filmy recenzja

Pakt o duszę | Ojczyzna, reż. Paweł Pawlikowski [recenzja]

Bohaterowie „Ojczyzny” tkwią w iście faustycznych uwikłaniach. Tych natury politycznej czy ideologicznej, ale może przede wszystkim tych osobistych. Stawiani są przy tym w obliczu zjawisk od nich większych: historii, kraju, mitu ojca. O filmie Pawła Pawlikowskiego pisze Przemysław Poznański. 

Fot. Agata Grzybowska / materiały prasowe

Cień, który pada na bohaterów jest cieniem pomnikowym, nieruchomym, trwałym. Bo taki cień rzuca otaczający ich świat z jego mroczną przeszłością i z jego tuż powojenną rzeczywistością, w której coraz wyraźniej rysujące się podziały ideologiczne będą formowały rzeczywistość na dekady. Ale jest to też cień wielkiego mitu, jaki rzuca Noblista, Thomas Mann, autor m.in. „Buddenbrooków”, „Czarodziejskiej Góry”, czy „Śmierci w Wenecji”.

Dramat Pawlikowskiego rozgrywa się więc na dwóch poziomach: ważnej podróży do dawnej ojczyzny, do kraju doświadczonego skutkami nazizmu i wojny, którą wywołał, oraz powojennego podziału na strefy okupacyjne, swego rodzaju strefy wpływów, strefy wartości, ale też – a może tak naprawdę przede wszystkim – na poziomie osobistych traum bohaterów, ludzi zmuszonych do funkcjonowania w świecie kompromisów, wynikających z bycia na świeczniku, lub bycia dzieckiem sławnego ojca.

Przez pryzmat Mefista

Z tego cienia nie da się uciec. Chyba że podejmie się decyzję radykalną, jak Klaus Mann (August Diehl), jedyna być może postać w całym filmie, która nie decyduje się iść na żaden kompromis. Jedyna, która nie weźmie udziału w tej podwójnie propagandowej wycieczce do podzielonych Niemiec, ale przecież właśnie przez tę nieobecność najbardziej widoczna – jako wyrzut sumienia, jako głos dezaprobaty.

Klaus Mann, autor „Mefista”, opowieści o pakcie aktora Hendrika Höfgena z diabłem, tu rozumianym jako współpraca bohatera powieści z III Rzeszą, jest być może zresztą najlepszą postacią, do tego, by przez jej pryzmat odczytać film Pawlikowskiego. Bo jest to właśnie film o uwikłaniach i paktach prowadzących do coraz bardziej niewygodnych kompromisów.

Fot. Agata Grzybowska / materiały prasowe

Akty nieposłuszeństwa

W 1949 roku Thomas Mann (Hanns Ziechler), na stałe mieszkający od kilkunastu lat w Kalifornii,  przyjeżdża wraz z córką Eriką (Sandra Hüller) do Niemiec, by odebrać Nagrodę Goethego. Czekają ich dwa przystanki – Frankfurt nad Menem (gdzie autor „Fausta” się urodził), znajdujący się teraz w strefie amerykańskiej i Weimar (gdzie Goethe zmarł), położony w strefie okupowanej przez Związek Radziecki.

Mann się upiera by odwiedzić oba te miasta i można by to nawet uznać za wyraz bezkompromisowości pisarza, bo o ile przyjazd do strefy amerykańskiej jest bezpieczny, to przecież w dobie zimnej wojny podróż do strefy kontrolowanej przez komunistów może mieć dla niego, jako obywatela USA, poważne konsekwencje. Co ciekawe, Mann okazuje się także nieprzejednany w rozmowie z wnukami Wagnera, proszącymi, by pomógł odbudować wizerunek muzyka, mimo że wcześniej nie przeszkadzało im, że jest on jednym z ulubionych kompozytorów Adolfa Hitlera. Ale te dwa akty nieposłuszeństwa wobec rzeczywistości są jednocześnie jedynymi, na jakie pisarza stać.

Na lep propagandy

Mann musi zdawać sobie sprawę, że jego wizyta – w obu strefach – będzie wykorzystana propagandowo przez każdą ze stron. A jednak wzorem bohatera Goethego godzi się na ów pakt z diabłem. We Frankfurcie uściśnie dłoń niejednego byłego nazisty „nawróconego na demokrację” – takiego jak choćby były partner Eriki, Gustaf Gründgens (Joachim Meyerhoff), zresztą pierwowzór bohatera „Mefista”, który też dostanie zaproszenie na bankiet na cześć Noblisty.

W Weimarze z uprzejmym spokojem wysłucha z kolei wynurzeń propagandzisty Siergieja Tiulpanowa (Daniel Wagner) na temat związków Goethego z dialektyką marksistowską, a co gorsza – zignoruje informację o przetrzymywanych w Buchenwaldzie więźniach politycznych. Owszem, Manna też stać tu na ucieczkę, na chwilę refleksji, na zrzucenie maski mitu i poszukanie w sobie artysty z jego wrażliwością. Ale czy jest to rzeczywisty przełom? A może tylko epizodyczny akt niezgody na to, co na chwilę wyrwało go ze strefy komfortu?

Rola Eriki

Trochę bardziej złożona jest sytuacja Eriki. Związana emocjonalnie z Klausem, doskonale rozumie jego punkt widzenia, ale też zdaje sobie sprawę z roli, jaką przyszło jej wypełniać. To postać rozdarta – z jednej strony lojalna wobec ojca, dla którego podczas tej podróży jest tłumaczką i sekretarką, z drugiej świadoma bezcelowości jego wystąpień  przed ludźmi oklaskującymi go z uprzejmości i obowiązku, byle tylko wypełnione zostały warunki zawartego paktu – wzmacnianie mitu, potwierdzanie pozycji, budowanie komfortu.

Erika zbuntuje się. Wyrazi swoją opinię. Okaże sprzeciw. W końcu ucieknie, zaprotestuje. Na chwilę. Choć może wystarczającą, by uzmysłowić ojcu, że jego akademickie rozważania na temat roli poezji w żaden sposób nie mogą wpłynąć na rzeczywistość. Tym bardziej że jego wystąpienia najczęściej skierowane są do ludzi ich nierozumiejących – i nie chcących zrozumieć – sensu jego słów.

 Ojczyzna, ojczyzna

Tytuł filmu trzeba więc rozumieć dwojako. Rozważania na temat tego, czym jest ojczyzna – krajem pochodzenia, który nie jest już jednak taki jak przed wojną, czy może miejscem, w który się mieszka, choć z tęsknotą spogląda się na „kraj lat dziecinnych” – są tu zaledwie punktem wyjścia do rozważań o „ojczyźnie” jako osobistej spuściźnie. A zarazem osobistej traumie, zakorzenionej w figurze ojca z całym bagażem jego sławy, talentu, pozycji.

To zatem także pytanie o możliwość wyboru – o to czy da się, i czy w ogóle się chce, uwolnić spod władzy niedobrowolnego paktu, jakim jest miejsce urodzenia i rodzina. Czarno-biały film Pawlikowskiego (zdjęcia Łukasza Żala) to opowieść kameralna, nawet jeśli wrzuca bohaterów raz po raz w wielkie sceny rautów, bankietów, publicznych odczytów czy akademii ku czci. Mówi nam bowiem o indywidualnych wyborach w obliczu zdarzeń i zjawisk od nas większych – o tym czy podpiszemy pakt, w którym stawką prędzej czy później okaże się być nasza dusza.

Ojczyzna (Fatherland), reż. Paweł Pawlikowski
scenariusz Paweł Pawlikowski, Hendrik Handloegten
Premiera polska 19 czerwca 2026
Dystr. Kino Świat

wszystkie zdjęcia fot. Agata Grzybowska / materiały prasowe

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej