Reklamy
muzyka teatr

Sens życia według Stephena Schwartza | Pippin, Stephen Schwartz, Roger O. Hirson, reż. Jerzy Jan Połoński

„Pippin, czyli historia prawdziwa o poszukiwaniu szczęścia” to utrzymany w konwencji cyrkowego lub jarmarcznego przedstawienia, podpartego groteskowym humorem burleski, brodwayowski musical Stephena Schwartza z doskonałym librettem Rogera O. Hirsona oparty na życiorysie Pepina, najstarszego syna Karola Wielkiego. Samo libretto dość luźno czerpie z życiorysu pierworodnego syna tego władcy, ale jest wierne faktom historycznym w najważniejszych epizodach odnoszących się do jego życia. Musical można teraz oglądać na deskach Teatru Muzycznego w Poznaniu, a swoją polską premierę miał 7 września 2019 r.

Spektakl po raz pierwszy został wystawiony w 1972 r. i od razu odniósł sukces, którego miarą jest choćby to, że jest on 36. najdłużej granym musicalem na Broadwayu. W 1998 r. Mitch Sebastian dodał do oryginalnego musicalu nowe zakończenie, z Teosiem. W tej postaci można go też oglądać w Poznaniu. Niektóre z utworów składających się na to przedstawienie doczekały się osobnych wykonań. Nagrano kilka coverów piosenek Pippina. Krótko po debiucie serialu zespół The Supremes nagrał „I Guess I’ll Miss the Man”, a Michael Jackson – „Morning Glow”. Singiel Jackson 5 „Corner of the Sky” osiągnął 18. miejsce na liście Billboard Hot 100 w 1972 roku. Z kolei „No Time at All”, w wykonaniu Shirley MacLaine i Darrena Crissa, pojawiło się w finale piątego sezonu „Glee”. Musical został wznowiony na Broadwayu w 2013 r.

Siła tego spektaklu polega w równym stopniu na muzyce, co na opowieści o zataczającej koło historii, która lubi się powtarzać. Ma też głębokie przesłanie moralne, które wybrzmiewa szczególnie mocno i na które warto zwrócić uwagę zwłaszcza w trudnych i wymagających czasach. Bo tak naprawdę jest to opowieść o życiu, o młodości potrzebującej się wyszumieć, o lękach i obawach dorosłości i o słusznych wyborach, które warto podejmować. O poszukiwaniu sensu życia. Ma jednak oprócz motywów skłaniających do refleksji i przemyśleń również elementy stricte komediowe. Choćby Helga, gęś Teosia, która jest tak przerysowana, że bardziej przypomina postać Wielkiego Ptaka z Ulicy Sezamkowej, niż podwórkową gąskę. Jest więc i śmiech, gdy gęś wydaje ostatnie tchnienie i pojawiająca się wraz z nim zaduma i refleksja nad dziecięcymi przyjaźniami, marzeniami i pragnieniami. Jednocześnie ten sam moment śmierci gęsi Helgi zawraca dorosłych widzów w przeszłość, do świata dziecięcych pragnień i takiego prostodusznego postrzegania świata jaki tylko jest możliwy, gdy jest ktoś, kto się nami opiekuje.

Sam spektakl pomyślany jest jako swoisty dwugłos Pipina (w inscenizacji, którą widziałem doskonale zagranego przez Wojciecha Daniela) i Mistrza ceremonii (granego w tym przedstawieniu przez Izabelę Pawletko) uosabiającego żywioły i namiętności. Z jednej strony dostajemy zatem obraz ambitnego syna żyjącego w cieniu wielkiego ojca, z drugiej tenże Pipin wodzony jest na manowce rozkoszy i poznania istoty sensu życia przez demiurga skrytego pod maską cyrkowego trefnisia. I właśnie ten sceniczny, wielce umowny jarmarczny sznyt dodaje dość nieoczekiwanie przedstawieniu dodatkowy impuls, co w zestawieniu z graną w drugim akcie sielską błogością życia rodzinnego ukazuje szczególnie wyraźnie ten kontrast, który wcześniej widzieliśmy w relacji życia dworskiego i zabawy, a później wojny, bólu i śmierci. Polscy widzowie mogą wczuć się w rytm „Pippina” dzięki doskonałemu tłumaczeniu libretta, którego autorem jest Lesław Haliński i piosenkom, których tekst przełożył Przemysław Kieliszewski – dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu.

Pisząc o inscenizacji „Pippina” w Teatrze Muzycznym w Poznaniu  nie sposób nie wspomnieć o Annie Lasocie grającej Fastradę i o grającej Berthę, babkę głównego bohatera, Lucynie Winkel. Obie panie budząc, co naturalne, różne emocje widowni zasłużyły na gorące owacje. Tak samo zresztą jak Oksana Hamerska w partii Katarzyny. Niezaprzeczalnie dobór obsady, zarówno pod względem umiejętności scenicznych, jak i osobistego uroku, okazał się strzałem w dziesiątkę.

„Pippin” jest też doskonałym przykładem zabawy sceną i na scenie. Zabawy, którą ma choreograf, scenograf i kostiumolog, mogący stworzyć przezabawne przestrzenie i wypełnić je kolorowymi postaciami. Zabawy, którą ma choreograf mogący połączyć elementy baletu i street artu z kuglarskimi i  wygibasami. Zresztą odpowiadająca za choreografię w poznańskim przedstawieniu Paulina Andrzejewska-Damięcka sama przyznała, że w „Ruch ma być formalny, groteskowy, abstrakcyjny, może trochę cyrkowy”. Mariusz Napierała odpowiadający za scenografię mówił o swoim zadaniu tak: „Zamierzam stworzyć przestrzeń po części kabaretową, po części jarmarczną, w guście steampunkowym”. Kostiumy stworzyła Agata Uchman, która uznała, że „Graficzne symbole, kolory i minimalistyczne detale tworzą świat frywolny i ekspresjonistyczny”. Zabawy, którą ma też widz musicalu. Bo spektakl z jednej strony śmieszy i bawi, a z drugiej mówi o tym, czym jest sens życia. Sens życia zgrabnie zebrany w całość przez reżysera poznańskiego musicalu Jerzego Jana Połońskiego.

Pippin, czyli historia prawdziwa o poszukiwaniu szczęścia
muzyka i teksty Stephen Schwartz
libretto Roger O. Hirson
reżyseria Jerzy Jan Połoński
Teatr Muzyczny w Poznaniu
Premiera 7 września 2019

program przedstawienia

Reklamy

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: