Rzeżucha we krwi | Przekrój, wiosna 2018

Coś musi obumrzeć, żeby wyrosnąć mogło coś. Potrzeba tylko życiowych soków – z tych z kompostu i tych, które niesie krew. Tak w ogóle to w najnowszym „Przekroju” sporo jest krwi. I niewiele mniej rzeżuchy.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Wiosna to początek. Zaczyna się więc od drzewa życia – tego samego, które w Edenie posadził Bóg wraz z drzewem wiadomości dobrego i złego. W mistykę z tym związaną wprowadza znakomity pisarz Piotr Paziński, autor choćby „Pensjonatu” i „Ptasich ulic” (motyw powraca zresztą w świetnym rysunku Sławomira Mrożka z archiwalnego numeru). Ale to – co chyba oczywiste – nie jedyna roślina obecna w wiosennym numerze „Przekroju”. Jest więc i cała plantacja konopi, są drzewa w słoiku, drzewne wycinanki Marka Raczkowskiego (jedna z nich zdobi okładkę), skradzione sadzonki z dramatu kryminalno-detektywistycznego Jarka Westermarka, autora świetnego tomu „Opowiadania, które napisałem”, a nawet cały „Ginat bar”, czyli dziki ogród, który znajdziemy we fragmencie najnowszej książki Meira Szalewa o tym właśnie tytule. Bo motywem przewodnim numeru jest oczywiście nowe, odradzające się po zimie, bujne życie, z nieodłączną rzeżuchą, którą znajdziemy i w tekście o diecie cud (wiadomo, do lata trzeba zrzucić zbędne kilogramy), i w przysłowiach o rzeżusze („rzeżucha rośnie – przyjdą goście”), i w tekście zawierającym historyczne ciekawostki o rzeżusze. Choć tym, co porusza do głębi jest zestawienie słynnych artystów, którzy podawali się za rzeżuchę – z Witkacym i Lady Gagą na czele.

Najwięcej w nowym numerze jest jednak… krwi. Płynu, który u człowieka jest tym, czym u roślin soki, pobudzające je na wiosnę do życia. Znajdziemy więc rozmowę z wampirem (z nieoczekiwaną puentą), Wojciecha Jagielskiego reportaż „Krew za krew (albo jałówka)” o świętym obowiązku rodowej zemsty obowiązującym na Kaukazie, Łukasza Kaniewskiego opowieść o krwi jako eliksirze młodości, ale i Tomasza Stawiszyńskiego „Boską wojnę” – o fascynacji człowieka przelewem krwi na polu walki. A jeśli komuś tego mało, to znajdzie też „Krew i wódkę” Macieja Stroińskiego, kącik ciekawostkowy o grach i zabawach z krwią oraz Grzegorza Uzdańskiego wiersz stylizowany na Ludwika Jerzego Kerna „Krew i brew”.

A skoro wiosną krew zaczyna krążyć szybciej, to warto polecić rozmowę z Karoliną Jarzyńską-Nadolską i Zbigniewem Nadolskim o tym, jak przeżyć maraton. Jednym z warunków – a to mówię z osobistego doświadczenia – jest regularne przygotowywanie się do tak długiego biegu, które warto rozpocząć najpóźniej na przełomie marca i kwietnia, o ile myślimy o przebiegnięciu któregoś z maratonów jesiennych.

Najnowszy numer „Przekroju”, bądź co bądź kwartalnika, musi pogodzić takie wydarzenia jak Wielkanoc czy Dzień Dziecka. Nie zabraknie w numerze jajek i kurczaków (rysunek Raczkowskiego na str. 90!), ale przecie „Przekrój” jest w znacznym stopniu pismem literackim. Dlatego polecam szczególnie rozgrywające się w cieniu Golgoty opowiadanie Leonida Andrejewa „Ben Towit” – o cierpieniu i Cierpieniu, a także tekst znanego autora książek dla dzieci, Grzegorza Kasdepke, „Dzieciobuch” – o dziecięcej dociekliwości i swoiście pojmowanej dyplomacji.

Ale oczywiście „Przekrój” nie byłby sobą, gdyby nie zaserwował nam na wiosnę odrobiny pesymizmu – z powracającym tu na przekór rodzącemu się życiu motywem końca świata. Na szczęście tym razem tylko w wersji Janka Kozy i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. No chyba, że za tekst o końcu świata uznać też „Siłę rozkładu” Moniki Kuci – o tym, że wszystko, co żyje, kiedyś umrze. Na szczęście zaraz potem zamieni się w życiodajny kompost. A to niesie nadzieję.

 

Przekrój, nr 2 (3561)/18, wiosna 2018

Przekrój Sp. z o. o.

Reklamy

Dodaj komentarz