recenzja

Upiory niewolnictwa | Toni Morrison, Umiłowana

Toni Morrison przekracza granice realności, by opowiedzieć nam o upiorach zrodzonych z nienawiści rasowej i doświadczeń udręki niewolnictwa. O „Umiłowanej” pisze Przemysław Poznański.

Wydana w 1987 roku powieść późniejszej laureatki Literackiej Nagrody Nobla (teraz po polsku publikowana w nowym przekładzie Kai Gucio)to zarazem fresk, ukazujący mroki niewolnictwa, z całą panoramą zadawanych w jego imię krzywd, jak i kameralna, intymna wręcz opowieść, skupiona na jednostkowym cierpieniu, na hodowaniu w sobie traum, na samotności w bólu. Bólu tak wielkim, że staje się namacalny. Do tego stopnia, że zacznie rozpychać się, rządzić, dyktować swoje prawa, a przede wszystkim od siebie uzależniać.

Morrison daje nam więc studium psychicznej udręki, dziedzicznej zresztą i współdzielonej, wynikającej z doświadczenia poniżenia, przemocy, gwałtu czy pogardy. Doświadczenia wśród Czarnych powszechnego w drugiej połowie XIX wieku, bo czerpiącego z praźródła powszechnych wówczas społecznych przekonań (szczególnie na Południu Stanów Zjednoczonych) o wyższości jednych nad drugimi, o prawie jednych do rozporządzania życiem innych.

Dom 124

„Umiłowana” to historia czarnoskórej Sethe, choć właściwie jest to historia wszystkich czarnych kobiet w USA. A choć psychiczne i fizyczne udręczenie nie dotyka tylko ich (wystarczy wspomnieć postać Hallego, przez moment partnera głównej bohaterki), to jednak właśnie ona i one znajdą się ostatecznie w centrum zdarzeń, biorąc na swoje barki największy ciężar, czasem oznaczający konieczność zmierzenia się z sytuacjami granicznymi. Ciężar trudnych decyzji, które zaważą na ich losie, a także na losie ich bliskich.

Dlatego gdy rozpoczynamy lekturę powieści, w domu zwanym po prostu 124, zastajemy tylko kobiety: około trzydziestoletnią Sethe i jej osiemnastoletnią córkę Denver. Niemal fizycznie obecne jest też ciepłe wspomnienie Dzidzi Suggs (wracającej zresztą w retrospekcjach) – zmarłej przed ośmioma laty nestorki roku i miejscowej kaznodziejki, ale zauważymy też niejasną obecność kogoś jeszcze: ducha, który zadomowił się tu na dobre, czyniąc dom nawiedzonym. To z powodu tego bytu – tłukącego lustra i zostawiającego na cieście odciski dziecięcych dłoni – z domu uciekli synowi Sethe: Howard i Buglar. Choć przecież musieli wiedzieć, że dom nie jest przypadkowo nawiedzony, lecz, że niewidzialnym lokatorem upominającym się o uwagę jest prawdopodobnie dusza ich zmarłej przed wieloma laty siostry.    

Przeczytaj także:

Aż do szaleństwa

Ta nadprzyrodzona obecność, w nader oczywisty sposób odzwierciedlająca niewypowiedziane traumy dźwigane przez Sethe, będzie tu przyczynkiem do zagłębienia się w historię tej kobiety, z jej opowieścią o przeżytym gwałcie czy zadanej jej okrutnej chłoście, po której na plecach zostały zrogowaciałe blizny. Ale będzie też jednocześnie ta nadprzyrodzona obecność widomym znakiem rozpoznawczym dowolnego domu zamieszkałego przez Czarnych, co zwięźle ujmie Dzidzia Suggs, spytana czy z powodu ducha nie warto opuścić 124: „A po co?” – spyta. – „Każdy dom w tym kraju jest po same krokwie pełen rozpaczy jakiegoś murzyńskiego umarlaka”.

Tym motywem w jakimś sensie wraca Morrison do tematu szaleństwa, które tak dobitnie wdzierało się w fabułę, jak i w narrację (włączając język) jej debiutanckiego „Najbardziej niebieskiego oka”. I tam, i tu szaleństwo rozumiane jest jako zjawisko zbiorowej pogardy, prowadzącej do fizycznego i psychicznego wyniszczenia jednostki. Owo wyniszczenie tam objawia się między innymi chorobliwym wręcz brakiem samoakceptacji czy aktami podszytej rozpaczą agresji, tutaj próbą szukania duchowej równowagi poprzez wykraczanie za granice tego, co pojęte. Szczególnie w momencie, gdy Toni Morrison postanawia, że ten jednoznacznie nadprzyrodzony, ale już oswojony byt ustąpi miejsca innemu – mniej jednoznacznemu, bardziej przez to jednak niepokojącemu. Duch znika w chwili, gdy w domu zjawia się dawny niewolnik i znajomy Sethe, Paul D. Spokój, który nastanie – dla Denver zresztą nieznośny, bo doskonale dogadywała się z „siostrą” – nie potrwa jednak długo. Pewnego dnia na schodach domu zjawi się bowiem młoda, nikomu nieznana kobieta, obdarzona wiedzą o przeszłości Sethe i każąca nazywać siebie Umiłowaną.

Blizna na szyi

Kim jest Umiłowana? Skąd przybyła? Żeby to zrozumieć, znowu będziemy musieli albo przekroczyć ramy tego, co wydaje się realne, albo poszukać odpowiedzi w przeszłości, lub w najgłębszych pokładach niepamięci Sethe, wspomnieniach skrzętnie chowanych – we wszystkim tym, co wypierane jest wciąż z jej pamięci, a co i tak wraca uporczywie jako najokrutniejsze ze wspomnień. Poszukać trzeba też zresztą przy okazji w traumie zbiorowej, w przeżyciach każdego w miasteczku, kto podzieli zachwyt, niezrozumienie i strach przez przybyszką.

Toni Morrison nie przesądza jednoznacznie nadprzyrodzonego czy przyrodzonego charakteru tej postaci. Przedstawia za to niepokojąco piękną kobietę znikąd, wchodzącą z innymi w relacje (także seksualne), posiadającą więc wszelkie cechy postaci z krwi i kości, której wygląd (w tym blizna na szyi) i zachowanie staną się jednocześnie bodźcem dla nie do końca racjonalnego postępowania domowników spod numeru 124, dopatrujących się w tej niespodziewanej, na pewno też niepokojącej z wielu względów wizycie szansy na unieważnienie przeszłości, na nowe otwarcie.

Przeczytaj także:

Wypędzanie wspomnień 

Nie przesądzając, czy Toni Morrison używa chwytu niesamowitości, czy relacjonuje nam wydarzenia jak najbardziej realne, przefiltrowane jedynie (i aż) przez cały wachlarz traum jej bohaterek i bohaterów, faktem pozostaje, że poprzez wykreowanie tytułowej postaci wzmacnia przekaz o spustoszeniu, jakie czyni w ludzkim umyśle, ale i w relacjach między bliskimi, zarówno podyktowana pogardą przemoc, jak i głęboko skrywana tajemnica. Jedno jest bowiem pewne: Umiłowana jest tajemnicą, która staje się magnesem dla innych tajemnic, na czele z sekretem matczynej miłości, zdolnej w obliczu strachu o los dziecka do czynów przekraczających granice tego, co wydaje się być wyborem dyktowanym instynktem macierzyńskim.    

„Jak martwe wraca do życia, to zawsze boli” – powie w pewnym momencie jedna z bohaterek. W tej konkretnej scenie chodzi zaledwie o masowanie zdrętwiałych stóp, ale zdanie to staje się kluczem do zrozumienia powieści Toni Morrison – opowieści o duchach przeszłości, o upiorach nienawiści na tle rasowym, o powracaniu do świata żywych tych wspomnień, które powinny dawno odejść, ale i o wciąż uporczywie podejmowanej próbie zapomnienia, czy może wypędzenia wspomnień, jako szansie na powrót do życia dla tych, którzy przetrwali.

Toni Morrison, Umiłowana (Beloved)
Przełożyła Kaja Gucio
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 8 listopada 2023
ISBN: 9788367891585

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej