recenzja

Misja czynienia dobra i zła | Maciej Torebko, Ręce Boga

Maciej Torebko daje nam w „Rękach Boga” mroczną opowieść o ludziach owładniętych misją wymierzania sprawiedliwości, ale szukających drogi do jej wypełnienia z jednej strony poprzez czynienie dobra, z drugiej – poprzez czynienie zła.  

Z pozoru wszystko w tym kryminale jest jasne: po jednej stronie mamy psychopatycznego mordercę, po drugiej podkomisarza Ariela Janickiego, chlubę policji, śledczego cenionego, choć nie przez wszystkich lubianego. A jednak Maciej Torebko zadbał o to, by żaden z pojawiających się tu bohaterów nie był do końca jednoznaczny, a skrywane przez niego tajemnice, czy przydane mu przez pisarza cechy charakteru, czyniły go postacią mniej lub bardziej tkwiącą na granicy dobra i zła.

Owszem – dokonane tu zbrodnie są złem bez żadnej wątpliwości, ale już motywacje kierujące mordercą wydają się dużo bardziej skomplikowane niż choćby tylko satysfakcja z dokonania zabójstwa. Podobnie zresztą jak w przypadku śledczego, którego metody podlegać mogą nie zawsze pozytywnej ocenie, a czyny, jakimi naznaczona jest jego przeszłość, od tego, co nazywamy złem, dzieli tylko włos.

Sprawiedliwość w Jego imię?

Może jednak właśnie taki protagonista potrzeby jest, by stanąć do walki z kimś, kto niewątpliwie owładnięty jest demonami wyzwalającymi w nim najgorsze instynkty. Poznajemy jego okrucieństwo już na początku książki, gdy bez cienia litości znęca się nad jedną z ofiar. Widzimy go też chwilę później, gdy w okrutny sposób okalecza, a potem zabija białostockiego komornika Tomasza Międzychódzkiego, wypalając mu na powiekach znamię – tytułowy symbol Ręce Boga.

Co kieruje sprawcą? Czy wypełnia misję, u źródeł których leży głęboka wiara? W Boga, ale i w wymierzaną w Jego imię sprawiedliwość? A może za symbolami i zadanymi ranami kryje się coś więcej, a znamię ma tylko zmylić śledczych? Czy – w końcu – to tylko jednorazowy akt zła, a może w Białymstoku pojawił się seryjny morderca, wybierający ofiary według sobie tylko znanego klucza?

Dwa śledztwa

Janicki dostaje tę sprawę niejako z przypadku. Owszem, zabójstwo prominentnego przedstawiciela miejscowej palestry to sprawa ciekawa, ale podkomisarzowi marzy się takie dochodzenie, które pozwoliłoby mu pokazać cały wachlarz jego możliwości i zapewniło tym samym upragniony awans. Takie choćby, jak to, które rozpoczęło się dzień wcześniej, gdy w lesie pod miastem znaleziono stosunkowo świeży zbiorowy grób. Pech chciał, że akurat w tym czasie Janicki miał urlop – obiecał bowiem zająć się kilkuletnią córką, która na co dzień mieszka z matką.  

Mimo to policjant jedzie – zresztą wraz z dziewczynką – na miejsce zbrodni. Odbija się jednak od policyjnej taśmy, bo sprawę dostał już jego największy rywal, Wiktor Wojtulewicz, śledczy mierny, ale wierny, który na pewno nie zgodzi się, by ewentualny splendor z rozwiązania głośnej zagadki spadł na kolegę. Za to traf chce, że Janicki trafia przy tej okazji na inną sprawę, która zaprzątnie odtąd jego głowę, każąc mu dzielić czas z dochodzeniem w sprawie komornika, które zresztą szybko okazuje się być bardziej skomplikowane, niż można by zrazu przypuszczać. Sprawcą jest ewidentnie ktoś, kto doskonale wie, jak przechytrzyć śledczych. Ktoś, kto dla Janickiego okazuje się trudnym przeciwnikiem.

Niekończący się proces czynienia zła

Tak rozpoczyna się intryga, w której każdy z pojawiających się wątków w odpowiednim momencie znajduje swoje miejsce, dopełniając obrazu całości, ukazując całą prawdę o ludziach wręcz owładniętych misją wymierzenia sprawiedliwości. Za wszelką cenę. Nie zawsze jednak zdolnych do właściwej oceny sytuacji, za to zdolnych do przekraczania granic między dobrem a złem, jeśli uznają, że tego wymaga sprawa, której służą. Autor skrzętnie pozbiera wszystkie nici tej wielowątkowej fabuły, by utkać historię skupioną na odkrywaniu mroku tkwiącego w ludzkich umysłach, rządzących nimi demonach, ale i na poszukiwaniu przyczyn, dla których to samo zdarzenie jednych popchnie na drogę czynienia dobra, a innych – zła.

Niejednoznaczne, częściowo otwarte zakończenie powieści sugeruje, że nie jest to poszukiwanie zakończone. Nic dziwnego – jedna z najmocniejszych scen książki, odsłaniająca bestialstwo sprawcy, który w czynieniu zła nie zawaha się nawet posłużyć kimś bez żadnego wątpienia niewinnym, pokazuje, że proces doświadczania zła, które może potem skutkować innym złem, choćby wskutek nieprzepracowanej traumy, tak naprawdę nigdy się nie kończy.  

Maciej Torebko, Ręce Boga
Wydawnictwo Initium, 22 styczna 2024
ISBN: 9788367545648

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej