wywiad

Aniela Wilk: Piszę prozę ku rozrywce | Rozmawia Przemysław Poznański

Z założenia piszę prozę ku rozrywce. Uważam za błędne założenie, że każda książka, którą czytamy, powinna zostawiać jakiś ślad w naszej duszy. Bzdura. Książki również służą rozrywce. Dlatego „Figurantka” i „Ryzykant” to moja wersja „babskiej sensacji”, czyli takiej miejscami brutalnej, miejscami wzruszającej, zmysłowej i zabawnej – mówi Aniela Wilk. Rozmawia Przemysław Poznański.

Aniela Wilk, fot. archiwum prywatne

Przemysław Poznański: „Figurantka” i „Ryzykant” rozgrywają się za oceanem, a bohaterami są Amerykanie. Dlaczego? W pani powieściach obyczajowych tłem pozostaje Polska. Tu jedyna „polskość” to kilka swojsko brzmiących nazwisk.

Aniela Wilk: Nie wykluczam, że kolejne moje powieści będą rozgrywać się w innych szerokościach geograficznych – kusi mnie Rosja, południe Europy jak i RPA. W samej „Figurantce” poza Stanami pojawia się również sceneria kanadyjska. W obecnych czasach, przy takim dostępnie do informacji i mając przy okazji zacięcie typowo humanistyczne do pogłębionego researchu, uważam, że mam prawo obierać sobie każdą scenerię do moich historii, o ile mam pewność co do własnego wykonania. USA pasowało mi do motywu walki z kartelem narkotykowym, polskie podwórko nie dawało szans na napisanie takiej intrygi i nie w takiej stylistyce.

Pytam o to także dlatego, że w „Ryzykancie” znana nam już z poprzedniej części bohaterka Alice zostaje uwięziona na terenie kolumbijskiej selwy przez członków narkotykowego kartelu. Z pomocą rusza jej Bruce. Lokalizacja wymagała chyba sporego researchu? Nie łatwiej umieścić akcję w Polsce?

– W Polsce nie byłoby szans na analogiczną sytuację, nie mamy organizacji przestępczych, które działałyby w podobny sposób. Poza tym im mocniej wgryzałam się w Kolumbię, tym bardziej sama byłam zafascynowana tym krajem. Sam research z początku wydawał mi się tematem, który mnie przerośnie po prostu. Musiałam poświęcić sporo sił i energii, aby samej zdobyć odpowiednią wiedzę. Jedyne, co mnie niemile zaskoczyło, to ich muzyka – absolutnie koszmarna!

Jak zrodził się pomysł tej serii? I dlaczego w ogóle po powieści obyczajowej postanowiła pani napisać powieść sensacyjną?

– Napisałam powieść obyczajową, właściwie dwie – bo to również seria – a kiedy ostatecznie zamknęłam ten projekt, chciałam spróbować się w innym gatunku.

Najpierw pojawiło się pierwsze zdanie powieści. Miałam je od lat zapisane gdzieś w czeluściach laptopa. Potem pojawił się pomysł ze „spadkiem”, jaki otrzymuje główna bohaterka po mężu, stylistyka sensacyjna była niejako podyktowana tym wstępnym pomysłem.

Z początku to miała być powieść ukierunkowana bardziej na romans/erotyk, jednak cała zabawa z kryminalnym wątkiem okazała się ciekawsza dla mnie jako autorki. Chciałam również się sprawdzić czy dam radę napisać coś trzymającego w napięciu. I chyba całkiem nieźle mi to wyszło i cieszę się, że zrezygnowałam z pierwotnego pomysłu, aby w przeważającej części był to erotyk.

Od czego generalnie wychodzi pani, przymierzając się do napisania nowej książki? Bohatera, głównych założeń fabuły?

– Najpierw musi być pomysł. I to taki, który można zapisać w jednym zdaniu, w „Figurantce” punktem wyjścia była myśl „a gdyby zmarły mąż okazał się draniem?”, potem jest konstruowanie postaci, kilka mocnych punktów, jakie chcę, aby były w powieści. Powstaje konspekt, ale nigdy nie trzymam się go mocno, często efekt końcowy rozmija się z planem, ale nigdy nie było to „minięcie się” na szkodę dla fabuły.

Jak wygląda pani pisarska praca? Ile zajmuje w niej choćby dokumentowanie, a ile pisanie?

– Staram się najpierw zebrać materiały, jeszcze na etapie pisania konspektu. Kiedy mam pewność, że wszystko już mam pod ręką, biorę się za całą tę zabawę z pisaniem. Zdecydowanie sam etap pisania jest krótszy, ale ja jestem wariatką z szalonym tempem pracy.

Postawiła pani na ciekawą formę – „Ryzykant” to rasowa powieść sensacyjna, z intrygą potraktowaną na serio, ale styl, w jakim pani pisze, jest raczej lekki, przepełniony optymizmem, charakterystyczny dla powieści przygodowej. Skąd taki wybór formy? I czy nie kusiło pani – gdy zdecydowała się pani na sensację – napisanie powieści mrocznej, np. kryminału noir?

– Bo z założenia piszę prozę ku rozrywce. Uważam za błędne założenie, że każda książka, którą czytamy, powinna zostawiać jakiś ślad w naszej duszy. Bzdura. Książki również służą rozrywce. Dlatego „Figurantka” i „Ryzykant” to moja wersja „babskiej sensacji”, czyli takiej miejscami brutalnej (jak z filmów lat 80., gdzie królowały okropne fryzy i świetna muzyka), miejscami wzruszającej, zmysłowej i zabawnej.

Styl pani powieści jest jednak bardzo „męski”, charakteryzuje się choćby dosadnym językiem, nie brakuje scen seksu, opowiadanych także z punktu widzenia męskich bohaterów. Czerpie to pani z siebie, z własnej wyobraźni, inspiruje się innymi lekturami, czy ma pani konsultantów do spraw takiego języka?

– Z wykształcenia jestem filologiem językoznawcą. Dla mnie operowanie różnymi odmianami języka to jak kolejne ćwiczenie.

Wszystkie narracje pisane z punktu widzenia mężczyzny były dla mnie wyzwaniem, ale takim z rodzaju tych motywujących do jeszcze bardziej pogłębionej pracy. Lubię bawić się formą, lubię eksperymentować z językiem: dlatego między innymi zdecydowałam się na taki typ narracji, który nie jest „wiodącym” we współczesnej prozie kobiecej.

Nie bez znaczenia jest mój dorobek czytelniczy, bo był moment w moim życiu już po studiach, kiedy potrafiłam czytać po dwie powieści dziennie i wówczas brałam, co tylko mi w ręce wpadło. Nawet specjalnie na tę okazję zrobiłam kurs szybkiego czytania.

Na razie dzieli pani swoją pisarską aktywność miedzy powieści sensacyjne i obyczajowe. Czy skłania się pani bardziej ku któremuś gatunkowi, czy raczej pozostanie pani w obu? A może w ogóle coś nowego?

– Na ten moment nie zamierzam wracać do typowych obyczajówek, może za kilka lat znów spróbuję, nie wiem. Nie chcę być też autorką, która zamyka się w ramach jednego gatunku. Chciałabym kiedyś napisać rasowy, mroczny kryminał, albo głęboki, psychologiczny thriller. Z drugiej strony – komedia również kusi jako odskocznia. 

Nad czym pani teraz pracuje? „Ryzykant” kończy się tak, że trzeci tom wydaje się konieczny, zresztą zapowiada go pani w książce. A co potem?

– Jestem strasznym zadaniowcem – nie ruszę żadnego kolejnego dużego tekstu, jeśli ta seria nie będzie skończona. I mogą pomysły mi się kłębić w głowie, ale póki nie postawię ostatniej kropki i ostatniej wersji korekty powieści, nie uruchomię nawet pliku nowej książki. Znam się na tyle dobrze, aby mieć pewność, że gdybym się rozproszyła i zaczęła coś innego, nowego, to to nowe pochłonęłoby cały mój zapał.

Rozmawiał Przemysław PoznańskiAniela Wilk – pseudonim literacki niepokornej polonistki, w swoim rodzinnym miasteczku prowadziła kameralną księgarnię, nie planowała zostać pisarką, ale gdy pewnego dnia zabrakło jej ciekawej lektury, postanowiła sama ją sobie stworzyć. Niespodziewanie pisanie stało się dla niej sposobem na życie, odskocznią i wentylem bezpieczeństwa. Autorka powieści „Przepustka do szczęścia”, „1000 pierwszych szeptów”, „Figurantka” i „Ryzykant”.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: