Grzegorz Brudnik zaprasza nas w „Szafarzu” do świata ludzi rozpaczliwie osamotnionych, szukających panaceum na swój ból równie często w destrukcji, co w autodestrukcji – pisze Przemysław Poznański.

Nic nie jest tu proste i jednoznaczne, bo każde z działań bohaterów ma swój ukryty motyw, którego odkrycie odsłoni pokłady ludzkiego cierpienia, rozpaczy, złości czy nienawiści. To sprawia, że w przypadku powieści Brudnika trudno mówić nawet o jasnym podziale na protagonistów i antagonistów, bo każda z postaci niesie w sobie rys niedoskonałości, plasujący ją gdzieś na pograniczu tego archetypicznego podziału. Owszem, ktoś tu dopuszcza się zbrodni, a ktoś ze wszystkich sił próbuje powstrzymać sprawcę, lecz nie oznacza to, że przypisane są im role „białego” i „czarnego kapelusza”. Nikt tu bowiem nie jest tak do końca bez winy.
Nawet ekskomisarz Rafał Lichy, który – nieco samowolnie – bierze na swoje barki ciężar dochodzenia. Owszem, chcemy mu kibicować i mamy prawo mu ufać, a przecież jednocześnie widzimy jego autodestrukcyjne zapędy, wspomagane alkoholem i całkowite wycofanie się z życia na margines, jego osamotnienie i idące z tym w parze dogorywanie poza głównym nurtem zdarzeń. Czy może to zmienić sprawa, z którą zwróci się do niego podinspektor Krzywański?
Zdekapitowane zwłoki
Dla Lichego, śledczego z niebagatelnym doświadczeniem, a przede wszystkim niezwykłym instynktem, pozwalającym mu przejrzeć na wylot zbrodnicze umysły, to co od ośmiu lat dzieje się w konurbacji górnośląskiej, a co wciąż jest skrzętnie ukrywane przed opinią publiczną, może być nie lada wyzwaniem. Oto bowiem co roku, w Sylwestra, znalezione zostają kobiece, zdekapitowane zwłoki, trzymające w dłoniach głowę. Dwie ofiary znaleziono w Katowicach, po jednej w Dąbrowie Górniczej, Gliwicach, Sosnowcu, Pyskowicach, na pograniczu Chorzowa i Świętochłowic oraz w Bytomiu. Jak to możliwe, że sprawę udało się tak długo utrzymać w tajemnicy? Ofiary – choć specjalnie upozowane – pozostawiane były w miejscach mało uczęszczanych. Udało się więc uniknąć powszechnej paniki, co nie zmienia faktu, że śledczy chcą rozwikłać zagadkę, zanim dojdzie do kolejnej zbrodni.
Dlatego policja, na czele z Krzywańskim, powołuje specjalny zespół, do którego dokooptowany zostaje Lichy. To zespół, który ma zakończyć łańcuch „oczekiwania na zbrodnię”, o której wiadomo wszak, kiedy się wydarzy, a jednak od lat nie udaje się zapobiec kolejnym jej aktom. Ale zespół, którego skład pokazuje, z jak bardzo trudną sprawą mamy do czynienia, też nie jest kryształowy – praktycznie każdy z jego członków ma coś na sumieniu, często coś, za co usunięto go/ją z szeregów wymiaru sprawiedliwości. A przecież jednocześnie są to osoby o niebagatelnych wcześniejszych zasługach, mające doświadczenie w ściganiu najgroźniejszych sprawców. Tym samym Brudnik tworzy na potrzeby powieści skupioną wokół sprawy grupę wyrzutków, samotników, stojących jedną nogą po stronie prawa, drugą wciąż gdzieś w we własnej mrocznej przeszłości, którą niekoniecznie dzielić się chcą z innymi.
Przeczytaj także:
Zespół indywidualistów
Taki dobór bohaterów komplikuje intrygę. Czy zespół złożony z indywidualistów będzie w stanie działać wspólnie? I czy powody jego powołania opierają się na właściwej motywacji? Jedno jest pewne: za sprawą takich właśnie postaci autor „Szafarza” pokaże nam świat pogrążony w chaosie, gdzie cel wspólny nie zawsze idzie w parze z celem prywatnym, gdzie na drodze stają nie tylko te demony, które niesie ze sobą sprawa wielokrotnych zabójstw, ale i demony, z jakimi zmagają się bohaterowie – ich własne, skazujące ich właśnie na samotność, ale i te biorące się z zadawnionych konfliktów między członkami zespołu.
Grzegorz Brudnik komplikuje więc nie tylko samą zagadkę zbrodni, każąc śledczym – a głównie Lichemu – dokopywać się do coraz to nowych potencjalnych motywów sprawcy, myląc tropy i przerzucając raz po raz podejrzenie na kogoś innego, ale też buduje labirynt emocjonalny, w którym jego bohaterowie skutecznie gubią się we własnych traumach, lękach, ale i ambicjach, tracąc energię na odnalezienie właściwej drogi, a przez to tracąc z oczu właściwy cel.
Rozpaczliwe doświadczenie osamotnienia
„Szafarz” staje się więc kryminałem, w którym z jednej strony otrzymujemy złożoną i wcale niejednoznaczną zagadkę zbrodni, z drugiej obcujemy z nie mniej złożonymi psychologicznymi portretami bohaterów, którzy sami przez się stanowią zagadkę wartą rozwikłania. Tym trudniejszą, że z nikim się nią nie dzielą, skrzętnie ukrywając ją w zakamarkach swoich umysłów. Co ważne, Grzegorz Brudnik do końca nie odpuszcza w żadnej z tych fabularnych warstw, w każdej trzymając nas w napięciu aż do chwili, gdy pojmiemy motyw zbrodni, ale i motywy skazujące bohaterów na ich los.
Tak zbudowany powieściowy świat sprawia, że „Szafarz” – choć oparty na motywie dochodzenia – wymyka się prostej definicji kryminału, skręcając w stronę opowieści o ludziach dotkniętych choćby rozpaczliwym doświadczeniem osamotnienia, braku wsparcia, ludzi wycofanych, którzy pogrążają się w autodestrukcji, ale i w destrukcji. Byle tylko – niekoniecznie w pełni świadomie – zwrócić na siebie uwagę, może nawet poczuć choć raz czyjąś bliskość i zdobyć, choćby na chwilę, jakikolwiek cel.
Grzegorz Brudnik, Szafarz
Wydawnictwo Filia, Poznań 27 marca 2024
ISBN: 9788383573243
The Lichy’s case | Grzegorz Brudnik invites us in 'Szafarz’ (The Disposer) into the world of people who are desperately lonely, seeking a panacea for their pain as often in destruction as in self-destruction – review by Przemysław Poznański.

