WIWISEKCJA SUKCESU W DWUDZIESTU ODSŁONACH. Vadim Makarenko, Zawód: zwycięzca

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

zawod_zwyciezcaCo decyduje o tym, że odnosimy sukces? Ciężka praca, łut szczęścia, odwaga? Książka Vadima Makarenki „Zawód: zwycięzca” nie daje nam prostej odpowiedzi na to pytanie. Bo ta książka to nie kolejny poradnik z gatunku „10 kroków do sukcesu”, gdzie znajdujemy proste wskazówki i gotowe rozwiązania. To rady praktyków. Rady, z którymi możemy się zgodzić, lub nie, ale trudno przejść obok nich obojętnie.

Na pierwszy rzut oka książka wydaje się kompilacją tekstów autora znanych wcześniej m.in. z „Gazety Wyborczej”. Ale to nie do końca prawda. Piętnaście zamieszczonych tu wywiadów i pięć reportaży zostało już wcześniej opublikowanych, ale są i teksty zupełnie nowe – jak wywiad z polskim biznesmenem Piotrem Voelkelem czy rozmowa z Terrym Leahym, byłym prezesem Tesco.

W przypadku niektórych rozmów, przeprowadzonych kilka lat temu, brakuje mi wyraźnie podanej daty ich powstania, co pozwoliłoby wygłaszane tezy umieścić w czasie, jednak najważniejsze w tej książce jest co innego: teksty zebrane w jednym tomie czyta się zupełnie inaczej, niż rozrzucone po różnych wydaniach gazet. Te teksty ze sobą „rozmawiają”, uzupełniają się, jak choćby wtedy, gdy po premierze drugiego sezonu serialu „Zakazane imperium” autor przenosi nas do sali balowej nowojorskiego hotelu Waldorf Astoria, by spotkać tam swego rozmówcę, (przyszłego) prezesa HBO Richarda Pleplera w towarzystwie wcześniejszego bohatera książki – Malcolma Gladwella, pisarza i reportera „New Yorkera”. Tak jest również, gdy w tekście poświęconym Joshowi Tyrangielowi, naczelny „Bloomerg Businessweek”, wspomina, że widział „Businessweka” w rękach innego bohatera książki, Jima Goodnighta, prezesa SAS Institute, jednej z największych firm informatycznych na świecie.

Makarenko o swojej poprzedniej książce „Tajne służby kapitalizmu”

Jak, według rozmówców Makarenki, osiągnąć sukces? Jak stać się zwycięzcą? W książce często ścierają się ze sobą dwie idee: sukces odnosimy dzięki starannemu planowaniu i analizom albo dzięki niezawodnej intuicji. Zwolennikiem tej pierwszej teorii jest choćby Szlomo Yanai, prezes firmy Teva, największego na świecie producenta leków generycznych.

Tak, [intuicja] to romantyczna i efektowna teoria, ale w życiu większość rzeczy udaje się dopiero po analizie i starannym planowaniu. Znam wielu ludzi, którzy odnosili sukcesy, bo sprzyjało im szczęście, ale na szczęście też trzeba zapracować. Planowanie jest taką właśnie pracą. Nie chodzi o to, żeby poskładać liczby, bo to mógłby zrobić komputer. Dopiero lider uczyni z planowania sztukę, bo zna swój zespół i potrafi go zmotywować – mówi Yanai.

Analizy? Im więcej wiemy, tym trudniej nam się zdecydować! – odbija piłeczkę Malcolm Gladwell.

Ale w książce pojawia się i inne podejście: Jeśli jesteś przedsiębiorcą, nie ufaj badaniom rynku, własnej intuicji i nie słuchaj swoich udziałowców. Słuchaj klientów – to słowa Briana Wilcove’a, partnera w Sofinnova Ventures, funduszu inwestującym w branżę internetową.

Rozmówcy Makarenki to osoby z pierwszych stron magazynów ekonomicznych: prof. Philip Zimbardo – jeden z najsłynniejszych psychologów społecznych na świecie, Marissa Mayer – prezeska Yahoo! czy Arkadij Wołoż – prezes Yandeksu, jednej z największych wyszukiwarek na świecie, która na rynku rosyjskim oparła się dominacji Google’a. Jest też Tomasz Opasiński – grafik, pracujący w Stanach Zjednoczonych, tworzący plakaty filmowe dla największych wytwórni w Hollywood.

Na mnie jednak największe wrażenie robi rozmowa z Małgorzatą Potocką – tancerką, choreografką, reżyserką, a przede wszystkim właścicielką rewiowego Teatru Sabat, która na założenie własnego biznesu zdecydowała się po przeżyciu ataku terrorystycznego na statku „Achille Lauro”, gdzie znalazła się w gronie osób, czekających na egzekucję.

 Sponsorzy często mają wątpliwości, nie znają teatru rewiowego. Zawsze powtarzam: „Musicie tu przyjść. Zobaczcie wszystko sami”. Zwykle to działa, bo ludzie przekonują się, że długie nogi pięknych tancerek są boskim darem i wynikiem katorżniczej pracy.

Sponsorzy często mają wątpliwości, nie znają teatru rewiowego. Zawsze powtarzam: „Musicie tu przyjść. Zobaczcie wszystko sami”. Zwykle to działa, bo ludzie przekonują się, że długie nogi pięknych tancerek są boskim darem i wynikiem katorżniczej pracy – ten cytat paradoksalnie mówi o źródłach sukcesu najwięcej: talent, szczęście, a przede wszystkim bardzo ciężka praca.

Jeśli książka Makarenki pozostawia niedosyt, to w chwili, gdy Piotr Voelkel, który kierowanie jedną ze swoich spółek przekazał niedawno synowi, Piotrowi Witowi, zwierza się z różnic w zarządzaniu: Mój syn (…) wytycza ludziom cele i daje maksimum samodzielności. Mówi: „Chcemy osiągnąć to i to. Pomyśl, jak to zrobić”. (…) Ja mówiłem: „Idźcie za mną!”, a on mówi: „Idźmy razem”. To lepsza metoda na obecne czasy i on jest lepszym szefem – przyznaje Voelkel. A mnie jako czytelnikowi pozostaje zapytać autora: a gdzie rozmowa z Piotrem Witem?

Vadim Makarenko

Zawód: zwycięzca

Agora 2013