„Abraxas” Radka Raka, finałowy tom tryptyku „Agla”, to opowieść o docieraniu do kresu. Kresu przemiany, kresu świata, czasem nawet kresu życia. Ale i o tym, że tak naprawdę ów kres może być czasami nowym początkiem – pisze Przemysław Poznański.

Wszystko podlega przemianie, metamorfozie ulega i zastana rzeczywistość, i postaci w niej funkcjonujące. Obie przemiany są zresztą od siebie zależne. Zmieniający się świat implikuje zmianę zachowań ludzi, którzy przyparci do muru decydują się na działanie, czasem nawet na wywołanie rewolucji (nawet jeśli przypadkiem) i stają się na tyle nieustępliwi w próbach osiągnięcia wyznaczonego celu, że z czasem naginają świat do swoich potrzeb. Nie da się zatem uniknąć zmiany, tak jak nie da się uniknąć w przyrodzie holometabolii owadów – od stadium lawy, przez poczwarkę ku osobnikowi dojrzałemu.
O tym jest „Abraxas” – o stadium ostatecznym, które pozwala w końcu poznać właściwy kształt rzeczy, rozpostrzeć skrzydła. To opowieść o finale holometabolii człowieka – jako jednostki i jako członka współtworzonej przez niego społeczności. Oto minął już czas bycia larwą („Alef”), rozerwany został też kokon („Aurora”), teraz nastał czas wyklucia się nowych idei, zbioru plonów z zasianego ziarna, a nierzadko i zbierania burzy przez tych, którzy siali wiatr.
Podróż ku przemianie
„Agla” opowiada o świecie fantastycznym, będącym poniekąd widzianym w krzywym, mrocznym zwierciadle odbiciem naszego uniwersum. To przestrzeń wypełniona nie tylko ludźmi, ale też współdzielącymi tę przestrzeń człekokształtnymi rakami, jaszczurami i goblinami – niewolnikami śniącymi o samostanowieniu. To świat klanu katów i kasty czarodziejek, w którym znajdziemy nawet programowalnego jak komputer golema – sztuczną inteligencję z przebłyskami samodzielności, a nawet empatii. Ale jest to też rzeczywistość, w której wszechwładni funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa bezwzględnie egzekwują wolę Cara – nieobecnego na tronie, niedopowiedzianego, niepoznanego, manifestującego się poprzez cień rzucany przez wielkie skrzydła przysłaniające cały nieboskłon.
To zatem świat, w którym tłumione są wszelkie objawy nieprawomyślności wyrażanej tak myślą, jak i słowem, czynem czy zaniechaniem. Nietrudno tu o zdradę, o strach, o nieufność. W tych realiach dziwić nie będzie, że każdy akt odwagi, bezinteresownej pomocy, wsparcia, staje się czynem bohaterskim. W świecie takim żyje Soja Kluk, córka Krzysztofa Kluka, profesora entomognozy zaginionego podczas naukowej wyprawy. Wyprawa Sofji poszukującej ojca stanie się główną osią fabularną tryptyku. Osią obrastającą jednak z każdej strony wątkami pobocznymi, urastającymi z czasem do nie mniej ważkich dla konstrukcji tej narracji, niźli historia poszukiwań naukowca. Podróż Sofji więc – pełna niebezpieczeństw i rozczarowań, rozpaczy i pożegnań – choć najważniejsza, z czasem przeplecie się i splecie z innymi podróżami, wyprawami innych wędrowców. Każda z nich stanie się de facto także drogą wiodącą do przemiany bohaterów, do poznania przez nich siebie samych, a nade wszystko może i do poznania własnych granic oraz uświadomienia sobie, które z nich można, które trzeba, a których nie da się przekroczyć.
Własne Ultima Thule
Podążamy więc za Sofją, która z czasem zostanie małodobrą (członkinią klanu katów), pogrążoną tyleż w bólu po poniesionych stratach, co zdeterminowaną, by położyć kres władzy Cara, którego istoty się domyśla. Podążymy za Ousją i Tamarą, których miłości nic nie zdoła zniszczyć, za pobożnym jomą, Harunem, przyjacielem Sofji i za Tymianem Drakowem oraz prowadzonymi przez niego goblinami, poszukującymi wraz z nim miejsca na ziemi, w którymi mogliby osiąść, ich własnego Ultima Thule.
Swojego Ultima Thule tak naprawdę szukają tu zresztą wszyscy, choć często trudno rzec czym to miejsce dla nich jest. Czy rozumieć je jako ów kraniec świata, tożsamy z miejscem, w którym będzie chciał pozostać, czy jako pełnię, dopełnienie, spełnienie, idąc śladem tytułowego słowa abraxas – zawsze będzie to miejsce, stan, poczucie spełnienia, o które stoczyć trzeba walkę na śmierć i życie. Miejsce, dla którego warto nawet zajrzeć za Śnieć, zasłonę rozdzielającą świat realny od ponadzmysłowego. Jednak osiągniecie celu, przemiana, dla bohaterów tej prozy nie może dokonać się bezboleśnie – jest procesem wymagającym poświęcenia, często nawet porzucenia twego, co wcześniej wydawało się ważne.
Koniec i początek
„Agla” jako typtyk jest popisem wyobraźni autora, dziełem imponującym, łączącym epicki rozmach w budowaniu fikcyjnego świata z kameralnymi opowieściami o jednostkach zderzonych z totalitarnym światem. To baśń, choć dla dorosłych, a zarazem dzieło na wielu poziomach wymagające, filozoficzne, ale i odwołujące się do mitów, podsuwające nawet tropy mesjanistyczne, jak w scenie z dotykaniem boku osoby powracającej z martwych.
To też opowieść, w której zabraknie postaci jednoznacznie dobrych czy złych. Piekło, przez jakie przejdą bohaterowie, w tym Sofja Kluk, pozbawi ich złudzeń i naiwności, nawet jeśli wielu z nich uda się ocalić odrobinę nadziei istotną dla przetrwania. Ale to także historia pozbawiona oczywistego morału, pokazująca może przede wszystkim koszt przemiany, cenę, którą trzeba zapłacić za sięganie po to, co ważne. Czasem jest to koszt najwyższy, choć przecież – jak to w baśni i jak to w życiu – koniec czasem bywa początkiem czegoś zupełnie nowego, choć zazwyczaj zupełnie niespodziewanego.
Radek Rak, Agla. Abraxas
Powergraph, 12 września 2025
ISBN: 9788367845588

