felieton seriale

Kto rządzi imperium, czyli śmiejmy się, póki można | Felieton Anny Fryczkowskiej

Nie jest to kolejna opowieść o tym, co dzieje się za kulisami szczytów władzy. No dobrze, jest. Ale przecież nie tylko o tym, że kulisy władzy są tak groteskowo potworne, że nie można zrobić nic innego, niż je obejrzeć przez ozdobną lupkę, a potem wyśmiać, bo to przecież serial komediowy. Jednak poza tym „Wielka” to także zabawa historia, pogrywanie ze stereotypami z opowieści historycznych oraz wyobrażeniami na temat  Rosji, ale przede wszystkim szalona opowieść o kobiecie, która właśnie dojrzewa do bycia niezwykłą. Chodzi konkretnie o niejaką Katarzynę, carycę, której za jakiś czas historia nada przydomek Wielka.

Na razie Katarzyna jest młodziutką i pełną nadziei dziewczyną, która właśnie przyjechała z arystokratycznego acz podupadłego rodu z Prus, by poślubić cara Piotra i dać mu dziedzica. Delikatna, przepełniona oświeceniowymi ideami na temat dobra ludu i służby ojczyźnie, na miejscu dowiaduje się (cóż za zaskoczenie!), że motywem przewodnim jej przygód w nowym miejscu będą jednak próby zmajstrowania dziedzica tronu, a nie cokolwiek innego. Jej pobyt na dworze zaczyna się więc urzędowym badaniem dziewictwa, a potem odmierzany jest beznamiętnymi acz regularnymi scenami płodzenia potomka (seksem tego nazwać nie można). Katarzyna pomiędzy wizytami męża ma w zasadzie wolną rękę, oczekuje się, że sama znajdzie sobie zajęcie na tym przedziwnym miejscu, jakim jest carski dwór. Wydawałoby się, że mogłaby trochę poprzebywać z mężem, ale o to trudno.

Car Piotr bowiem, młodziutki wszechwładca Rosji, którego Katarzyna postanowiła kochać i podziwiać, jest bardzo zajęty. Całe dnie spędza na rozpuście, polowaniach, jedzeniu, piciu (z naciskiem na picie) oraz wypowiadaniu żartów, które chór potakiwaczy kwituje lizusowskimi wybuchami śmiechu. Poza tym zajmuje się niewoleniem kolejnych dwórek, bójkami, krzyczeniem Hurraaa! i tłuczeniem kieliszków (pisałam już o stereotypach? Cały czas się nimi tu bawimy). Oczywiście, jako dobry mąż, podarował Katarzynie oswojonego niedźwiedzia, oczywiście poi ją wódką, karmi barszczem, czasem nawet zje z nią śniadanie, ale generalnie ma swoich kumpli, swoje kochanki i swoje rozrywki, a co do Katarzyny, to nie powinna obnosić kwaśnej miny i dać mu wreszcie dziedzica. Piotr ma również straszliwy kompleks ojca, wielkiego cara, i – jak w |Psychozie” – trzyma w pałacu zmumifikowane zwłoki matki, z którą lubi pogadać. Za życia nigdy go nie chwaliła, teraz szczęśliwie milczy.

Rządzenie? Cóż łatwiejszego! Czasem się coś podpisze, czasem się coś powie (z przerwą na śmiech), czasem się coś zarządzi, czasem się zbluzga arcybiskupa czy generała, czasem przestawi się kilka pionków na wojskowej mapie, czasem się krzyknie „Pogońcie Szwedów” i „Nie oddamy ani guzika”, przecież władzę się dostało od Boga, więc można wszystko.

Katarzyna, panna delikatna, przepełniona oświeceniowymi ideałami i natchniona lekturami, ma – odkąd została carycą – plotkować i zajadać słodycze z dwórkami, popołudniami rzucając barwne kule na wygolony trawnik, wieczorami zaś znosić wizyty małżeńskie. Wiadomo, że długo tak nie wytrzyma, wiadomo, że ambicje i plany ma o wiele większe, znajdzie też do tego sojuszników, jeśli kto uważał na lekcjach historii, to zna spoilery. Choć co do spoilerów – serial „Wielka” bardzo luźno traktuje fakty historyczne, w czym zresztą leży mnóstwo jego uroku. To nie jest solenna rekonstrukcja jak w „Tudorach”, czy nieco przegięta koloryzowana opowieść, jak w „Borgiach”, tu mamy jazdę bez trzymanki, która momentami śmieszy do rozpuku, bo czy naprawdę ta groteskowa banda świrów i nieudaczników ma władać imperium?

Poza tym to jest naprawdę, ale naprawdę bardzo śmieszne, galeria postaci jest przebarwna i przeodlotowo zagrana, codzienność dworu jest bardziej groteskowa niż film Almodovara, stosunki na nim bardziej zagmatwane i splątane niż kłąb dżdżownic w deszczu, troska o kraj mniejsza niż to, co będzie dziś na obiad. A przy tym wszystkim, niezależnie od tego co się dzieje, lud rosyjski nieustająco wielbi swego cara, rubasznego półgłówka, czcią niemal boską i gdyby mieli wybory, pewnie by na niego zagłosował. Ale że nie mają, wyłącznie wielbi i absolutnie się nie buntuje.

PS1. Dużą przyjemnośc sprawia mi zastanawianie się, jaką minę miał Putin, gdy oglądał ten serial (mam nadzieję, że oglądał). Możliwe, że także, jak car Piotr, zawołał Hurrra! I stłukł kieliszek, kto wie.

PS2. W owych czasach w Rosji nie śniło się oczywiście o wyborach, a władzę dziedziczyło się z automatu (no, po jednym czy drugim zamachu). Na szczęście u nas jest teraz inaczej, a władza nie jest dziedziczna.

PS3. Idźcie głosować! I cieszcie się, że jeszcze nie ma u nas dynastii panującej.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: