Natura, cykl i człowiek | Chłopi wg Władysława Stanisława Reymonta, reż. Krzysztof Garbaczewski

Gdy zostaniemy odarci z wszelkich przydatków, ścian i strojów, zostaje natura z jej powtarzalnym porządkiem i zostaje człowiek uwikłany zarówno w ów cykl jak i w zawiłe zasady funkcjonowania we wspólnocie. Tak odczytuję pokazywaną w warszawskim Teatrze Powszechnym inscenizację „Chłopów” Reymonta w interpretacji Krzysztofa Garbaczewskiego.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Na scenie metalowe konstrukcje, puste, pozbawione ścian szkielety kokonów, które są w takim samym stopniu domami (wiejskimi chatami), co pozbawioną kontekstu konstrukcją dla tanecznego performensu, rozpoczynającego spektakl. Ów taniec postaci odzianych w białe kombinezony, osób z zakrytymi twarzami, każe nam szukać klucza do przedstawienia: czy mamy do czynienia li tylko z pełną artyzmu wizualizacją zimy, nadciągającej nad Reymontowskie Lipce, czy może – co z powodu kroju ubrań wydaje się interpretacją uprawnioną – otrzymujemy sugertię początku cyklu życia, nasienia zapładniającego komórki-kokony? Tak czy inaczej taniec przynosi myśl najważniejszą: „Chłopi” Garbaczewskiego są opowieścią o naturze i o człowieku, który z jednej strony próbuje się do niej dostosować, z drugiej nadmiernie komplikuje swoje istnienie poprzez wprowadzanie sztucznych norm i zasad. Szczególnie dobrze widać to w małej, zamkniętej społeczności wsi, gdzie rozgrywa się kameralny dramat małżeńskiej zdrady, miłosnej pasji, wreszcie śmierci i samosądu. Przy czym fabuła Reymonta staje się tylko pretekstem do tej opowieści, bo choć pojawiają się tu zarówno postaci z książki – Boryna (Arkadiusz Brykalski), Antek (Mateusz Łasowski), Jagna (Magdalena Koleśnik) – jak i archetypiczne figury charakterystyczne także dla wsi jako takiej, a więc ksiądz czy wójt, to przecież dostajemy historię uniwersalną, a przy tym ponadczasową – ani wiejską, ani miejską, ani historyczną, ani całkiem współczesną. Doskonale widać to w zderzeniu oryginalnego języka powieści (w opisach i dialogach) z eksperymentalną scenografią i kostiumami, gdzie znajdziemy i słomiane wieńce, biorące swoje źródło z folkloru, i poruszającego się na licznych kołach zdalnie sterowanego robota pełniącego tę rolę, która na prawdziwej wsi zarezerwowana jest dla domowych zwierząt.

Także realizacyjnie jest przedstawienie Garbaczewskiego na wskroś nowoczesne. Czerpiąc garściami z tradycji teatru ulicznego, reżyser wykorzystuje jednocześnie zdobycze najnowszej techniki. Nieodzownym elementem przedstawienia jest transmisja na żywo z kamery poruszającej się po scenie i podglądającej bohaterów – to nie tylko zabieg czysto formalny, bo na podwieszonym półprzejrzystym ekranie możemy dzięki temu oglądać sceny w tak intymnym zbliżeniu, jakiego nie doświadczylibyśmy w zwykłym odbiorze spektaklu. Obraz z kamery jest też sposobem na rozegranie jednej z najbardziej istotnych scen przedstawienia, gdy wykonywana na bieżąco zmiana trybu realizacji przeprowadza nas od czarno-białej intymnej sceny do sceny rejestrowanej w trybie termowizyjnym, pokazującej zarówno namiętność pary kochanków jak i zbliżający się żywioł ognia.

Co ważne, w trwającym ponad trzy godziny przedstawieniu nie brakuje też humoru, choć nie zawsze jest on najwyższych lotów. Postać uczłowieczonej „krowy” wykorzystana jest do perfekcji (to przecież na swój sposób personifikacja natury), ale scena obcinania ręki czy przekleństwa rzucane podczas mszy, trącą jednak sitcomem.

Jak w tej formie czuje się fabuła i bohaterowie? Znajomość „Chłopów” Reymonta może zarówno pomagać jak i przeszkadzać – pomagać, jeśli szukamy tu adaptacji, bo z książki zaczerpnięte zostały jedynie najważniejsze wątki, przeszkadzać, gdy zbyt intensywnie myślimy o lekturze, zamiast skupiać się na wizji reżysera. A wydaje się ona nastawiona na pochwałę natury i jej porządku, a nawet na ekologię, z zacięciem wręcz publicystycznym (być może niezamierzonym), jak w brzmiącej znajomo scenie pomstowania na wyrąb lasu. Człowiek w tym świecie jest podporządkowany naturze, z jej powtarzalnością, co genialnie uchwycono w powracającej scenie wychodzenia Antka do pracy i brzmiącym niczym refren dialogu. Ale jest też człowiek intruzem, chcącym narzucać sobie i naturze własne prawa. Dzięki temu Garbaczewski przenosi prozę Noblisty na nurt całkiem współczesnej dyskusji o przemocy wobec przyrody, ale i wobec ludzi (w tym kobiet).

 

Przeczytaj także: Możliwość ciała | Liliana Hermetz. Costello. Przebudzenie

Przeczytaj także: ZNACIE? TO POSŁUCHAJCIE. Mamma Mia!, Teatr Muzyczny Roma

 

Chłopi wg Władysława Stanisława Reymonta

adaptacja, reżyseria – Krzysztof Garbaczewski
Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera, Warszawa

premiera 13 maja 2017

 

Współpraca i zdjęcie coverowe: Przemysław Jakub Hinc