”. „Kołysanka” i ”Orient”. Jest też autorem powieści „Gambit” oraz cyklu „Katharsis” (Nagroda Czytelników Wielkiego Kalibru), „Nemezis” i „Kairos” (premiera jesienią). 12 marca 2024 roku opublikowaliśmy wywiad wideo z pisarzem.
Zupełnie Inna Opowieść: 10 lat – dużo? Mało?
Maciej Siembieda: Powiem Wam za trzy lata.
Debiutowałeś kilkukrotnie – jako dziennikarz, autor książek reportażowych, a w 2017 roku jako autor kryminału. Co to był za czas? Dostrzegasz jakieś istotne kamienie milowe w swojej twórczości?
– Dostrzegam tylko jeden kamień, za to wielkości Gibraltaru: zamianę dziennikarstwa na pisarstwo. Inny warsztat, inny język, opowieść zamiast relacji, nielimitowana ilość przymiotników, dialogi, opisy, pokusa fikcji – mógłbym wymieniać i wymieniać.
Czy gdybyś mógł (i chciał) cofnąć czas, zmieniłbyś coś w swoich pisarskich decyzjach (inne gatunki, tematy)?
– Przynajmniej od czterech, pięciu lat chciałem inaczej napisać pierwszą powieść czyli „444”. Już nie chcę. Bo napisałem. Wyjdzie w maju. Poza tym cofanie czasu byłoby stratą czasu. Piszę wyłącznie dla przyjemności, opowiadam historie, które chcę opowiedzieć i staram się, aby czytelnicy przy nich nie zasypiali. Nie mam żadnych innych parametrów i współrzędnych literackich. Nie interesuje mnie sława, nie umiem przyjmować pochwał, nie mam ambicji naprawiania świata, nie stwierdzam u siebie choćby minimalnych symptomów chciwości sukcesu. Jestem szczęśliwy, bo robię to, co lubię najbardziej i nie zmienią tego miejsca w rankingach, wyniki konkursów i tak dalej. Nie korzystam z rynkowej nawigacji, nie wychodzą rano przed dom i nie sprawdzam, śliniąc palec, skąd dziś wieje wiatr. Czy trzeba przestawić ster na kurs thrillera psychologicznego, czy może powieści szpiegowskiej. Robię swoje.
Jestem szczęśliwy, bo robię to, co lubię najbardziej i nie zmienią tego miejsca w rankingach, wyniki konkursów i tak dalej. Nie korzystam z rynkowej nawigacji, nie wychodzą rano przed dom i nie sprawdzam, śliniąc palec, skąd dziś wieje wiatr. Czy trzeba przestawić ster na kurs thrillera psychologicznego, czy może powieści szpiegowskiej. Robię swoje.
Jak zacząłeś pisać? I dlaczego?
– Tak miało być. To był bardzo stary plan na popołudnie życia: skończę z dziennikarstwem i zabiorę się za beletrystykę. Pielęgnowałem ten pomysł przez trzydzieści lat. Ostatnie dziesięć, prowadząc własny biznes, żeby zarobić na pisanie. Nigdy nie wierzyłem, że z książek da się żyć.
Dokończ: Gdybym jednak nie został pisarzem, to byłbym…
– No właśnie nie wiem. Zawsze miałem w głowie to dziennikarstwo, a potem pisarstwo. Nie mam pojęcia kim bym był, a raczej do czego bym się nadawał. Na pewno nie do pracy monotonnej, więc nie sądzę abym odnalazł spełnienie w sprzedaży kosiarek albo w okuwaniu węży hydraulicznych. Pisanie wygląda na nudne, ale jest najbardziej atrakcyjnym zawodem ever. Można żyć w różnych światach i czasach, kreować bohaterów, przeżywać sytuacje i emocje. No i – co dla mnie jest najważniejsze – dobrze się bawić.
Obejrzyj także wywiad z pisarzem
Uważasz swoje pisarskie marzenie za spełnione, przynajmniej w jakimś stopniu? Jeśli tak, to dlaczego. Jeśli nie, to co jest tym marzeniem?
– Spełniło się o wiele, wiele, wiele bardziej niż marzyłem.
Czego oczekujesz od literatury? Swojej literatury i literatury w ogóle.
– Są trzy rzeczywistości. Pierwsza: Prawdziwa. Nie bójmy się tego powiedzieć – kiepska, niesprawiedliwa, coraz głupsza, coraz niebezpieczniejsza i nie przynosząca chluby rodzajowi ludzkiemu. Druga: Wirtualna. To ta w kompie i w smartfonie, do której uciekamy gromadnie i często bezmyślnie, z naiwną nadzieją, że jest dobra, bo ułatwia życie i zwalnia z myślenia. I trzecia: Literacka. Też złudna, ale przynajmniej obsługiwana osobiście. Zmuszająca do używania własnego ciała migdałowatego w mózgu i pracy układu limbicznego odpowiedzialnego za emocje. Tego oczekuję od literatury. Doznań, wzruszeń, złości, smutku, zachwytu, euforii, refleksji. Samodzielności myślenia i przeżywania.
Pisanie wygląda na nudne, ale jest najbardziej atrakcyjnym zawodem ever. Można żyć w różnych światach i czasach, kreować bohaterów, przeżywać sytuacje i emocje. No i – co dla mnie jest najważniejsze – dobrze się bawić.
Jakie książki (albo inne dzieła kultury) cię ukształtowały – jako człowieka, jako pisarza? (ulubione książki, ulubieni pisarze). Masz ulubionego bohatera literackiego? Swojego? Cudzego?
– Najpierw baśnie. Potem Pan Samochodzik (do nadal). Najważniejsze teksty to Hrabal, Szymborska, Kapuściński, Marquez, Bułhakow. Przez pierwsze pięćdziesiąt lat dzieciństwa moim ulubionym bohaterem literackim był Fram – niedźwiedź polarny z książki Cezara Petrescu.
Kiedy nie piszę, to…
– Myślę, co napiszę jak usiądę do pisania.
Nad czym teraz pracujesz?
– Nad zamknięciem trylogii Katharsis/Nemezis. Będzie się nazywała „Kairos” i planujemy ją z wydawcą na jesień.

