artykuł teatr

Zyga ze scenicznego serialu | Gliny z innej gliny, cz. I, reż. Łukasz Witt-Michałowski

W „Glinach z innej gliny”, wystawianych na teatralnych deskach Sceny In Vitro Centrum Kultury w Lublinie, co najmniej dwie rzeczy wydają się inspirujące – samo podejście reżysera do adaptacji opowiadania Roberta Ostaszewskiego, wykorzystującego kultową postać stworzoną przez Marcina Wrońskiego, jak i pomysł, by był to zaledwie pierwszy odcinek planowanego scenicznego serialu. Zapraszamy do lektury wrażeń z premierowego przedstawienia oraz tego, co powiedzieli nam o nim jego twórcy.

„Gliny z innej gliny”, cz. I”, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

Gdy w 2018 roku Marcin Wroński żegnał się ze swoim bohaterem kryminalnej serii, komisarzem Zygą Maciejewskim, do współpracy zaprosił kolegów po piórze – Ryszarda Ćwirleja, Andrzeja Pilipiuka i Roberta Ostaszewskiego, którzy napisali gościnnie opowiadania do tomu „Gliny z innej gliny”. To właśnie jedno z nich – „Ten cholerny wrzesień” autorstwa Ostaszewskiego – stało się kanwą do teatralnej adaptacji autorstwa Łukasza Witt-Michałowskiego, wystawionej na scenie Centrum Kultury w Lublinie. Co ważne, ten reżyser ma już doświadczenie z postacią Zygi – trzy lata temu, przeniósł na teatralne deski powieść Wrońskiego „Pogrom w przyszły wtorek”.

Tym razem mamy wrzesień 1939 roku. W lubelskim szpitalu zamordowana zostaje siostra przełożona, a magazynu znikają spore zapasy morfiny. Nic dziwnego, że pierwsze podejrzenie pada na dwie pielęgniarki (w jednej z ról Matylda Damięcka), które miały w przeszłości problemy z uzależnieniem od narkotyków – drugą jest Róża (grana przez Annę Marię Sieklucką) ukochana Maciejewskiego (w tej roli wystąpił Przemysław Sadowski), choć oczywiście prawda okaże się znacznie bardziej skomplikowana.   

Przedstawieniem Witt-Michałowskiego, choć klasycznym w warstwie przekazania samej intrygi, rządzi jednak pewna umowność – od pełnych smaku rozwiązań scenograficznych, z których wymienić trzeba choćby papierowy obrys ciała ofiary zbrodni, będący de facto samym ciałem, o czym przekonamy się w scenie zabierania zwłok, po niezwykle ważkie dla odbioru całości widowiska wprowadzenie do sztuki postaci Narratora, który zmaterializował się za sprawą twórców spektaklu i stał się jedną z postaci czynnie uczestniczących w widowisku.

Jego obecność jest tu ważna na kilku poziomach. Stanowi choćby jedno ze źródeł obecnego w przedstawieniu humoru, sprawiającego, że dość ponura, bezsensowna zbrodnia, osadzona dodatkowo w okolicznościach nadciągającego frontu, znajduje swój kontrapunkt, sprawiający, że całość sztuki, choć utrzymanej w klimacie kryminału noir, nie popada nadmiernie w powagę czy wręcz nadęcie. Narrator (Adam Organista) przekazuje bowiem tę warstwę prozy Ostaszewskiego, która normalnie nie jest przekładalna na teatr – opisy, komentarze, wtrącenia – jak choćby kąśliwą uwagę o zapalniczce, której przesłuchiwany lekarz użycza Maciejewskiemu czy subtelne, a przez to zabawne, przypomnienie Zydze o kapeluszu, który zostawił w lekarskim gabinecie.

Marcin Wroński, Przemysław Sadowski (Zyga Maciejewski) i Robert Ostaszewski, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

Postać narratora ma jednak w przedstawieniu do zagrania znacznie więcej, niż tylko pewnego rodzaju wersję konferansjera. Wypełnia tu – nie tylko słowem, ale i specyficzną choreografią – sceniczną przestrzeń od początku do końca, przechodząc w pewnym momencie niespodziewaną metamorfozę, dającą nam poczucie, że od pierwszej sceny mógł być on nie tylko uczestnikiem, ale i kreatorem zdarzeń.

Jeśli jednak mowa o humorze, to trzeba zauważyć, że spory udział w jego kreowaniu ma także Przemysław Sadowski – odtwórca głównej roli. Aktor był już Maciejewskim w „Pogromie…” i widać, że doskonale tę postać zna. Pozwala więc sobie grać przypisaną przedstawieniu umownością, jak choćby wtedy, gdy wygłaszaną przez Narratora uwagę o nalewaniu wódki do kieliszka interpretuje jako picie wódki z gwinta.

„Gliny z innej gliny, cz. I” to pierwszy odcinek czteroczęściowego scenicznego serialu, ale i – podobnie jak opowiadanie, na którym został oparty – zamknięta całość. Serialowość projektu polega tu więc bardziej na tym, że za miesiąc (na premierę części drugiej bilety wyprzedały się zaraz po premierze pierwszego odcinka) wrócimy do świata Zygi i Róży i zobaczymy te same postaci w tych samych interpretacjach. Na razie reżyser nie zdradził, które z opowiadań tym razem weźmie na warsztat.

Reżyser Łukasz Witt-Michałowski z częścią obsady spektaklu, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

Jak w rozmowie z nami opowiadał Łukasz Witt-Michałowski, jego serial to rodzaj eksperymentu, bo nikt wcześniej z kryminałem nie robił tego w teatrze. – Były tylko zamknięte całości, adaptacje powieściowych narracji, jak choćby „Mock. Czarna burleska”, według prozy Marka Krajewskiego, pokazywana we wrocławskim Capitolu czy „Pogrom w przyszły wtorek” – mówi reżyser. Jak zaznacza, jednym z kluczy doboru opowiadań do teatralnego serialu są jego rozmowy z autorem całej serii, czyli Marcinem Wrońskim, z którym współpracował już przy adaptacji „Pogromu…”. Tekst musi też – jak mówią aktorzy – „układać się w gębie”.

Witt-Michałowski przyznaje, że adaptacje prozy Wrońskiego to także w pewnym sensie sposób na wypełnienie odczuwanej przez niego luki w przestrzeni Lublina: – Brakuje mi tego, że nie powstał tu rodzaj wirtualnego miasta z czasów Zygi Maciejewskiego, który choć jest postacią fikcyjną, to porusza się po bardzo konkretnych krajobrazach tej przestrzeni miejskiej, z pieczołowitością pokazaną przez Wrońskiego – przekonuje reżyser.

Sam Wroński, który tym razem z przedstawianą historią o Maciejewskim nie miał nic wspólnego, docenia smak i dowcip adaptacji, a także ową teatralną umowność, która jego zdaniem podkreśla nastrój czarnego kryminału. – Łukasz Witt-Michałowski jest reżyserem, do którego mam duże zaufanie. Pracujemy razem od lat i to jest ten etap, kiedy w ciemno kupuję jego pomysły, ponieważ wiem, że zadziałają i będą inspirujące, także dla mnie – mówi pisarz.

„Zróbmy niepozowane zdjęcie”, czyli Robert Ostaszewski, Łukasz Witt-Michałowski i Marcin Wroński, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

Robert Ostaszewski współuczestniczył w adaptacji teatralnej swojego opowiadania, ale przyznaje, że nie do końca wiedział, jak finalnie będzie wyglądała wizja sceniczna Łukasza Witt-Michałowskiego. – Po premierze jestem bardzo zadowolony. Moim zdaniem spektakl jest bardzo spójny, dynamiczny, zagrany z pasją przez aktorów. I chyba mocno oddziałuje na widzów, bo po spektaklach licznie podchodzili oni i do mnie, i do Marcina Wrońskiego, by nam pogratulować i spytać, co będzie w następnych odcinkach tego serialu teatralnego – mówi Ostaszewski.

Gliny z innej gliny, cz. I, reż. Łukasz Witt-Michałowski
Na podstawie opowiadania Roberta Ostaszewskiego „Ten cholerny wrzesień” z tomu Marcina Wrońskiego „Gliny z innej gliny”.
Centrum Kultury w Lublinie Scena In Vitro, 30 stycznia 2020

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: