Gdy zaczynałem pisać kryminały, uznałem, że jeśli nie znajdę do opowiedzenia fajnej historii, najlepiej prawdziwej, nierozstrzygniętej lub z banalnym rozwiązaniem, na które nikt długo nie wpadł, to w ogóle nie ma sensu pisać – mówił Jacek Ostrowski podczas premiery swojej najnowszej powieści „Czarny wdowiec” w Klawej Księgarni. Spotkanie prowadził Rafał Bielski.

Jacek Ostrowski pisze od dawna, ale uprawia różne gatunki. Ostatnio znany jest jednak przede wszystkim jako autor kryminałów z mecenas Zuzą Lewandowską, serii rozpoczętej powieścią „Paragraf 148”.
– Ten pomysł zrodził się może z dziesięć la temu. Wtedy powstała książka pod tytułem „Buźka”. Nigdy nie doczekała się wydania i nie żałuję, bo choć pomysł był dobry, to źle zrealizowany. Po latach wziąłem z tamtej powieści główną postać – Zuzę Lewandowską, choć wtedy nazywała się inaczej, zgadza się za to, że była adwokatką, niezależną kobietą, paląca i pijącą drogie trunki – mówił autor.
„Paragraf 148” jest powieścią opartą w sporej części na faktach. To w pewnym sensie pokłosie powieści „Ostatnia wizyta”, którą Ostrowski opublikował w serii Na F/Aktach wydawnictwa Od Deski Do Deski. Jako prawdopodobnie jedyny autor publikujący pod tym szyldem, osobiście znał ofiarę opisywanej zbrodni – dr Kamińską.
– Świetnie współpracowało mi się mi się z prokuratorem prowadzącym tamto śledztwo, poznałem masę faktów, które niekoniecznie znaleźć można w aktach – przyznawał autor. I nie ukrywał, że od chwili napisania tej książki prawdziwe historie są dla niego bardziej interesujące, niż fikcja. – Powieści inspirowane faktami lepiej trafiają do czytelnika, są bardziej przekonujące, bo czytelnik wie, że faktycznie zdarzyło się to, o czym czyta – mówił Jacek Ostrowski.

Gdy zaczynał pisać następne kryminały, uznał, że jeśli nie znajdzie do opowiedzenia prawdziwej, a przy tym fajnej historii, najlepiej nierozstrzygniętej, albo głośnej swego czasu lecz zapomnianej, ewentualnie z banalnym rozwiązaniem, na które nikt długo nie wpadł, to w ogóle zarzuci uprawianie tego gatunku.
– Czytelnika trzeba zaskoczyć, nie wolno go znudzić – przekonywał pisarz.
Dlaczego jednak na bohaterkę swojej pierwszej w życiu serii, rozgrywającej się jak na razie w latach 70. XX wieku, wybrał akurat kobietę i to nie milicjantkę?
– Milicja była wtedy elementem aparatu represji. Uznałem, że trudno będzie pokochać porucznika Borewicza w spódnicy. Wybrałem silną postać adwokatki, która nie lubi władzy.
W kolejnym tomie ta postać znowu zmierzy się z trudnymi sprawami – w „Sarkofagu” autor sięgnął po autentyczną i do tego dość świeżą sprawę.
– Dostałem zgodę na przejrzenie akt, a że wszystko wydarzyło się stosunkowo niedawno, mogłem też porozmawiać z niektórymi świadkami. Skutek tego taki, że sąd nie ustalił jak zginęła ofiara, a mnie się to udało – przekonywał Jacek Ostrowski.
W ilu jeszcze tomach pojawi się Zuza Lewandowska?
– Mam napisaną ostatnią cześć, która się rozgrywa współcześnie – zdradził autor. – I chciałbym, żeby każdy kolejny tom przybliżał nas do tego ostatniego – mówił. To może oznaczać wiele części, bo dwa pierwsze tomy rozgrywają się w latach 70. XX wieku.

Premiera powieści „Czarny wdowiec”
Prowadzenie Rafał Bielski
Klawa Księgarnia, Grójecka 40A, Warszawa
5 czerwca 2019